Challenge accepted#3: lubię siebie

Podsumowanie challenge accepted #2 – daj, pomogę Ci.

Tydzień to bardzo niewiele, by móc w pełni wykorzystać potencjał wyzwania, które sobie rzuciłam. Mimo wszystko starałam się szukać w ciągu dnia okazji do tego, by komuś pomóc, jakoś wesprzeć. Nie będę jednak o tym pisała, bo pomoc, której udzielałam, raczej była wpisana w odruchy codzienności. (Wow, odruchy codzienności, jakie ładne określenie, prawda?)

Spodziewałam się lawiny okazji do tego, żeby dać ludziom coś z siebie, i że dzięki temu będę miała Wam tyle informacji do przekazania, że wystarczy na co najmniej kilkanaście oddzielnych wpisów.
Tyle przemyśleń. Tyle wniosków.

No i gdzieś tam w głębi serca (które podobno mam) czuję smak porażki. Lawiny nie było.
Okazje tworzyłam więc sama. Jakieś tam drobnostki. Nie uratowałam kotka stojącego na skraju parapetu, niczym Cat-Woman. Nie zmieniłam niczyjego życia; żadnym swoim uczynkiem nie wpisałam się w historię.
Nikt mnie nie zapamięta… ;O

Choć mądrzy ludzie mówią, że wielka podróż zaczyna się od małego kroku. Więc może ten wewnętrzny hejt jest zupełnie niepotrzebny?

Może…
Wyzwanie numer 3 wydaje się więc idealne, by z tym wewnętrznym hejterem sobie poradzić.

Challenge accepted #3: lubię siebie

Siedzimy w aucie. Ona opowiada mi o tym, jak wypala ją macierzyństwo, że chciałaby wyjść z domu, że ma dość dzieci, które ciągle coś od niej chcą, że jest zmęczona monotonią.
Piskami. Wiskami.
Dziećmi.
– jestem okropną matką. – mówi zrezygnowana. – moje dzieci często mnie denerwują. Szczególnie starsza córka. Jest nieznośna.
Słucham jej mając świadomość, że jestem ostatnią osobą, która powinna coś radzić.
– nie wiem, Hania, co powiedzieć, nie wiem jak mogę Ci pomóc.
– powiedz cokolwiek.

No więc powiedziałam.
Że łatwo jest wpaść w dołek, który będzie utwierdzał, jak słabymi ludźmi jesteśmy, jak marnymi rodzicami, dziećmi, przyjaciółmi. Powiedziałam, że nie jest złą mamą, jak twierdzi. Jest po prostu zmęczona – ma prawo. Ma prawo mieć dość, ma prawo chcieć się zresetować, uciec z domu. To wszystko jest ludzkie.

Kłamstwem jest wkradająca się myśl, że jesteśmy do niczego. Ale ta myśl dopada wszystkich, bez wyjątku. Tylko skale są różne.

Poleciłam jej coś, z czego sama wielokrotnie korzystałam i co ratowało mnie przede mną. Zasugerowałam, żeby robiła bilans dnia. Żeby przed zaśnięciem rozliczała się nie tylko z tego, co jej nie wyszło, ale także z tego, co się udało. Żeby przy tej lawinie złych o sobie myśli, pojawiła się choć jedna, dzięki której spojrzy na siebie nieco łaskawiej. Żeby raz na jakiś czas mogła stanąć przed lustrem i być szczerze z siebie dumna.

Kiedyś dość często robiłam sobie takie podsumowania. Zapisywałam co przykuło moją uwagę, jakie emocje dominowały w ciągu dnia, co wywołało we mnie radość, co smutek, a co zniecierpliwienie? Czy komuś pomogłam, kogoś pochwaliłam, czy może obgadałam? Jak się z tym czułam?

To był fajny okres, bo wtedy dostrzegałam znacznie więcej, niż dziś. Bo byłam w stanie wyodrębnić w ciągu dnia więcej emocji niż radość i smutek. Mam wrażenie, że w tamtym okresie znałam siebie trochę lepiej. Dziś umykają mi chwile. Codzienność zlewa się ze sobą.
Stąd pomysł na to wyzwanie. Będę codziennie przed snem poświęcała 15 – 30 minut na refleksję na temat minionego dnia.

Uwaga!

– jeżeli masz ochotę dołączyć, śmiało;
oficjalnie wyzwanie trwa od 6-go do 12-go sierpnia 2015 r. nieoficjalnie – bezterminowo;
jeżeli prowadzisz bloga, swoje podsumowanie możesz opublikować równocześnie ze mną – a więc 12-go sierpnia za tydzień. Podziel się własnymi spostrzeżeniami ze swoimi czytelnikami. Zachęcam.

– zdjęcie do wpisu masz łotutaj KLIK 

***

Zobacz poprzednie wyzwania:

  1. Challenge accepted#1: dobra robota, stary!
  2. Challenge accepted#2: daj, pomogę Ci.

 

822 total views, 6 views today

  • Mam takie pudełko. Skrzętnie schowane w szafce nocnej. Każdego dnia wrzucam do niego kartkę papieru, na którym zapisuję miłe chwile, które mnie spotkały. W tych najtrudniejszych chwilach po prostu je czytam. Po to, by pamiętać, że zawsze znajdzie się coś co może dać nam wewnętrzne wsparcie.

    • Ja z kolei mam sporo karteczek, które pochowałam w różnych miejscach (w tym również wewnątrz bombek choinkowych, o czym pisałam tutaj: http://www.okularnica.com/swiateczne-prosze-przepraszam-i-dziekuje/) i do których zdarza mi się wracać. Zwykle są to prośby z datą. Np. na jednej karteczce, którą wrzuciłam do bombki, wpisałam wymarzoną datę ślubu. :) W rzeczywistości będę miała tydzień wcześniej :)

      Ale to, co robisz jest naprawdę super! Od dawna?

      • Od stycznia ubiegłego roku. Właściwie są to już dwa pudełka. Czasem szokuje mnie o jak wielu chwilach zwyczajnie zapomniałam.

  • Czytając to doszłam do wniosku, że warto zapisywać swoje przemyślenia. Kiedyś tak robiłam i kilka lat później czytałam z niedowierzaniem jaka byłam, jak bardzo się zmieniłam i w jakim kierunku poszedł mój rozwój.

    • To co, Małgocha, dołączasz? ^^

      (Lubisz określenie Małgocha? )

  • O widzisz i teoretycznie mogę mieć wpis na 12 sierpnia z głowy biorąc pod uwagę mojego czelendża. Widzisz jak to bywa czelendż, czelendżowi rękę myje ;). Ja czytając ten wpis mam wrażenie, że zarówno nr 2 Ci nieźle wyszedł oraz ten nr 3 już jest na dobrej drodze. Będę czekać na dalsze wyzwania. Ja postanowiłam sobie tylko jedną rękawicę i już kurczę się w sobie w myśli, że czemu od razu tak długo, a później sobie mówię zajebista jesteś to dasz radę ;).

    • Teoretycznie? Czy również praktycznie? :D

      • Kochana dla Ciebie nawet praktycznie ;)

  • Nieidealnaanna

    Matkowanie i ciotkowanie mnie tak pochłonęło, że niestety na wyzwanie już nie zdążę. Ale fajna seria wpisów. Też czasem mam ochotę moje dziecko oddać pierwszemu, lepszemu przechodniowi :P mniej więcej przez 10 minut raz dziennie mam taką myśl, w momencie wieczornego zawodzenia ze zmęczenia mojej Zuzy :) Fajny pomysł z bilansem, my z mężem przez miesiąc robimy takie ćwiczenie: pod koniec każdego dnia zapisujemy na kartce 3 rzeczy, które nam się w sobie podobały tego dnia. Rano po przebudzeniu to sobie czytamy i robimy tak, żeby mieć większą samoświadomość swoich zalet. Plus dzielimy się tymi zapiskami, żeby się lepiej komunikowac i poznać :)

  • Ona

    Zapisujesz swoje emocje opisujac dana sytuacje jak w pamietniku? Też z chęcia bym podjeła takie wyzwanie. 8 lat temu z przyjaciółkami zakopałyśmy pudełko do którego wsadziliśmy wspólne zdjęcia, listy z swoimi planami na życie, marzenia i pełno innych dupereli. Planowo w wieku 25 lat czyli już za rok mamy je odkopać. Trochę boje się, że okaże się że tylko ja poniosłam porażkę i większości rzeczy nie zrealizowałam, a może dziś okażą się dla mnie śmieszne?

    • Też mam podobne „pudełko” – tylko nie jest pudełkiem i nigdzie go nie zakopałam. Ale gdzieś głęboko w szafie schowałam moje wizje, plany, marzenia. Czasami listy, niektóre z nich opatrzone są datą. Mnóstwo z nich do tej pory się spełniło i śmieszy mnie, że kiedyś tak bardzo stresowałam się tym, co dziś w sumie nie ma większego znaczenia.

      Hm… może nie jak w pamiętniku, bo to zjadałoby mnóstwo energii i czasu. Wyłapuję sytuacje/emocje/reakcje na to, co mnie spotyka w ciągu dnia i wpisuję je w punktach w kolumny (ZŁO; DOBRO) Te pozytywne rzeczy wpisuję do jednej, negatywne do drugiej. Tutaj troszeczkę o tym piszę: http://www.okularnica.com/challenge-accepted-podsumowanie/ może Ci się przyda :)

      • ONA

        Wtedy miałyśmy po 16 lat i byłyśmy zafascynowane jakiś filmem [tytułu już nie pamiętam], gdzie była podobna sytuacja z pudełkiem, a dziś ciężko będzie go znaleść, trzeba będzie przekopać całe podworko. O ile w ogole jeszcze gdzieś tam jest, nie zjedzone przez robaki. Chociaż może i na dobre by wyszło jakby go nie było. Bo wydaje mi się, że większośc rzeczy nie została zrealizowana.

        Dobry tekst, chyba też podejme się takiego wyzwania. Może uda mi się dzięki temu jakoś ‚naprawić’ swoje życie :)

        • Jeżeli prowadzisz bloga i będziesz się chciała pochwalić przemyśleniami, to podeślij link. Wrzucę w podsumowaniu :)
          A jeżeli nie prowadzisz i też się będziesz chciała podzielić, to śmiało wyślij na maila :)

          A czy nie mówisz o tym filmie z Britney Spears? Crossroads?

          • ONA

            Jeśli uda mi się być konsekwentną w działaniu to na pewno podziele się swoimi przemyśleniami.

            Dokładnie o ten film chodzi ! Widzisz nie mogłam sobie przypomnieć tytułu tak dawno to już było :)

  • Pingback: Challenge accepted: PODSUMOWANIE • Okularnica()