Moja mama ma astmę. Co za tym idzie – odkąd pamiętam jej zdolności powonienia były raczej przytłumione. Gdy gotowała, często wołała mnie, bądź któreś z rodzeństwa, żeby popróbować i powiedzieć czy smakuje. Węch sporadycznie do niej wracał, ale generalnie częściej go nie było niż był.

Jak to jest nie czuć zapachów? Nie mogłam pojąć.

To już wiem.

Prawdę mówiąc, gdyby nie brak węchu, nawet bym nie wiedziała, że najmodniejszą chorobę ostatnich miesięcy mam za sobą. Właściwie, to ja nawet nie umiem za bardzo określić kiedy ją przeszłam.

Pamiętam, że którejś soboty, w październiku albo listopadzie ubiegłego roku wybraliśmy się z mężem na zakupy. Chciałam zrobić zapas szamponów od ukochanych OGX (serio, najlepsze szampony i odżywki do włosów). No i gdy tak wybierałam, wąchając oczywiście każdą jedną butelkę jak typowa Grażyna, myślę – ejże, co jest? Czemu te szampony nie pachną w ogóle? Wołam męża, coby mi to objaśnił, a on na to: no przecież pachną. O-o… myślę sobie.

W drodze do domu, mówię do niego, że jest jeszcze ultimate test, który chcę zrobić i że jeśli to nie zadziała, to definitywnie nie mam węchu.
Moim ultimate testem było wsadzenie nosa w świąteczną świeczkę yankee, która odpalona daje w mieszkaniu taki aromat, że czuć na całą ulicę.

Tak, ultimate test potwierdził, że nie mam węchu.

Oczywiście na początku w ogóle się tym nie przejęłam. Ba! Ja byłam szczęśliwa, że tak lekko to przeszłam. Serio, gdyby nie brak węchu, w życiu bym nie powiedziała, że przechodziłam to gówno.

Gdy minęły pierwsze dwa miesiące, a węchu jak nie było tak nie ma, zaczęłam się trochę niepokoić. Przecież gadali, że po kilku tygodniach wszystko wróci do normy. O co tu chodzi?
Skontaktowałam się z lekarzem przyjmującym 24/7 – Panem Googlem i mi mówi, że zanik węchu może się utrzymywać nawet do kilku miesięcy, także luz, póki co się nie martw i obserwuj.

Od tamtej pory, do teraz wciąż nie mam węchu. Bywa, że coś poczuję przelotem, ale te zapachy strasznie mi się skaszaniły i nie umiem ich skategoryzować i nazwać. Zapach cebuli w jedzeniu powoduje że zbiera mi się na wymioty. Ukochany śledzik atlantycki z biedronki pachnie jak jakiś kwas. I choć smakuje dobrze (na szczęście smaku mi nie odebrali!!), to przyjemność z jedzenia uleciała bezpowrotnie.

Bywa, że poczuję zapach kawy (swoją drogą to dobry test: wąchanie kawy, kardamonu, pomarańczy, cytryny), ale zaraz ten zapach mi ulatuje.
Sprawdziłam teraz tą świeczkę, o której pisałam na początku – nie mogę powiedzieć, że nic nie czuję, ale nie umiem też nazwać co czuję. Gdybym zamknęła oczy, prawdopodobnie bym nie zgadła.

Kiedyś usłyszałam – dobrze masz, przynajmniej bąków nie czujesz. Haha, tutaj to nie do końca tak. Coś tam czuję. Wciąż śmierdzi. Inaczej, jakimś kwasem albo czymś takim, ale z dwojga złego to wcale nie jest lepsze 😆

Nie wiem kiedy wróci mi węch. Zauważam, że trochę się już przyzwyczajam do jego braku. Nie przeszkadza mi to tak, jak na początku.
Choć oczywiście nieustannie czekam na dzień, kiedy znowu zacznę czuć zapachy.

Czy ktoś z was przechodził to cholerstwo? Jak było?