Fałszywy doradca

– Jedziesz do Anglii? Tam nie ma pracy! Właśnie wróciłam.

– Zaczynasz MLM? W tym nie ma pieniędzy.

– Związałaś się z Włochem? Zdradzi Cię. Włosi nie są stali w uczuciach.

– Poszedłeś na socjologię? Wiesz co ma wspólnego socjolog z pizzą? Za jedno i drugie nie wykarmisz rodziny!


Mogłabym wymieniać i wymieniać, a Ty byś czytał i czytał, i co chwilę odnajdował się w tych zdaniach. Przypominał sobie własne historie. Myślę, że każdy z nas ma w swoim gronie takiego fałszywego doradcę, który opowiada o rzeczywistości z sobie tylko znanej perspektywy. Wie więcej, lepiej i wszystko już wypróbował. Nic nie działa.

I w sumie wszystko byłoby w porządku, gdyby nie ten drażniący, piskliwy głosik, który wierci mi dziurę w głowie: też z czyjegoś punktu widzenia możesz być fałszywym doradcą. Nie wiedzieć czemu, mam przeczucie, że wdając się z nim w dyskusję, nic nie wskóram, ale mimo wszystko próbuję.
Giń – pierwsza myśl.
Przeklęty – druga.

On: bo widzisz, szkopuł w tym, że niezależnie od chęci i Twojej dobrej woli, chcesz opowiadać o tym, co znasz z własnej perspektywy. 

Ja: tak – walczę – ale za każdym razem staram się dodawać, że coś zadziałało/ bądź nie zadziałało w konkretnie MOJEJ sytuacji i z moim poglądem na świat. Przecież wiesz.

On: Zawsze dopowiadasz? – nie daje za wygraną.

Ja: Wiem do czego pijesz. [frajerze] Tak, pamiętam jak po powrocie z Anglii opowiadałam o tym, że Polacy na emigracji są mega egoistyczni. Mimo, że ci, z którymi byłam najbliżej byli bardzo w porządku.

On: Właśnie. Wiesz ile ludzi wyjechało przez Ciebie do Anglii z nastawieniem, by nie bratać się z rodakami?

Ja: No już nie przesadzaj! Rozmawiałam o tym raptem z kilkoma osobami.

On: Ty z kilkoma, oni z kilkoma i inni też z kilkoma.

Fałszywym doradcą może być każdy z nas. Mimo, że gdzieś tam w środku starasz się być obiektywny i podczas wygłaszania swoich poglądów dodajesz, że to, co mówisz jest poparte wyłącznie własnym doświadczeniem i podejściem do życia.

Bardzo rzadko zdarza nam się brać poprawkę na to, że ktoś inny zupełnie inaczej poradziłby sobie w sytuacji, w której ja bądź Ty sobie nie poradziliśmy. Ostrzegamy ich przed pewnymi krokami, czyniąc siebie jakimś punktem odniesienia. A przecież człowiek jedną rzecz jest w stanie robić na milion sposobów. Czemu więc zakładamy, że nasz był jedynie słusznym i skoro zawiódł, to znaczy, że to nie w nas tkwi problem, a w owej czynności.

Kilka wpisów temu, wspominałam, że ludzie, którym mówiłam o moim zbliżającym się wyjeździe do Anglii przed dwoma laty, przestrzegali mnie, że tam już nie ma pracy. Ludzie wracają. Moja własna mama – ze strachu, że się zawiodę – podawała przykłady znajomych, których dzieci wróciły, bo miesiącami nie mogły znaleźć zatrudnienia.

Kto, jak kto, ale mama nie chciała mi tymi słowami podcinać skrzydeł, a uświadomić, że w moim szalonym pomyśle jest maleńka rysa. Co, jeśli pojadę i wrócę z podkulonym ogonem?

Już samo założenie jest niewłaściwe. Nawet gdybym po miesiącu wróciła, to nie z podkulonym ogonem. Byłabym szczęśliwa, że odbyłam tak niesamowitą podróż. Że zobaczyłam piękne miejsca, poznałam inną kulturę, odkryłam nową, nieznaną część siebie.
Byłoby mi pewnie o tyle smutno, że nie zarobiłam grubej kasy i że ci, którzy zakładali, że mi się nie uda, będą przeżywali wewnętrzny triumf. Ale czy ten żal równałby się temu, co dzięki wyjazdowi bym zyskała? Z całą pewnością nie! Pisałam kiedyś o tym, że cel nie jest najważniejszy. Powtórzę, bo to szalenie ważne:

CEL NIE JEST NAJWAŻNIEJSZY.

Nie masz nawet pojęcia, ile pięknych sfer swojej osobowości poznasz, dzięki takiej wyprawie w nieznane. Niezależnie czy jest to wycieczka, przeprowadzka, jakiś konkretny zawód, czy niekonwencjonalne hobby. Może nie jutro… nawet nie za tydzień, ale przyjdzie taki czas, że będziesz wdzięczny Bogu albo losowi za to, że kiedyś umiałeś rozpoznać kim jest fałszywy doradca.

Każdy z nas ogląda świat z innej perspektywy. To, co dla mnie wydaje się zachowaniem naturalnym, w innych może budzić ogromny strach. I odwrotnie. To z kolei znaczy, że w tej samej sytuacji, możemy zachować się absolutnie inaczej.

Kto wtedy będzie miał rację?

***

To, o czym piszę to oczywistości. Ile razy trafiałam na zdanie, że racja jest jak dupa. Każdy ma swoją. Wiemy o tym. A jednak nie wiedzieć czemu, odczuwamy potrzebę uświadomienia innym, że sposób obserwowania przez nich rzeczywistości jest niewłaściwy.

Jeżeli spotykasz ludzi, których rady podcinają Ci skrzydła, sprawiają, że inicjatywa, której się podejmujesz bierze na łeb, to ja mam dla Ciebie zajebiście cenną radę: Odgrodź się od takich ludzi. Unikaj ich. Nie spotykaj się. Nie angażuj w tę relację. Nie opowiadaj o swoich przeżyciach wewnętrznych, o marzeniach i o celach.
Tu już nawet nie chodzi o to, że osoba, której  rady działają na Ciebie destrukcyjnie, robi to celowo. Chodzi o fakt, że nie ma sensu, żebyś się katował.
Naprawdę.
To chyba najcenniejsza rada, którą Ci daję. I czynię to zupełnie nieodpłatnie. ;-)

Ps. Ryzykuj. Próbuj. Odnajduj się w rzeczywistości. Słuchaj innych, ale rób po swojemu.

1,192 total views, 6 views today

  • Przede wszystkim bardzo piękny tytuł, rodem z agencji reklamowej.

    Odnośnie Twojego wpisu – wszystko pięknie ! Oczywiście o ile ktoś nas przestrzega – jak to napisałaś: nie wyjeżdżaj, dużo ludzi wraca itd. To takie ludzkie, przykre a zarazem ludzkie.

    Z mojego doświadczenia powiem tyle. Od ludzi można usłyszeć wiele „opinii”, ich własnych i zapożyczonych. W ten sposób ludzie, którzy nigdy nie jeździli samochodem z automatyczną skrzynią biegów mają na jej temat sporo do powiedzenia. Te skrzynie się psują, takim autem nie da się jeździć, samochody więcej palą itd. A prawda – jest zupełnie inna, kocham automaty. Mało tego swego czasu kiedy to automat kupiłem postanowiłem zrobić test społeczny. Za każdym razem widząc znajomego, z którym wcześniej rozmawiałem o automatach pozorowałem sytuację aby ktoś przejechał się tym automatem. Efekt – wszyscy którzy mówili o automatycznych skrzyniach biegów źle, zmienili zdanie w momencie przetestowania automatu na sobie.

    Przykładów jak wspomniałaś jest wiele. Ale cóż możemy poradzić na to, że kochamy opiniować ? Gdyby jeszcze nasza opinia miała pokrycie, opinia jednak pozostanie jedynie opinią – czyli niczym wartościowym.

    • Wiesz, nie warto też popadać w skrajności. Absolutnie nie uważam, że nie powinniśmy się niczyim zdaniem sugerować, brać pod uwagę i go analizować. Jeżeli ja się nie znam na samochodach, a mój ziomek ma jakiś tam serwis, to ja wierzę, że on mi uczciwie doradzi i podpowie co warto, a czego nie warto kupować.

      Sęk w tym, że my trochę za dużo opinii analizujemy. Niepotrzebnie.

      Ps. Dzięki za uznanie. Głęboko wierzę, że to nie ironia :)

      • Dobrze to napisałaś: „BRAĆ POD UWAGĘ” a nie ŚLEPO WIERZYĆ. Absurdem jest fakt, że ludzie nie wierzą w coś oczywistego – wierzą na ogół w rzeczy nierealne jak UFO, BÓG, REPTILIANIE itd. A więc to co mówią inni, powinno być tylko zalążkiem który przeanalizujemy, a jeżeli faktycznie coś tworzymy – zrobimy badania na żywym przykładzie.

        Nie ironizowałem ;-)

        • Nie widzę związku między wiarą w Boga a moim tekstem.
          Wait, chyba wiem dlaczego…. bo go nie ma. [związku]

          A ja z dumą mówię o tym, że w Boga wierzę :)

          • W zasadzie o religii nie dyskutuję uważam, że to prywatna sprawa. Chodziło o porównanie, że wierzymy na ogół w coś czego tak naprawdę nie możemy sami zbadać.

  • Nauczona doświadczeniem staram się nikomu nic nie mówić, nic nie radzić, nawet zapytana odsyłam do kogoś innego. Kiedyś znajoma miała do mnie setkę pytań na temat tatuaży, cierpliwie odpowiadałam, a na sam koniec otrzymałam opierdol pt.”to, że Ty tak miałaś nie oznacza, ze ja też będę” no oczywiście, że nie. Jeśli jednak pyta mnie czy bolało MNIE tatuowanie po cyckach, to mówię, że tak, wszak pytała o moje odczucia. Gdyby spytała „czy takie tatuowanie boli” to odpowiedziałabym, że mnie bolało. Od tamtej pory jak ktoś mnie pyta o opinię daję link do jakiejś strony albo mówię, że ja się nie wypowiadam, bo później mnie się obrywa.

  • Każdy z nas patrzy na świat poprzez własne doświadczenia i przekonania. Czasem warto posłuchać opinii innych ludzi, jednak dobrze wziąć na nie poprawkę i zrobić to czego my chcemy. Bo być może nasze doświadczenia w tej samej kwestii będą zupełnie różne.

  • Ostatnie zdanie pozamiatało ;) Nie ma nic złego w słuchaniu rad, ale w ślepym przyjmowaniu ich – owszem. To my mamy być swoimi najlepszymi doradcami. I mamy po prostu robić swoje :)

    • Kiedyś mama mojego Melancholika mi tak powiedziała a propos wychowywania dzieci i teraz chodzę i powtarzam :) Bo to niesamowicie mądra rada.

  • Dokładnie. Amen.

  • Pingback: Czego nauczył mnie wyjazd do Anglii? • Okularnica()