Dziurawa skarpeta

znalazłam ten tekst gdzieś głęboko w notatkach, tak mnie rozśmieszył, że pomyślałam, że się podzielę…:)

♥ z archiwum przedślubnych rozterek ♥

Drażni mnie coś w prawej stopie. Wychodzę na sikundę do firmowej toalety i zdejmuję buta. To, co ukazuje się moim oczom, to wielgachna dziura w skarpecie w okolicach dużego palca. Ok, przeanalizujmy: co robisz dziś po pracy? – pytam się w myślach – o 17.00 obiad u chłopaka, o 18 paznokcie u koleżanki. No kicha! Jeszcze facetowi mogę ten dziurawy palec jakoś wytłumaczyć, ale przecież nie wpadnę do kosmetyczki i nie zacznę tłumaczyć dziurawej skarpety. Bo co powiem? Mam dziurę w skarpecie, ale to sytuacja nadzwyczajna! No, złośliwość rzeczy martwych, bo ABSOLUTNIE nie miewam dziurawych skarpetek. Chcesz, to pokażę Ci wszystkie pary, które mam w szufladzie, no choćbyś szukała godzinę, nie znajdziesz tam drugiej, dziurawej skarpetki!

Dobra – przyglądam się swojemu nieco posępnemu odbiciu w lustrze i mówię do niego szeptem: jakoś to będzie! Coś wykombinujemy.

16:17 Autobus

proszę o telefon. – wystukuję na ekranie smartfona typową wiadomość, gdy chcę Melancholikowi zakomunikować, że to bardzo ważna prośba. Nie warto jej ignorować. Oddzwania 3 minuty później.

co jest? – odpowiada w typowy dla siebie sposób, gdy chce zaznaczyć iż wie, że mam do niego jakąś – wg mnie – niecierpiącą zwłoki sprawę.

Miśku, bo jest taka sprawa…

skąd mam Cię zgarnąć?

nie, nie… nie trzeba mnie w ogóle zgarnąć. Ja sobie jadę już autobusem.

to o co chodzi?

mam dziurawą skarpetę…

– (śmiech)

na domiar złego po pracy jestem umówiona na pazurki, no i tak sobie pomyślałam, że może jak wpadnę do Ciebie, to Ty mi tak szybko, po cichaczu zorganizujesz nitkę z igłą…

– (śmiech)

…i ja pobiegnę do Twojej łazienki i tę feralną dziurę sobie zaszyję.

– (śmiech) doooobra! Słuchaj, muszę kończyć, bo właśnie wsiadam do auta. Zaraz będę w domu.

 

16:32 Klatka schodowa

tylko konspira, nie? O dziurawej skarpecie mamy wiedzieć tylko Ty i ja. – mówię, gdy zbliżamy się do drzwi mieszkania jego rodziców.

spoko, ziomek.

 

16:34 Mieszkanie

Zapach świeżo upieczonej pizzy z impetem wali mnie w nos, gdy przekraczam próg mieszkania. W ustach zbiera mi się ślina i na sekundę zapominam o feralnej dziurze. Później rozwiązuję sznurówki w bucie i posyłam Melancholikowi znaczące spojrzenie. W tym samym czasie jego mama przenosi talerz z pizzą z kuchni do pokoju.
ach! – wzdycha pod nosem i za chwilę wyłania się z pokoju. Całe dłonie umazane ma ketchupem. – Pobrudziłam się – mówi, śmiejąc się z siebie.

Mamo! – Melancholik staje przy mamie, przyjmuje pełną troski minę – to krew! Natychmiast trzeba to zaszyć. Gdzie masz nitkę i igłę?

 

… i weź się dogadaj z facetem. Czy tylko mój to taki czołg? :D

PS Moja teściowa to kochany człowiek, zupełnie nie wiem czemu tak się spinałam z tą skarpetą ;D

app-store_pl 

Wpadaj na facebooka i Instagram. :)

1,740 total views, 8 views today

  • Ja pamiętam, jak na pierwszej wizycie u moich niedoszłych (na szczęście!) teściów cała oblałam się winem ;) Może to był już znak, że to nie ci właściwi teściowie ;)

    • ja na pierwszej wizycie w domu mojego obecnego męża wylałam sok bananowy na jego biurku. Zalałam mu wtedy całe głośniki. Powiedział: spoko i tak planowałem kupić nowe, nic się nie stało. Dzisiaj gdy wspominam mu tę sytuację, mówi że miał mnie ochotę udusić w pierwszej chwili. Ale się powstrzymał, bo bardzo mu się podobałam ;D

  • Czyli nie tylko ja jestem taka zwyczajnie ludzka i zdarzają mi się takie rzeczy :)