Nie jestem żadną specjalistką od związków. W swoim życiu miałam ich zaledwie kilka i nawet fakt, że z mężem jesteśmy łącznie 11 lat nie znaczy, że odkryłam jakiś przepis na idealny związek i że wystarczy go zastosować do każdego innego by działał tak jak nasz.

Więcej – jestem przekonana, że ja sama miałabym trudność stworzyć taki związek jaki mam obecnie z kimkolwiek innym.

Więc ja totalnie rozumiem, że są związki, w których aż się dymi podczas kłótni i te związki są generalnie mega udane. Są takie, gdzie pary się w ogóle nie kłócą i też są świetne. Takie, w których proporcja kłótni do spokojnych dni jest tak zachwiana, że ten związek bardziej przypomina pole bitwy niż fajną, zdrową relację. No i w końcu te gdzie co prawda nie ma kłótni, ale z nią nie ma też radości z bycia razem. Na zasadzie – jesteśmy bo jesteśmy.

I ja totalnie nie mam zamiaru się mądrzyć, które z tych relacji są dobre, a które złe. Każda z nas – grająca w tych związkach główną rolę – wie najlepiej jak jest. Ja strasznie nie lubię jak ktoś mówi, że skoro się nie kłócicie to gówno wiecie o mocnych fundamentach związku i ta wasza idylla rozpierdoli się w drobny mak przy pierwszym lepszym kryzysie. Jakby totalnie mam w dupie co ty myślisz gościu na temat mojego związku, więc wara.

Chciałam po prostu zwrócić uwagę na pewną rzecz. Ciężka praca, nieustanne – trwające latami – docieranie się do siebie wcale nie uszlachetniają związku. W sensie to, że para się drze dosłownie o wszystko i każdy kompromis jest poprzedzony grubą kłótnią i w ogóle to mają za sobą pierdyliard kryzysów, z których wyszli cało wcale nie znaczy, że ostatecznie będzie to udana (i zdrowa) relacja.

Oczywiście wiadomo – każdy związek musi się dotrzeć. Ja miałam niezłe jazdy z A. na początku naszego związku. Choć nie wiem czy początek to dobre słowo, bo to trwało ok 3 lat. Strasznie się kochaliśmy, więc oboje mocno walczyliśmy żeby to jednak przetrwać, ale było ciężko. Doszło do takiego momentu, że ja już przed spotkaniem z nim wiedziałam, że rozejdziemy się pokłóceni i będziemy później ślęczeć na telefonie kilka godzin żeby się dotrzeć i pójść spać pogodzonym.

Także kłótnie są ważne i potrzebne i w ogóle się z tym nie kłócę (hehe). Chodzi o to, że jeśli lata wspólnego wicią gniazdka mijają, a kłótnie i problemy nie, to może to znaczy, że już nie miną. I że warto ze sceny jednak zejść? Bo związek to wcale nie musi (nie powinna) być ciężka harówa, gdzie nic tylko jakieś przeszkody. Ja sobie myślę, że fajnie jeśli związek to taki ciepły kocyk, którym można się okryć przed zimnem i pod którym można się schować przed światem. Taki nasz ulubiony, najfajniejszy kocyczek.

Ja to tak widzę. I takich ciepłych kocyków wam życzę!

Photo by Isabela Kronemberger on Unsplash