Jest kilka influencerek, których książki kupię (kupiłam) w ciemno – między innymi jest to Ola Radomska.

Ola – jeśli ktoś nie porusza się w social mediach, to (w dużym skrócie!) dziewczyna, która swoją popularność zdobyła najpierw blogiem Mam Wątpliwość, później ją podbiła obraniając tytuł bloga roku w kategorii absurdu i offtopu, a aktualnie – mimo że blog jak najbardziej istnieje – urzęduje głównie na Instagramie, gdzie trochę uczy, a trochę bawi. Matko, jak to brzmi!!

empik.com

Ja Olę obserwuję od bardzo dawna, aktualnie trochę mniej, ale to tylko dlatego, że generalnie przechodzę teraz bunk kontentu co znaczy mniej więcej tyle, że ograniczam social media – wszyscy tam o czymś mówią, piszą i człowiek żeby się z tymi treściami zapoznać, to nie miałby czasu żyć.

A Ola lubi na instastory se pogadać 😀

No i teraz słuchajcie! Jak odpoczywam od Oli mówiącej? Oczywiście czytając Olę! Mało tego – ja to czytam jej tonem głosu! Fascynujące.

No i skoro o książce rozmawiamy, to może przejdę płynnie do tematu dzisiejszej dyskusji. Otóż ja może w roku popisać się ilością przeczytanych książek nie mogę. Może i to prawda co szepcą na dzielni, że to mąż zdobywa tytuł mola książkowego 2020 w naszej rodzinie.

Niemniej, ja postanowiłam kupować i czytać w tym roku tylko takie książki, które wiem że mnie nie zawiodą. W ogóle to nie wiem czy też tak macie, ale ja dzielę książki na te, które warto przeczytać i te które warto mieć (i oczywiście przeczytać też, nie że tylko mieć ty heheszku, ty!). W sensie są książki, które chcę przeczytać, ale niespecjalnie już muszę taką książkę mieć na półce.

To z książką Oli jest tak, że ja strasznie ją chcę i przeczytać, i mieć. A mówię o tym, bo Mam Wątpliwość zaczęłam czytać w aplikacji empik go i już po kilku przekartkowanych stronach mówię do męża, że mam straszny dylemat (najstraszniejszy!): to jest tak dobre, że nie wiem czy kończyć, czy kupić sobie wersję papierową?

Bo wiesz jak to jest, niby masz w planie, że i przeczytasz w aplikacji, i potem ją kupisz, ale wszyscy wiemy że jak przyjdzie co do czego, to znajdziesz milion powodów, żeby zamiast przeczytanej odkryć jakieś nowe złoto literackie. A książka Radomskiej to zdecydowanie jest ZŁOTO. I to złoto trzeba mieć na półce.

O czym to książka, pytasz!

O etapach życia, które wszystkie albo przechodziłyśmy, albo będziemy przechodzić, albo przynajmniej znamy kogoś kto przechodził albo będzie przechodził. I o wątpliwościach, które są nieodłącznym elementem tych etapów.

Jest napisana w typowym Olinkowym stylu, co znaczy mniej więcej tyle, że czytasz książkę papierową, a masz wrażenie jakbyś słuchała czytanego przez nią audiobooka (który też jest swoją drogą dostępny). Ola każdy taki etap w życiu nazywa przystankiem, na który dochodzi z torbą oczekiwań, które ktoś jej wcisnął w rękę. I w rewelacyjny sposób to wszystko trochę wyśmiewa, a trochę hejtuje.

Z wieloma fragmentami w książce się utożsamiałam i dosłownie miałam wrażenie, jakby autorka opisywała wydarzenia z mojej przeszłości. Tylko Ola jeździła z rodzicami do Selgrosa na hurtowe zakupy, a ja do Makro – kupowaliśmy wielke opakowania jogurtów i monte. Albo fragment o tym, jakim Ola była dzieckiem – trochę nieogarniętym. To tak jak ja. Mój tata do dziś się śmieje, że on nie wie jak to się stało, że z tej sierotki co się potykała o własne buty w szkole, wyrosło coś sensownego.

Wiele lat temu napisałam nawet tekst o tym, że chciałabym móc tamtą Ulę przytulić i powiedzieć, że może być nieogarnięta i trochę dziwna czy średnio przebojowa. Że taka właśnie jest spoko!


Ta książka to taka trochę podróż do własnych wspomnień, ale też poklepanie po plecach – jesteś i byłaś OK. Możesz być nieogarem i to w ogóle o niczym nie świadczy. I jeszcze, że często bywa tak, że pewne nasze unikalne cechy ktoś będzie widział jako przywarę, gdy ktoś inny się nimi zachwyci.

No ale dość już tych spojlerów. Bierzta w ciemno i nie dziękujta.

Dobra, skoro prosisz to jeszcze tych kilka ulubionych fragmentów:


Jak to się stało, że przyjęłyśmy szpagat jako coś oczywistego?
Szpagat, czyli wieczny rozkrok pomiędzy „ucz się, rozwijaj, dbaj o siebie, kształć” a „nie bądź egoistką, dbaj o innych, bądź potrzebna”. Być może komuś ta zręczność i akrobacje przy lawirowaniu pomiędzy sprzecznościami odpowiadają, ale moja wyobraźnia mówi jedno. Mam tak siedzieć, nadludzko pogięta. Wszystko boli, a cipka tuż przy zimnym bruku zwiastuje zapalenie pęcherza.

Mam Wątpliwość

I mam już w sobie tę bezczelność, z którą odpieram wszelkie „naprawdę nie wiesz, jak się robi żurek?” za pomocą „no ni cholery, ale potrafię mówić bardzo długo bez oddychania i z tego żyję, a ty co? Nadal jesteś na utrzymaniu męża, czepliwa cipo z kapitałem w postaci garnka zupy?”

Mam Wątpliwość

„I ja mogłabym stać na scenie i zbierać owacje, mówiąc to, co powinno być oczywiste, ale tylko się wkurwiam bezbrzeżnie, kiedy dorosłe, wspaniałe, dzielne, cudowne kobiety, zdolne do nadludzkich czynów, nieustannie potrzebują, aby ktoś im z boku powiedział, uświadomił, że „owszem, mogą. Mogą nie wiedzieć, nie ogarniać, nie zaznać szczęścia tam, gdzie miało tryskać jak fontanna, za to mogą mieć dość, wkurwić się, nie być miłe, dobre, pomocne, szlachetne i dzielne. „


„Może warto by było, zanim nauczymy się optycznie wyszczuplać i robić talię, bo własna jest niewystarczająca w świetle obowiązujących standardów, zanim upieczemy swoje pierwsze ciasto, wzbudzimy zachwyt w kimś, wypełnimy zadania, których wykonanie jest od nas wymagane, zrobimy niezbędny dla naszych pośladków trening, pomożemy dziecku wykleić konia z papieru, dowiedzieć się czegoś o sobie? „

Mam Wątpliwość

Jak mi się coś udało, coś tam osiągnęłam to zawsze dzięki Bogu. Jak, kurwa, dzięki Bogu, jak nawet mi ściągi nie pomógł robić? Gdzie był? Kupił energetyk w sesji?

Mam Wątpliwość