Słyszę jak coś burczy pod nosem, gdy popełniam błąd mówiąc po niemiecku. Nie podoba mu się, że kaleczę jego język. Zastanawiam się, czy w ogóle rozumie co do niego mówię, czy być może wyłączył się na chwilę myśląc o tym, jaką muszę być idiotką.

To parafraza maila, który otrzymałam od pewnej emigrantki jakiś czas temu. Opowiadała w nim jak strasznie głupio czuje się wielokrotnie rozmawiając z obywatelami Niemiec, gdzie od kilku lat mieszka.

Gdy o tym myślałam przypomniał mi się też odcinek Hani i Weroniki, w którym jedna z nich mówiła jak ogromne trudności przysparzało jej napisanie maila do prowadzącej zajęć na uczelni. Jak zacząć? Pani profesor, magister, doktor, szanowna pani?

Kiedyś na cmentarzu widziałam grób typa, który nawet po śmierci nazywał się doktorem.

I wiesz, tak sobie myślę, że to trochę smutne jest serio. Tak jakby język albo tytuł przed imieniem było największym osiągnięciem. Dlatego tak strasznie irytujemy się, gdy ktoś tego nie respektuje.

Trochę tak jest, bo zauważałam w różnych środowiskach panoszenie się i wywyższanie nad innymi, bo nie mają tytułu. Bo nie skończyli studiów z marketingu i nazywają się marketingowcami. Bo podczas rozmowy popełniają błędy językowe na poziomie gimnazjalistki. Tak tu takiego traktować poważnie.

Te tytuły i oznaczenia ryją nam banię. Większość z nas tak ma. Zrób eksperyment: przedstaw się komuś raz jako sprzątaczka, a raz jako adwokat, to zobaczysz jak różnie będą w towarzystwie cię traktować.

Swoją drogą zobacz jakie to jest istotne co robisz w życiu? Byłam kiedyś na panieńskim i jedna typiarka nie zamieniła ze mną w zasadzie żadnego słowa podczas imprezy, a gdy w końcu usiadłyśmy nazajutrz przed domem, to pierwsze o co zapytała było co robię w Anglii. Serio, jest tyle innych rzeczy, o które można zapytać, a jednak z jakiegoś powodu niemal zawsze pierwszym z nich jest: czym się zajmujesz?

I gdyby jeszcze szedł za tym dialog, jakaś ciekawość, zainteresowanie, ale często nie idzie. Jest pytanie, jest odpowiedź. I tyle.

Nie wiem moim zdaniem o czymś to świadczy.

Już to kiedyś pisałam, ale pozwolę się zacytować. Czasem się zastanawiam kim byśmy byli bez tych tytułów przed imieniem.