Co, jeśli Bóg jest jednym z nas?

Gdy jako dziecko, słuchałam opowieści o Jezusie z Nazaretu i uczniach, którzy Go wydali, bulwersowałam się.
– nie rozumiem, Mamo, dlaczego oni tak się zachowali. Przecież Jezus był dobry i im pomagał.
Mama przyznawała mi wtedy rację mówiąc, że sama nie jest w stanie tego pojąć.
Bo nie była w stanie. Ani wtedy, ani dziś.

Jest taka piosenka Joan Osborne. Brzmi tak:

If God had a name, what would it be
And would you call it to his face
If you were faced with him in all his glory
What would you ask if you had just one question

 

And yeah yeah God is great yeah yeah God is good
yeah yeah yeah yeah yeah

 

What if God was one of us
Just a slob like one of us
Just a stranger on the bus
Trying to make his way home.

Tłumaczenie

Gdy jej słucham, wyobrażam sobie jak świat wyglądałby teraz, gdyby pojawił się ktoś taki, jak Jezus wtedy.
Nie miałby na sobie szat i sandałów. Nie odznaczał by się niczym specjalnym od ludzi, których mijamy codziennie na ulicy.
Mógłby chodzić w adidasach i dresie.
A zdania, które by wypowiadał? Co, gdyby wcale nie były utkane w te piękne i czasami trudne do powtórzenia frazy? Zdania byłyby zupełnie proste. Takie, jak te, które kierujesz dzieci.

A gdyby współczesny Jezus korzystał z iPhona 10S? Rozmawiał ze znajomymi na skypie i miałbyś Go w znajomych na facebooku?
Albo w drugą stronę – był normalnym gościem, który przez większość swojego życia nie wyróżniał się niczym specjalnym i nie odstawał od grupy.
Byłby dobrym człowiekiem, ale takich spotykamy w swoim życiu codziennie. Mówiłby o Bogu, ale przecież i tych jest pełno. Nauczał by i zrzeszał tłumy młodych ludzi zarażając ich entuzjazmem, ale nawet takich ludzi dziś nie brakuje.

Co musiałby zrobić współczesny Jezus, żeby KAŻDY Chrześcijanin uwierzył, że jest tym, na którego przyjście czekamy? I wtedy zawsze dociera do mnie ta smutna prawda. Ukrzyżowalibyśmy Go ponownie.

Nie na krzyżu – ale na facebooku, pudelku, innych portalach. Zrobilibyśmy to tak, jak w przedmowie swojej książki opowiada Levis:

Największe zło nie dzieje się obecnie w owych nędznych „spelunkach przestępstwa”, które lubił opisywać Dickens. Nawet nie w obozach koncentracyjnych i obozach pracy. Tam spotykamy się z jego końcowym rezultatem. Rodzi się ono i jest wprowadzane w życie (wnioskowane, popierane, wykonywane i protokołowane) w schludnych, wyłożonych dywanami, ogrzanych i dobrze oświetlonych biurach, przez spokojnych ludzi w białych kołnierzykach, z przyciętymi paznokciami i gładko wygolonymi policzkami, którzy nie muszą podnosić swego głosu. ” C.S.Levis (przedmowa do książki „Listy starego diabła do młodego”).

Nie stanęlibyśmy przed Jezusem twarzą w twarz, rozkazując Piłatowi:
– Ukrzyżuj Go, ukrzyżuj!

Zrobilibyśmy to nie wychodząc z domu, ze swoich jeszcze nie pościelonych łóżek, z burzą rozczochranych na głowie włosów i przed śniadaniem. Użylibyśmy internetu.

Żonglowalibyśmy między sobą argumentami o to, kto z nas ma rację. Powstałyby na facebooku grupy ludzi, którzy wierzą, że człowiek okrzykujący się Synem Boga, w istocie Nim jest i na tych, którzy staliby w absolutnej opozycji.

Jezus jest Synem Boga
Powtórne przyjście Chrystusa
Beka z Jezusa
Nie wierzę w nowego Jezusa

To tylko wierzchołek góry lodowej, która pojawiła by się po przyjściu Jezusa.
Media trąbiłyby o każdym Jego ruchu – podważając nauki, które znamy z Pisma świętego. Paparazzi próbowaliby uchwycić każdy dwuznaczny gest, by poddać w wątpliwość, że człowiek ów jest tym, za kogo się podaje.

Nawet ci najbardziej zagorzali chrześcijanie, w pewnym momencie zaczęliby się zastanawiać:
– kurcze, a może ten człowiek naprawdę udaje? Przecież wg Pisma świętego powinien był zachować się inaczej.

Od natłoku sprzecznych informacji, których dostarczałyby nam media, zaczęlibyśmy walczyć nie tylko z ludzmi, którzy w Jezusa nie uwierzyli, ale także z myślami, które pojawiłyby się w naszych własnych głowach. Po czasie zaczęlibyśmy wierzyć w te informacje, które najczęściej by do nas docierały. Przestalibyśmy wierzyć w jedną uniwersalną prawdę, bo świat by na to nie pozwolił.

Świat by się podzielił, a o życiu Jezusa zadecydowaliby ci, którzy najgłośniej krzyczą.

Najbardziej przeraża mnie myśl, że i ja stałabym wśród grupy tych ludzi i skandowała rytmicznie:
– Ukrzyżuj Go. Ukrzyżuj!

Co, jeśli Bóg jest jednym z nas?

3,578 total views, 5 views today

  • naprawde ciekawe spostrzezenia.

  • Czytając Twój artykuł coś sobie uświadomiłam. W dzisiejszych czasach każdy z nas może stać się tym, który kogoś ukrzyżuje, ale równie dobrze każdy z nas może zostać „ukrzyżowany”. Mam wrażenie, że ludzie od tamtych czasów niewiele się zmienili. Lubimy osądzać, a w dobie internetu każdy może to zrobić. Ludzie potrafią zniszczyć komuś życie, nie zastanawiając się, czy mają rację w swoich osądach. To przerażające…

    • Wiesz Sylwia, tak sobie myślę, że przyjęcie postawy neutralnej w różnych życiowych okolicznościach to w dzisiejszych czasach olbrzymia sztuka i trudność. I tym bardziej cenię w ludziach to wstrzymanie się od osądów, przed poznaniem wszystkich KLUCZOWYCH faktów.

  • Wow. Zamurowało mnie. Nie wiem co napisać i chyba pozostaje mi tylko się z Tobą zgodzić.
    Kiedyś na kazaniu Ksiądz powiedział, że krzyżując bliźniego (tj. w dzisiejszych czasach: wypisując o nim tego typu rzeczy itd.) krzyżujemy samego Jezusa, Coś w tym jest.

  • Ja się nie łudzę, że Jezus kończyłby w XXI w. na elektrycznym krześle.

    Faktycznie dzisiaj kamienuje się ludzi przez Internet, nawet nie potrzeba nam kamieni. Rzuty wykonujemy za ekranu monitora, trzymając kubek gorącej kawy.

    Mnie też przeraża myśl, że i ja mógłbym w czymś podobnym uczestniczyć. Sam wielokrotnie zastanawiałem się czy też krzyczałbym Ukrzyżuj, gdybym żył w czasach Chrystusa. Z wielką dozą prawdopodobieństwa bym to zrobił. Wtedy słowa głoszone przez Jezusa dla żydów brzmiały gorzej niż pedofilia i gender razem wzięte.

    Świetny wpis, tak trzymaj!

  • Pewnie prawdą jest to, co napisałaś o Jezusie. Musiałby dostoswać się do czasów jakie teraz mamy. A ludzie wogóle się nie zmienili. Są tacy sami jak wtedy. Tylko nie muszą teraz wyjść i spojrzeć w oczy temu, którego chcą ukrzyżować. Teraz mogą robić to zupełnie anonimowo. Trochę tchórzostwo. Świetny tekst! Daje do myślenia.

  • Osobiście nie wierzę w Boga ani Jezusa ale dobrze jest myśleć nad takimi sprawami. Masz bardzo ciekawe spojrzenie na tą sprawę i temat dotąd raczej nie poruszany.

  • Dorota

    Ula rozwaliłaś cały system tym wpisem! perełka

  • KIFF

    świetnie, że powstają takie teksty!

  • Nigdy nie pomyślałam w ten sposób! Nie wyobrażam sobie Boga jako np. kolegi z klasy lub pracy, On kojarzy mi się raczej z królestwem, majestatem i innymi typowymi rzeczami. A przecież to może być prawda! Pewnie wiele osób by w Niego nie uwierzyło i to jest bardzo smutne, bo tak naprawdę sama nie wiem czy nie uznałabym Go za oszusta…

  • Łał, ale tekst… Masz mój podziw za takie podejście do tematu. W ogóle za taki pomysł na temat. Daje do myślenia.

  • Piotr Kowalski

    Pan Jezus na kartach Ewangelii jest człowiekiem, ale niezwykłym, świętym, wybranym – jest wszakże Synem Bożym, Mesjaszem. Od samego początku wyróżnia się! – poprzez niepokalane poczęcie, dzieciństwo (nauczanie w świątyni), młodość, poprzez okres publicznego nauczania, śmierć, Zmartwychwstanie. Dobrym przykładem może być na to choćby okres, w którym Pan Jezus miał 20-30 lat, gdyż wtedy w pokorze czekał… na pewno wśród spotykanych na co dzień osób wzbudzał swoją mądrością, spokojem, gorliwością, ostrością języka – podziw, inspirację, zdziwienie, acz pewnie strach wśród zatwardziałych sercem. Ale czekał, bo rozpoznał, że taka jest wola Jego Ojca, żeby później zacząć nauczanie (to też przykład cierpliwości dla nas). Pokora objawiała się w każdym czynie i zamyśle Jezusa, gdyż jest On Bogiem i człowiekiem. W związku z tym Pan Jezus na pewno nie chodziłby w dresie! (Ja dresu bym nie założył jako stroju codziennego, bo jest mało schludny i kojarzy mi się z luzactwem; iphona i innych gadżetów też nie potrzebuje – uważam za zbędny wydatek i luksus). Pan Jezus oczywiście wyróżniał się w grupie, gdyż był jej Przywódcą, jej Nauczycielem i wszyscy w Jego otoczeniu uznawali tę hierarchię, nawet faryzeusze (dlatego unikali otwartych spotkań). Pan Jezus stawiał wolę Bożą zawszę nad ludzkie zamiłowania i poglądy – grupy bądź poszczególnego człowieka (słowa do św. Piotra, jego ukochanego i wybranego: „Zejdź mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie!”)
    Twój wpis jest dość mocno oderwany od znajomości historii Pana Jezusa/Pisma Świętego. Rozumiem, że zainspirowała Cię piosenka, acz efekt jest jednak sprzeczny z prawdziwym wizerunkiem Odkupiciela.
    Odnośnie hasła: Ukrzyżuj Go, to pokazuje ono zasadę, że człowiek w tłumie głupieje – rozważną decyzję podejmuje się samemu/w małym gronie – nie należy oglądać się na innych i dawać się ponieść ich/swoim emocjom. Inna sprawa, że krzyczący byli przekupieni przez Żydów odrzucających nauki Pana Jezusa – człowiek jest ciągle dekoncentrowany i przekupywany przez Bożego Nieprzyjaciela, świat i swoją pychę, dlatego tak bardzo potrzebuje Słowa Bożego, sakramentów i modlitwy.

    • Być może jest oderwany, ale nie w tym, o czym piszesz tkwi sedno moich rozważań.
      Być może Jezus wyróżniałby się w tłumie, nie tym, że robi foty wypaśnym ajfonem, a czymś zupełnie innym – np. tym, że byłby Przywódcą / Nauczycielem.
      Najistotniejszą kwestią, na którą należy zwrócić uwagę – mimo różnic między faktami a tym, o czym napisałam – jest zachowanie społeczeństwa w sytuacjach niepewnych. Zobacz – nie radzimy sobie jako tłum (w sensie – nie solidaryzujemy się) w przypadku chociażby tematu uchodźców.
      Na początku problem wygląda zupełnie klarownie – są ludzie, którzy uciekają przed wojną, trzeba im pomóc.
      Później wypływają inne ciekawostki – jak uchodźcy zachowują się na dworcu, czy rzeczywiście to tylko uchodźcy, czy może są wśród nich również emigranci, którzy chcą dostać się do bogatego kraju? Człowiek od nadmiaru informacji głupieje. Od sprzeczności. Przestaje wierzyć w jedną uniwersalną prawdę.

      I teraz wyobraźmy sobie – pojawia się Jezus. Czyni znaki, tworzy sobie społeczność wiernych. Ale obok tego formuuje się społeczność ludzi niewierzących. Kto głośniej krzyczy?

      • Piotr Kowalski

        Pan Jezus (ideał ziemskiej świętości) wyróżniał się każdym swoim gestem, słowem, ubiorem, itd. (np. tłum chciał go obwołać królem, a On odszedł i nadal chodził w skromnej, tzn. schludnej szacie, mimo że przecież podarowano by Mu taką królewską). Przez słowa Pana Jezusa przemawiała mądrość Boża, Prawda i Moc, dlatego nie było chętnych do dyskusji i krzyczący co jakiś czas faryzeusze, zadający przewrotne pytania odchodzili pokonani. sądzę że dzisiaj byłoby podobnie, chociaż Pan Jezus nie przyjdzie ponownie żeby nauczać, tylko sądzić, więc takie religious-fiction mojej akurat uwagi nie zaprząta.
        Kiedyś w społeczeństwie była hierarchia w skali miko (rodzina, plemię, ród) i makro (państwo, stan szlachecki, duchowny, arystokracja). Tę naturalną hierarchię (która wykształciła się we wszystkich państwach i systemach na przestrzeni wieków i nadal się z czasem tworzy/odradza w małych grupach) zniszczył i niszczy marksizm ekonomiczny (przymusowa redystrybucja dóbr/państwo socjalne – pogwałcenie 6 i 10 przykazania) oraz marksizm kulturowy – próba zrównania wszystkich, dążąc do przeciętności i zaniżając standardy. Dlatego mamy teraz taki ryk tłumu, a nie poszukiwanie Prawdy i oparcie się o decyzję przywódców, tj. brakuje postaw elementarnej pokory (oceny swojej wiedzy i możliwości) , rozsądku, oraz brakuje elit.

  • Bardzo mi się podoba Twój post. Moja koleżanka miała kiedyś problem z wizerunkiem Jezusa. Stale jej wciskano tego Jezusa w sandałach i sukni. A On przecież żyje nadal- ona tak uwierzyła. I powiedziała Mu to :) Następnego dnia przez przypadek natknęła się w księgarni na książkę „Jezus w dżinsach” -czy coś w tym stylu :)
    Jezus jest wśród nas- nie tylko ten dosłowny, żyjący, ale zostawił swój spadek dla nas: MIŁOŚĆ. Każdy, kto uwierzy, jest spadkobiercą miłości i całego Królestwa Bożego :)