Przeglądając dziś linkedina, natknęłam się na profil pewnej Polki mieszkającej w Londynie. Z ciekawości zerknęłam na jej historię zatrudnienia. Była bardzo imponująca. To, co natomiast rzuciło mi się w oczy, to że w okresie między ostatnią pracą w Warszawie, a pierwszą w Londynie minęło jakieś 5-6 miesięcy.

Zdaję sobie sprawę, że tam mogło być milion powodów takiej sytuacji. Wcale niekoniecznie – trudność odnalezienia się na brytyjskim rynku. Momentalnie jednak pomyślałam o sobie i o kilku osobach, które po opublikowaniu tekstów: nie radzisz sobie na emigracji, nie jesteś sama czy jak znaleźć pracę w UK, odezwały się do mnie opisując własne historie i żaląc się, że nikt ich nie chce zatrudnić.

To jest straszny moment. Paraliżujący dosłownie, bo burzy poczucie wartości i zakrzywia myślenie o nas samych.

Jak to możliwe, że jestem tu już 3 miesiące i wciąż nikt mnie nie zatrudnił? Wysłałam 100 cefałek, w rezultacie czego tylko 3 firmy odzwoniły, z czego dwie zatrudniały do MLMu, a jedna po krótkiej wymianie zdań się rozłączyła, poirytowana ciągłym powtarzaniem tego samego pytania, którego nie rozumiałam. Co robię nie tak? Czemu inni dostają pracę, a ja nie?!

Czy naprawdę jestem taka do dupy?!

U mnie to było tak, że ja bardzo chciałam pracować w konkretnym zawodzie – takie podejście niosło ze sobą ogromne ryzyko, że jeśli się nie uda, mocno mnie to złamie. I teraz pytanie: kiedy jest ten moment, że EWIDENTNIE się nie udaje i może jednak warto obniżyć swoje kwalifikacje, przestać zadzierać nosa i poszukać czegoś innego?

Kiedy jest ten moment, w którym MOŻEMY z czystym sumieniem powiedzieć: dość. Probowałam wszystkiego, nie chce mi się już więcej? Wiele z nas nie umie znaleźć takiego momentu. Gdy już chcą odpuścić, myślą: czy naprawdę zrobiłam wszystko? Czy nie jestem w stanie poświęcić temu jeszcze trochę uwagi i pracy. Może się uda.

Z jednej strony – brawa za determinację, z drugiej – może się okazać, że takim podejściem totalnie wyniszczyłaś swoją psychikę. Bo często, mimo że fizycznie możesz: bo co to było wysłać kolejne CV, pojechać na kolejną rozmowę, odebrać kolejny telefon i przyjąć kolejne: Nie tym razem? to psychę masz mocno zrypaną. Nie uniosłaś tego ciężaru, ucierpiało na tym dosłownie wszystko, a najbardziej twoje poczucie wartości.

To, co chcę przez ten tekst powiedzieć, to dwie rzeczy:

Po pierwsze, nie daj sobie samej wmówić, że jesteś do dupy, bo masz trudność ze znalezieniem pracy, bo uwierz mi – my wszyscy (albo spora część z nas) mierzyła się z tym co ty i to, że masz trudność z wejściem na brytyjski rynek jest NORMALNE. Nie jesteś dziwna i koślawa, serio.

I po drugie – nic za wszelką cenę. Czasami trzeba odpuścić. A jeśli masz problem z nad wyraz rozwiniętą ambicją, to zrób to co, ja:

Określ czas na szukanie pracy. Jaki jest maksymalny okres bezrobocia, które możesz zaakceptować?

Photo by Dari lli on Unsplash

Powiedzmy, że są to 3 miesiące. Pierwsze 2 przeznacz na szukanie pracy w zawodzie. Jeśli się nie uda, kolejne 2 tygodnie poświęć na pracę w czymś, co pomoże ci podszlifować język: restauracje czy generalnie miejsca, w których spotykasz Brytyjczyków. Jeśli i to się nie uda, zacznij szukać pracy która – mówiąc wprost – zapłaci za twój czynsz.

I nie wjeżdżaj sobie na psychę, że nie dałaś rady. Dałaś radę! Sam fakt, że jesteś w obcym kraju i CODZIENNIE wychodzisz ze swojej strefy komfortu, uwierz mi – to już coś. Wielu ludzi nie ma jaj na takie ryzyko. Także głowa do góry i jesteś totalnie super!!