Co sprawia Ci największą trudność jeśli chodzi o język angielski? Przypuszczam, że powiesz: czasy. Albo czasowniki nieregularne. Albo chociaż szyk zdań.

Przypuszczam tak, bo sama z tego typu trudnościami się mierzę. Spora część znajomych, z którymi na ten temat swego czasu rozmawiałam, właśnie te rzeczy wymieniła jako jedne z najbardziej kłopotliwych do przyswojenia.

Podświadomie więc zakładasz, że skoro ty masz trudność z angielskimi czasami i gros twoich ziomków, to prawdopodobnie Anglicy też. Odrobinkę chociaż. No bo czy może być coś trudniejszego?

Okazuje się, że tak. Ja nie mogę się wprost nadziwić, że rzeczy, o których za chwilę przeczytasz mogą stanowić dość powszechny błąd stosowany przez Brytyjczyków.


you was

You was, they was słyszę nagminnie. Serio! Na początku myślałam, że to przejęzyczenie. Gdy później z ust innej osoby usłyszałam kolejne “you was”, a potem kolejne z ust trzeciej, zapytałam: o co chodzi? Czy ja czegoś nie wiem? Czy Brytyjczycy uczą się jakiegoś innego angielskiego… podziemnego?! Usłyszałam: o… serio powiedziałam you was? Nie no, to ewidentny błąd, oczywiście że powinno być you were.

Nic od tamtego czasu się nie zmieniło – you was słyszę zdecydowanie częściej niż you were.


should of

Should of słyszę stosunkowo często. Na początku myślałam, że to jakieś fancy określenie na should have (bo właśnie w takim kontekście z owym wyrażeniem się spotykałam): you should of told me, it should of been dispatched.

Ba! Sama raz czy dwa zamiast klasycznego ’should’ve’ jak uczyli w szkole, użyłam podczas rozmowy should of. I o ile w takiej sytuacji jest to błąd raczej do zaakceptowania, bo w brzmieniu łudząco przypomina poprawną wersję: should’ve, o tyle w piśmie warto jednak zostać przy should have.


there, there, there

Nas uczą tych wszystkich there, their, there’are. Anglików, mam wrażenie, tylko – there. Nie no, żartuje, są oczywiście osoby używające tych słów poprawnie. Osobiście rzadko co prawda spotykam się z poprawnym zapisem tych słów: czy their czy there’are, zwykle czytam: there. Raz nawet zapytałam kolegę, który te trzy słowa zapisane miał na tablicy w swoim biurze, odpowiedział że są tam bo nie jest w stanie ich zapamiętać.


girl’s vs girls’

Czyli szalone apostrofy. Nie wiem czy Anglicy wiedzą jak je używać. Ja dzięki Arlenie dowiedziałam się jak to z tymi apostrofami jest i teraz jestem jakimś kuźwa Samozwańczym Szeryfem Apostrofów. Pamiętam nawet, że jak dostałam jakiś dokument do sprawdzenia w pracy przed wrzutką na stronę i apostrof użyty był w niewłaściwym miejscu, to zapytałam czemu. I że chyba powinno być inaczej. Usłyszałam, że nieprawda. I że jest dobrze.

Odpuściłam, bo co się będę kłócić? Nie mój kraj, nie moje kredki.
Jeśli jesteście ciekawe jak to z tymi apostrofami jest to polecam film Arleny.

Mnie to zadziwia jak inne błędy popełnamy my – dla których język angielski jest drugim językiem, a jakiego typu błędy popełniają Anglicy. Z drugiej strony zastanawia mnie co myślą sobie imigranci uczący się polskiego, gdy podczas rozmowy z Polakiem słyszą: poszłem albo w cudzysłowiu. Pewnie to samo – nie kumają. Mamy 17 odmian słowa “dwa”, które w większości wypowiadamy poprawnie, a nie potrafimy powiedzieć prostego poszedłem. O co tu chodzi?!?!


Jeśli spotkałaś się z innym błędem popełnianym przez Anglików, dawaj znać w komentarzach!