Gotowa na ślub?

W piątek opublikowałam tekst o tym, jak zepsuć facetowi zaręczyny. Uśmiechałam się podczas pisania tych rad i późniejszego ich czytania. Bo tego typu działania – może nie wszystkie i nie zawsze – ale wielu kobietom są znane. Niektóre ze wskazówek podpowiedziały mi kumpele, które po przeczytaniu roboczej wersji tekstu, dodawały: HEJ! Koniecznie musisz dodać wzmiankę o lajkowaniu fanpejdży ślubnych! KO-NIE-CZNIE!!! albo Jak mogłaś zapomnieć o wspólnych przymiarkach u jubilera???

Jakie było moje zdziwienie, kiedy nazajutrz Melancholik oślepił mnie blaskiem najpiękniejszego pierścionka ever z pytaniem czy zostanę jego żoną? (bo nałożenie na siebie tych dwóch wydarzeń to zupełny przypadek).

Serio – choć tworzymy związek już ponad 5 lat, absolutnie nie spodziewałam się, że przyjdzie Mu do głowy, by oświadczyć się właśnie teraz. Naiwnie uwierzyłam, że wspólny wypad do Białowieży, jest zwykłym wypadem do Białowieży.
Moja naiwność osiągnęła tak wysoki poziom, że gdy On dziwnym tonem zaczął mówić jaka jestem w Jego życiu ważna, pomyślałam: wszystko fajnie, ale czemu Ty tak dziwnie mówisz? Weź mów normalnie!

To, co? Gotowa na przygodę?

Gdy opadły pierwsze emocje i gdy patrząc na pierścionek coraz mniej widziałam świecący klejnot, a coraz bardziej wiążącą się z tym odpowiedzialność, zaczęłam dopuszczać do swojej świadomości pytanie: czy jestem gotowa na ślub?

I – o zgrozo! – jakie było moje przerażenie, kiedy odpowiedzią, której sobie udzielałam wcale nie było: TAK!

Jakim cudem, pytam?
Przecież moment ten wizualizowałam sobie w głowie dziesiątki razy. I od zawsze wiedziałam, że Melancholik jest tym jedynym.
Skąd ta emocja, której nie rozumiem? W tym kontekście również – nie znam.

Skąd s t r a c h?

Ewelina miała podobne myśli – zdradziła moja Przyjaciółka, panna. – więc może każda z nas pozwala sobie na tego typu refleksje i przemyślenia i może to całkiem normalne, że się boimy.
Ostatecznie jest to dość konkretna zmiana. Jakby nie patrzeć. 

Emocja, która pojawiła się w moim sercu na krótko po oświadczynach, uświadomiła mi coś absolutnie oczywistego. I wstyd mi, że przypominam sobie o tym tak rzadko.
– nie jesteś w stanie przewidzieć emocji, swojej reakcji na wydarzenia, których nigdy nie przeżyłeś.
Ile razy wyobrażałam sobie, że na pytanie: czy zostaniesz moją żoną?, rozpłaczę się nagle z radości. Że nie będę w stanie z nadmiaru wzruszenia, wydusić z siebie słowa. Że moment ten będzie tak przesiąknięty zajebistością, że cały świat w sekundę po moim: tak, będzie wiedział.
Jeszcze przed udostępnieniem tego faktu na fb.

Było cudownie, pięknie. Było absolutnie wyjątkowo.
Ale zupełnie inaczej, niż to sobie przewidziałam.
Zaplanowałam.
Wymarzyłam.

Ślub jest czymś, czego nigdy nie przeżyłam. Jego efekty w postaci małżeństwa będą znowu czymś, czego z niczym na dzień dzisiejszy nie mogę porównać.

Nie jestem gotowa na ślub. Nie jestem gotowa na małżeństwo.
Ale cieszę się, że mogę się do tego przygotowywać. Że mam rok, by choć trochę się do tego przybliżyć. Poznać.
Zaznajomić się.

Cieszę się na ten nowy, zupełnie nieznany, etap w moim życiu.
Ale, jak cholera, się go boję.

***

To, co ważne, dzieje się na facebooku.

4,511 total views, 3 views today

  • Może dlatego, ze ja wychodzę za mąż po raz drugi mogę z pełną świadomością powiedzieć, ze na ślub gotowa jestem, bo zwyczajnie wiem z czym to się je. Znam przepis, znam proporcje, wiem jak doprawić by nie przesolić, przesłodzić, przepieprzyć, znam przepis na pyszne danie, a nawet jeśli coś zrobię nie tak, to wiem jak dana potrawę uratować by wciąż smakowała jak należy.

    • Nie pomogłaś mi! :P
      Swoją drogą – to ciekawe. Znaczy – wiem o czym piszesz i absolutnie to rozumiem, ale z drugiej strony: czy można ten temat potraktować na zasadzie schematu?

      • Nie, nie można, ale po prostu znam siebie lepiej i wiem czego oczekuję od małżeństwa, a czego w nim nie chcę. Co więcej, teraz potrafię bardziej wyluzować, wiem co jest warte uwagi i wiem, że kłótnie o podniesioną deskę od kibla nie mają sensu.

  • Ciulem byś była jakbyś się nie bała! Teraz przynajmniej podejdziesz do tego rozsądnie, a nie jak królewna z bajki Disneya co wyobraża sobie, że jej książe nie pierdzi.

    • Nie mam nic do dodania! :D
      Dzięki!

  • Skierka

    A ja się nie boję i bynajmniej nie jestem królewną, a on nie jest księciem. Ale to pewnie dla tego, że jesteśmy już 5,5 roku razem, od 1,5 roku mieszkamy ze sobą i poznaliśmy się w różnych sytuacjach. Już żyjemy jak małżeństwo, więc sam ślub (chociaż będzie najpiękniejszym dniem) nic nie zmieni. Oswojonych rzeczy/ludzi/sytuacji się nie boimy, bo wiemy czego się spodziewać. Boimy się nieznanego.
    Żeby nie było: Nie namawiam nikogo, żeby razem mieszkać przed ślubem. Gdybym nie była pewna, że to ten jedyny, nigdy z nim bym nie zamieszkała ;)

    • „Gdybym nie była pewna, że to ten jedyny, nigdy z nim bym nie zamieszkała” – a to ciekawe, bo ja byłam przekonana, że jednym z głównych powodów, dlaczego pary decydują się zamieszkać przed ślubem jest niepewność właśnie.
      Potrzeba sprawdzenia nawzajem i dopasowania.

  • Artykuł porusza ważny temat. Bardz

  • Dobrze, że się boisz. To znaczy, że jest to dla Ciebie ważne. Ale nie ma się czego bać :) Jeśli na poważnie podejdzie się do przygotowania do małżeństwa, od początku będzie się o nie dbało to będzie fajnie :) Z własnego doświadczenia polecam małżeństwo! :)
    A co do wyobrażania sobie zaręczyn… też miałam nie raz to przed oczami, wyobrażałam sobie, co odpowiem… No i na pytanie „czy zostaniesz moją żoną?” odpowiedziałam „No raczej”. Także ten… :) Nie stresuj się, nie bój, bo nie ma czego. Tylko od Was zależy, jakie będzie Wasze małżeństwo.

  • Marzena

    Nie martw się, sprawię, że strach będzie troszkę zmniejszy :*

  • Cudownie, że się podzieliłaś tym momentem z nami i swoimi przemyśleniami oraz obawami, ja bym się na to nie odważyła… Bardzo się cieszę, że doczekałaś się upragnionego pierścionka:) I na pewno będzie dobrze. Przecież znacie się długo i jesteście przyjaciółmi :) Gratulacje!

  • Dla mnie przygotowania są najlepszą częścią ślubu! Ekscytuję się każdą inspirującą fotografią i każdym wykonanym telefonem, który przybliża mnie do zorganizowania mojego wymarzonego dnia. :) Ja już trochę żyję jak w małżeństwie, więc mniej się boję ślubu.

  • Gratuluję zaręczyn ;) Później kochana to jakoś poleci, a w najgorszym przypadku możesz przecież wymienić model, więc naprawdę luz :P. Ja już chyba nie pamiętam swoich zaręczyn (kuźwa ktoś mi znowu schował moją laskę ;) no ale pamiętam, że naprawdę się bałam przed moim ślubem, bałam się wielu rzeczy racjonalnych i nie racjonalnych. Wyszło jak wyszło ale ja ciągle wierzę w to, że ludzie potrafią stworzyć związek taki do grobowej deski, mnie się nie udało ale Tobie tego życzę.

    • Nie mogę wymienić modelu! No co TY!? :P
      „Jak kochać to księcia, jak kraść to miliony.”

  • Gratuluję! Ja również nie wyobrażam sobie ślubu, ba! nawet jako narzeczona się nie widzę (teraz), ale to pewnie dlatego, że mój związek jest jeszcze na początkowym etapie :)
    Myślę, że ten strach minie, powodzenia :)
    PS. Pierścionek śliczny!

  • I weź tu zrozum kobiety…

    • Dziwne, że wciąż próbujesz… :D

      • No wiesz, gdybym zaprzestał była by to najlepsza droga by stanąć pod tęczą ;-)

  • Gratuluje. To wszystko również przede mną, ale nie czuje strachu, raczej zniechęcenie przed nawet najmniejszymi przygotowaniami. Tylko, że my jesteśmy tak długo razem, że to tylko formalność, która nic nie zmieni. :)

    • To po co się pobieracię? ;)

      • Dla uregulowania formalności, żebyśmy mogli się odwiedzać w szpitalu i być upoważnionym do informacji o sobie nawzajem w czasie choroby, rozliczać się wspólnie itp. :)
        Bo tak naprawdę to co innego może zmienić ślub u osób, które wcześniej mieszkają razem? Nadal będziemy razem mieszkać, tak samo zajmować się domem i wykonywać swoje codzienne obowiązki.

  • Czytam Cię juz jakiś czas i bardzo podobają mi się Twoje teksty. Dodam, że ja również jeszcze rok temu zadawałam sobie to pytanie, z tym że byłam tak przerażona całą perspektywą, że zerwałam zaręczyny, stwwierdziłam, że to nieodpowiednia osoba… Teraz jestem z kimś innym i nie wyczekuję na pierścionek :p

    • Fajnie, że się ujawniłaś :)
      Ja chyba odczuwam taki umiarkowany i zupełnie zasadny strach. Przerażenie to jednak za mocne słowo.

      Dobrze że miałaś odwagę skończyć ten związek w takim momencie. :)

  • Gratuluję :) Wiesz wydaje mi się, że lęk jest tutaj normalną rzeczą. Nie było mi dane jeszcze tego doświadczyć, ale podejrzewam, że wiele osób czuje się podobnie przed ślubem. Najważniejsza jest miłość i zaufanie, reszta jest do pokonania :)

  • Wiesz co Uleczko, stres i strach to jak najbardziej zdrowa reakcja na to wielkie wydarzenie w życiu. To nieprawda, że po ślubie nic się nie zmienia. Zmienia i to dużo: na lepsze. Możesz bezpiecznie zasypiać obok męża, budzić się w jego ramionach, możesz bezwstydnie wtulać się w niego w kinie, gdy za dużo trupów na ekranie. Możesz sobie żonkować ile chcesz (rozpieszczać jego i być rozpieszczana). Od tej pory twoja rodzina i jego będą Was w końcu traktować na serio. Koleżanki singielki będą chciały ci odgryźć nos, a zamężne chętnie przytulą Cie do swego grona. My mieliśmy robić weselicho na 150 osób w Dworku Czarneckiego, ale. Zaczęliśmy się organizować i okazało się, że to mega droga impreza. Wiesz, że sam zespól kosztuje 5 tysi?! Ogólnie to nie w naszym stylu, ale wiesz chcieliśmy sprostać presji rodziny… Stanęło na cywilnym u nas w stolicy, zrobiliśmy obiad na starówce, tylko wino bez tańców i popijawy. Ostra selekcja gości (w sumie 60 osób) i zaproszenia własna robota w formie zdjęcia-widokówki. I powiem ci szczerze, że mimo małej, skromnej imprezy roboty z tym było po pachy – jednak efekt końcowy zadowalający. Po naszemu, bez faz z cyklu zastaw się, a postaw się. Trochę ekscentrycznie, ale elegancko, z klimatem i wśród najbliższych :)

    • Anka – uwielbiam Twój sposób myślenia! :)

      Absolutnie nie chcemy wyprawiać nie wiadomo jakiego przyjęcia. Ma być fajnie.
      5 tys. zespół? To mi kapcie ze stóp spadły właśnie…
      Luz, ja znajdę taniej!

      #trustmei’mblogger!

  • Obawa to dobra oznaka, wręcz taka dojrzała. Pchasz się w coś poważnego i Twój mózg sam wygenerował Ci emocję, która poświadcza o Twojej świadomości podejmowanych czynów :) Powodzenia! :))

  • Masz rację. Mnie też czasem ogarniają wątpliwości i wiem, że to normalne. :)

  • Ciekawa jestem mojej reakcji gdy mój Luby zechce mi się oświadczyć, tyle razy o tym myśałam, a nie jest się w stanie przewidzieć jak zareagujemy na tak ważny moment :)