Nie denerwują mnie pytania o dzieci

Nie denerwują mnie pytania o dzieci. Nie mam najmniejszego problemu z tym, by takie pytanie przyjąć na klatę i z uśmiechem na nie odpowiedzieć. Nie wkurzam się, gdy kolejna osoba podczas niby-rozmowy, zaczepia: to co, kiedy pojawią się małe Mocarskie?

Nie denerwują mnie takie pytania, bo oboje z mężem nie staramy się o dziecko.

Gdybyśmy się starali i po raz setny usłyszałabym: czemu jeszcze nie macie dzieci?, autentycznie strzeliłabym takiej osobie w mordę.

Dlaczego? Bo nie żyjemy w średniowieczu. Jest XXI wiek, mamy dostęp do informacji, a w internecie co rusz przewijają się różne artykuły po raz setny wałkujące temat trudności z zachodzeniem w ciążę. To się dzieje. Pary mimo usilnych starań wciąż nie mogą zajść w ciążę. Te osoby są wśród nas. To nasi sąsiedzi. Znajomi z facebooka. Koleżanki i koledzy z pracy.

Wszyscy oni przeżywają swój „mały” rodzinny dramat z powodu, który dla Ciebie zamyka się w niewinnym: to kiedy pierwszy dzieciaczek?

Jest pewna rzecz, która w tym wszystkim zadziwia mnie najbardziej. Mianowicie – adresat pytania. Nie mam długiego małżeńskiego stażu (niecały rok), ale do tej pory kilka albo kilkanaście osób zdążyło zadać mi pytanie o potomstwo. Gues what! Każda z tych osób sama zetknęła się z podobnymi pytaniami w przeszłości. Jedni mówili – nas męczyli, to teraz my was pomęczymy! Kiedy dzieci? Inne przyznawały, że to upierdliwe pytanie, ale nie ma co zwlekać za długo, bo później to tylko trudniej będzie.
Ja taką radę odbiorę skinieniem głowy i pewnie jakąś refleksją, że coś w tym musi być. I tyle. Jak myślisz, co wówczas pomyśli osoba, która nie może zajść w ciążę już teraz?

Nie wiesz tego. Ja też. I Mietek z drugiej klatki też nie wie. Ale, jeżeli masz własne dzieci, możesz się domyślać. Prawda?

Nie mogę pojąć dlaczego ktoś, kto ma świadomość, że pierwsze dziecko to bardzo często efekt wielu nieudanych podejść i wielu wylanych łez nie ma w sobie choć odrobiny empatii, by milczeć w tak intymnej sferze drugiego człowieka. Jestem w stanie przymknąć oko na pytanie kogoś, kto nie wie czym jest trud starania się o dziecko, bo nigdy tego nie doświadczył. Ale na Boga, nigdy nie zrozumiem dlaczego tak marne wyczucie w temacie mają kobiety, które już są mamami i mężczyźni, którzy doświadczają radości bycia czyimś tatusiem.

Bądźmy delikatni

Jeżeli nie znasz kontekstu – a zwykle nie znasz – nie pytaj o ewentualne dzieci. Ugryź się w język. Zastanów dwa razy, czy Twoje pytanie nie rozdrapie ran osoby, do której je kierujesz. Znam kobietę, która poroniła pierwsze dziecko, a na kolejne czekała aż 4 lata. Wyobrażasz to sobie? Wyobrażasz sobie jaki dramat przeżyła po poronieniu i jak ogromnie pragnęła doświadczyć cudu narodzin pierworodnego dziecka?

Dla mnie to jeszcze czysta abstrakcja. Wciąż wierzę, że ciąża pojawi się z chwilą, w której oboje z mężem postanowimy być rodzicami. Jestem świadoma, że moja wiara to jedno, a plan Tego na górze to drugie. Niemniej jednak – wierzę. Każdą rozmowę okołodzieciową odbieram więc bardzo naturalnie, spokojnie, bez spiny.

Tylko dlatego, że nie wiem czym jest staranie się o dziecko. Tylko dlatego, że nie wiem czym jest wieloletnie staranie się o dziecko, którego tak bardzo pragnę, a którego wciąż i wciąż nie mogę dotknąć, przytulić, ucałować.

To jest cholernie trudny temat dla przyszłych rodziców. Oszczędź im dodatkowego cierpienia swoim ewentualnym niewinnym pytaniem.

***

Teksty o podobnej tematyce:

Nie chcę być chrzestną twojego dziecka

Dziecko czy mąż?

Nie mam instynktu macierzyńskiego

874 total views, 4 views today

  • Był kiedyś taki fajny obrazek z osiołkiem, nie wiem czy kojarzysz, ale świetnie pokazywał, że ludziom zawsze będzie coś nie pasować. Jak żona siedziała na osiołku, a mąż szedł obok, to mówili, że pantoflarz. Jak było na odwrót, to mówili, że cham, itd. Dlatego trzeba robić swoje, żyć swoim życiem i nie przejmować się opinią otoczenia.

  • Ja to bym pewnie się gotowała ze złości, słysząc takie pytania, bo dość łatwo mnie zdenerwować. Zależy jeszcze kto akurat pyta ;) Znam parę, która od początku małżeństwa stara się o dziecko, i tak już ze trzy lata. Wiem, że po roku byli lekko zaniepokojeni, ale nie mam pojęcia jak u nich jest obecnie. I ogromnie współczuję. Jaki świat byłby piękny, gdyby ludzie mogli w dowolnym momencie powiedzieć „Ok, jesteśmy gotowi, chcemy mieć dziecko” i zaraz je poczęli. Tego Ula Wam życzę :)