Wcale nie płaczę! To alergia…

To nie alergia.
Płaczę.

Moje życie pędzi w szalonym tempie. Ledwo orientuje się, że weekend dobiegł końca, już jest piątek. Bywa, że siedząc w pracy, marzę, by dzień jak najszybciej się zakończył. Bo chcę do domu.
Do “dużego” pokoju.

A potem, pełna niedowierzania, wymieniam się z koleżankami refleksjami o tym, jak szybko mija czas. I że to takie niewiarygodne, bo dopiero witaliśmy nowy rok, przecież.

I każda z nas taka zdziwiona. Taka przejęta.
Bo kolejne dni do końca roku maja być krótsze. Zmierzch ma przychodzić wcześniej.

Jakim cudem, nie mogę tego zatrzymać? Dlaczego mam wrażenie, że moje życie to bieżnia – tak skupiona na tym, by biec, nie mogę zachwycić się widokiem, który mijam po drodze. Nie mam na to czasu. Możliwości. Potknę się przecież, jeśli stracę cel sprzed oczu.

A przecież mijam takie piękne miejsca.
Uśmiechnięte twarze.
Tak, przecież drogie mojemu sercu.

Umykają mi chwile.

Kiedyś dwie przyjaciółki, miziając się po dłoniach, z dumą twierdziły, że są swoimi bratnimi duszami, że nigdy się nie kłócą. Nie potrafią.
We wszystkim są zgodne. A ich przyjaźń będzie trwała jeszcze długo po tym, jak świat przestanie istnieć.
Czyli, że ogólnie forever. 

Te same przyjaciółki dziś ze sobą nie rozmawiają. Nie potrafią. Gdy jednej z nich zadaje pytanie, dlaczego? Odpowiada: nazbierało się przez lata… wszystkie problemy zamiatałyśmy pod dywan, myśląc, że to nieistotne pierdoły, nad którymi nie ma sensu się rozwodzić, aż w końcu jedna większa kłótnia poróżniła nas tak bardzo, że dziś mijając się na ulicy, odwracamy wzrok w drugą stronę, udając, że siebie nie widzimy.

Może za kilka lat, przyjdzie do mnie ŻYCIE, które uporczywie zamiatam pod dywan i powie: przecież kilka razy na tej bieżni wyciągałem do Ciebie rękę. Mówiłem: Skacz, to dobry moment, by się zatrzymać, by pozwolić sobie na refleksje. Zapewniałem, że Cie złapię. Czemu mi nie uwierzyłaś? 

I nie wiem czy moja odpowiedzią nie będzie wówczas skierowany wzrok w przeciwnym kierunku.
Czy nie udam, że go nie usłyszałam.

*

Napisałam ten tekst, bo powinieneś wiedzieć, że nie jestem blogerką, która wolna od swoich własnych koszmarów, powie jak masz postępować w każdej sferze swojego życia. Bo przecież ja to wiem.
Nie zawsze mam odpowiedź na to, co przynosi rzeczywistość. Czasami dość nieporadnie radzę sobie ze swoją.
A czasami po prostu chcę zakopać się pod koc i płakać. Bo nie wiem co robić.

Z drugiej strony, ciesze się, że czasami dopada mnie taka bezradność. Dobrze, że mogę sobie popłakać, poprosić Boga o pomoc, zapytać: co jest, do cholery? 
Te momenty to taka ułamana deska w moście, którym kroczę. Spowalnia mnie, co prawda, ale tylko dzięki niej, mogę się na chwile zatrzymać.
Rozejrzeć dokoła.
Nabrać dystansu.
I nieco bardziej świadomie zdecydować, czy chce iść dalej.

A Tobie? Zdarza się schodzić z bieżni?

3,006 total views, 8 views today

  • Ula, nikt nie jest idealny, albo inaczej nikt nie jest cyborgiem. Miłego postoju i szybkiego powrotu do żywych.

  • Ja czasami się zatrzymuje, ale tylko na chwilę i tylko czasami. Powinnam to robić częściej – w końcu pożyć dla samego życia, nie gonić gonić i gonić cel, który wciąz trace z oczu. Powinnam …

    Dzięki za ten tekst, chyba się muszę zastanowić nad sobą .

    • Owocnych przemyśleń, Paula! :)

  • Czasami się zatrzymuję prócz pogoni za swoim celem i rozważam pewne rzeczy…Należy nabrać dystansu do pewnych spraw.

  • Ja też czasem zastanawiam się nad sensem tego ciągłego pośpiechu, obowiązków, skupiania się na swoich celach. Nieraz mam wrażenie, że dużo przez to tracę i to mnie przeraża. Staram się zachować balans i skupiać się na tym, co dzieję się w „tu i teraz”, obok mnie, ale w praktyce wygląda to różnie. Warto zatrzymać się na chwilę i zastanowić, co tak naprawdę jest dla nas najważniejsze. Żeby w przyszłości nie żałować…

  • Spalona

    Ja coraz częściej gnam bez sensu, dni mi umykają i nie potrafię się zatrzymać, a gdy tylko załapię moment refleksji okazuje się, że jest o wiele później niż by mi się zdawało. :|

    • Próbujesz jakoś to swoje gnanie kontrolować? W sensie – rozumiem komentarz, z którego jasno wynika, że nie bardzo.
      Ale trudno mi sobie wyobrazić, że nie ma momentów, kiedy zmęczona tym gnaniem, siadasz pod drzewem i odpoczywasz.
      Niezależnie od tego, czym owe drzewo jest.

      • Spalona

        Bardzo nie bardzo. :< Ostatnio na szczęście taki chwile odpoczynku zdarzają się coraz częściej. :)

  • Tak czasami jest. Super przemyślenie

  • Każdy z Nas ma takie chwile…ważne by je doceniać i żyć w zgodzie z własnym „ja”:)

  • Życie jako bieżnia – coś pięknego! Sama w dzień przesilenia uświadomiłam sobie, że teraz każdy dzień będzie coraz krótszy i nieuchronnie zbliżamy się do zimy. Znowu. Z każdym rokiem czas szybciej płynie. I to jest niepokojące.

  • Ostatnio za często dopada mnie własnie taka bezradność…

  • Paulina Żmuda

    kurczę, nie wiem, czy ktoś Ci to już kiedyś mówił, ale strasznie mądra i inteligentna z Ciebie dziewczyna! życzę Ci z całego serca, żebyś zaszła daleko, bo jesteś warta wielkiego szczęścia – ale myślę, że już to wiesz :)))

    • O Matuchno! Dziękuję ślicznie, Paulina :)
      bardzo, bardzo dobrze czyta się takie słowa na swój temat :)