Czego nauczył mnie wyjazd do Anglii?

Jakiś czas temu wspominałam Wam o mojej przygodzie z emigracją. Wyjechaliśmy z Melancholikiem do Wolverhampton – miasta oddalonego o jakieś pół godziny jazdy pociągiem od Birmingham. W Anglii spędziłam łącznie nieco ponad 8 miesięcy.

Osobiście uważam, że wyjazd ten był jedną z lepszych decyzji, które mogłam w tamtym czasie podjąć. W Polsce pracowałam dość ciężko, za bardzo przeciętne pieniądze, nic mnie tu właściwie nie trzymało, więc perspektywa tego, że w Anglii nie ma pracy jakoś specjalnie mnie nie przerażała. Wierzyłam, że nie może być gorzej, niż było.

Poza sprawami fundamentalnymi, których się nauczyłam, a więc: języka, mieszkania pod jednym dachem z obcymi ludźmi, gotowania – tu jednak uświadomienia sobie, że potrafię, poczucia wolności, poznania innej kultury, nauczyłam się kilku bardzo istotnych w procesie mojego dojrzewania rzeczy, którymi chcę się z Wami podzielić. Może to Was zainspiruje do stawiania w życiu odważnych kroków.

Słuchaj ludzi, ale zawsze sprawdzaj to, co mówią

Wielokrotnie przekonałam się, że ludzie lubią sugerować innym coś, co zadziałało i odradzać to, co nie zadziałało w ich przypadku. I wszystko byłoby ok, gdyby TO o czym mówią, zawsze było zgodne z prawdą.
Pamiętam, jak rozmawiałam z jedną kobietą o zwrocie podatku – w Anglii procedura rozliczania się wygląda nieco inaczej, niż w Polsce – powiedziała mi, że przekroczyłam jakiś tam próg i nie przysługuje mi żaden zwrot. Mówię Wam – babeczka była tak przekonana o swojej racji, że naprawdę większości ludzi nie przyszłoby do głowy dodatkowo to sprawdzać. I mi by nie przyszło, gdyby nie Melancholik.
Zwrot oczywiście dostałam. Jakieś 2 000 zł.

Podobnie sprawa ma się z benefitami. Wielu ludzi nie wie jak sprawa ich otrzymania wygląda naprawdę, ponieważ zamiast sprawdzić u źródła, sugerują się tym, co mówią Starzy Emigranccy Wyjadacze (a Starzy Emigranccy Wyjadacze często wiedzą bardzo niewiele) i tym samym, nie zdają sobie sprawy, że z wielu udogodnień nie korzystają, choć mogą.

Dzięki temu nauczyłam się, że ZAWSZE należy się upewnić u jeszcze innego źródła, czy to, co ktoś powiedział, jest prawdziwe. Absolutnie zawsze.

Więcej mieć to więcej chcieć

Niby oczywista oczywistość, a jednak mnie zaskoczyła. Gdy dowiedziałam się jak wyglądają zarobki w Anglii i jak będą kształtowały się moje własne, snułam wielkie wizje o tym, jak je wykorzystam.

I chociaż nie wróciłam goła i wesoła do Polski, to dotarło do mojej świadomości, że im więcej masz pieniędzy, tym wygodniejszy się stajesz. A to znaczy, że wydajesz mnóstwo pieniędzy na przedmioty czy też usługi, z których normalnie pewnie byś nie skorzystał.

Generalnie super – chcę mieć więcej forsy, ale stałej, a nie przejściowej. Bo przejściowa ma to do siebie, że się kończy, a wówczas znowu trzeba wracać do starego stylu życia. Co nie jest – jak się okazuje – wcale takie proste.

W Anglii dodatkowo jak wchodzisz do sklepu i widzisz, że większość podstawowych produktów kosztuje 1£ albo 2£, a Ty minimalnie zarabiasz 6£ albo 7£ na godzinę, to te produkty bierzesz w ciemno. I dobrze – nie ma sensu wszystkiego przeliczać i gdybym ja na stałe mieszkała w UK, to prawdopodobnie w ogóle bym nie analizowała tych kwot. Ale jeżeli w planach jest powrót do Polski, to myślę, że właśnie na te niewielkie kwoty należy zwrócić największą uwagę.

Węsz, szukaj

Tu warto wziąć poprawkę na charakter Twojego życia. Czy jesteś na etapie pilnowania swoich wydatków, a tym samym życia wg zasady – im taniej, tym lepiej, czy też nie.

My podczas pobytu w Anglii mieliśmy dwa rodzaje wydatków. Niezbędne – a więc wszystko to, co wiązało się z zaspokojeniem podstawowych potrzeb (oraz WYCIECZKI) i zbędne – głównie (choć nie tylko) sposób ich otrzymania.

Pierwszą naszą poważną wycieczką był Thorpe Park w Chertsey niedaleko Londynu. Łącznie wydaliśmy na nią prawie 150£ – za osobę. To było praktycznie na samym początku pobytu, a więc jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że istnieje coś takiego jak Railcard – imienna karta, dzięki której wartość każdego przejazdu pociągiem jest pomniejszona o 1/3 kwoty. Wtedy dojazd do Chertsey ( przez Londyn) i z powrotem kosztował nas jakieś 70£.

Jakiś czas później znaleźliśmy jeszcze bezpośrednie przejazdy busami z Wolverhampton do Londynu za jakieś 10£ – 15£ w obie strony.

Jestem przekonana, że tego typu udogodnień jest sporo – no ale to wszystko zależy od tego, czy potrzebujesz z nich korzystać.

Jak zjeść słonia?

Wiele rzeczy wydaje się trudnych, dopóki ich nie sprawdzimy.

Jak zdobyć zakwaterowanie? Jak znaleźć pracę? Jak zdobyć NIN? W którym miejscu są najlepsze warunki do życia? I tak dalej, i tak dalej. To są szalenie istotne pytania i warto znaleźć na nie odpowiedź, ale najważniejsze w tym wszystkim, to nie dopuścić, by te pytania zwaliły się nam na głowę na raz. Bo wtedy są w stanie zabić niejedno wielkie marzenie.

Mnie ten wyjazd nauczył, że w niemal każdej dziedzinie życia słonia należy jeść po kawałku. Każdy duży problem przeraża, każdy szczyt wydaje się nie do osiągnięcia, gdy stoisz u jego progu. Ale to wszystko podzielone na mniejsze części już staje się nagle czymś zupełnie do osiągnięcia.

Więc jeżeli planujesz wyjazd bądź przeprowadzkę i się tego – najzwyczajniej w świecie – obawiasz, to wiedz, że to normalne. Każdy odczuwa mniejszy bądź większy strach na myśl o czymś absolutnie nowym.
Zacznij od małych kroków – tych najbardziej podstawowych i dawkuj sobie wszystkie informacje.

Bo to wszystko nie jest tak przerażające, na jakie wygląda.

PS Jeżeli ktoś z Was jest zainteresowany jak wyglądały techniczne informacje związane z emigracją bo np. sam planuje wyjazd do Anglii, to dajcie znać. Wówczas postaram się taki wpis instruktażowy skonstruować.

4,556 total views, 3 views today