Grama to nie drama, czyli ogarniam angielski na emigracji

Angielski – temat, który na moim blogu pojawia się jak bumerang. Z racji mojego pobytu w Anglii, od pół roku towarzyszy mi na każdym kroku :D

Porozumiewam się w tym języku raz lepiej, raz gorzej. Moim zdaniem – mimo używania go w pracy praktycznie non stop (zajmuję się social mediami)- bilans jest raczej ujemny. Im więcej komunikuję się po angielsku, tym silniej dostrzegam swoje braki w podstawach. Serio, dopóki żyłam w Polsce nie zdawałam sobie sprawy jak wiele jest zasad, których mój angielski zupełnie nie przyswaja, które ignoruje. Jak jest ubogi w te wszystkie przymioty typowe przy wyrażaniu zdań na jakiś temat, w proszeniu, proponowaniu, sugerowaniu czy negowaniu.

Więc gdy tylko dowiedziałam się, że Arlena Witt napisała książkę o gramatyce, od razu postanowiłam, że muszę ją mieć! Zwłaszcza, że bardzo trafia do mnie sposób uczenia, który Autorka prezentuje na swoim kanale Po Cudzemu. Pomyślałam, że książka do gramatyki – mimo że temat cholernie niewdzięczny – musi być napisana w podobnie luźnym i przyjemnym języku.

Grama to nie drama Arlena Witt

Och jak się nie myliłam!

Książka jest napisana w sposób bardzo przystępny – jeśli pojawia się w niej coś niezrozumiałego, autorka posługując się różnymi przykładami, szybko wyjaśnia temat tak, że już po chwili nie możesz się nadziwić dlaczego właściwie do tej pory tego nie rozumiałeś. Przecież to oczywiste!!

Dodatkowo, przykłady użycia wyrażeń nie odbiegają od tego, co oglądamy w swoich ulubionych serialach czy filmach po angielsku (często są wręcz z nich zaczerpnięte), a więc poza tym, że uczymy się języka, poznajemy też trochę bardziej autentyczny sposób jego używania. Podręcznik do nauki nie jest tym samym nudny jak flaki z olejem jak pewnie większość z nas kojarzy typowy podręcznik do języka angielskiego.

Dla kogo jest drama i czemu właściwie warto ją kupić będąc na emigracji?

Będzie to odpowiedź szalenie bezpieczna: jest to książka dla każdego kto czuje, że brakuje mu podstaw w angielskiej gramatyce. Nie sądzę, żeby targetem były osoby, które w ogóle nie potrafią tego języka używać i chcą się z niej nauczyć podstaw. Bo książka nie uczy podstaw angielskiego, tylko podstaw gramatyki.

Myślę, że jest to podręcznik skierowany właśnie do ludzi, którzy coś tam gdzieś tam, ale wszystko tak trochę po omacku i na intuicję. Coś na zasadzie: czemu użyłam tego zwrotu? Nie wiem, tak mi jakoś to pasuje.

Grama to nie drama odpowiada na wiele takich: nie wiem, tak mi jakoś pasuje, powodując że ten nasz język nabiera konkretnych ram.

Grama to nie drama Arlena Witt

Czy kupiłabym Gramę znajdując się w Polsce? Nie wiem. To zależy na jakim poziomie potrzebowałabym używać języka. Wcześniej korzystałam z kursu językowego w Empik, czy AIESEC bo pod skórą czułam, że Anglia za jakiś czas to temat nieunikniony i prędzej czy później będę musiała się z tym zmierzyć. Możliwe, że gdybym nie miała takiego planu, nie rozważałabym zakupu książki.

To, co jednak uważam w momencie, w którym jestem – a więc pracując w angielskiej firmie i komunikując się z ludźmi w angielskim języku – Grama to świetna pozycja dla osób znajdujących się na emigracji. Osób, które w sposób natychmiastowy mogą weryfikować wiedzę zdobytą w książce, używając świeżo poznane zagadnienia w życiu codziennym. Takich osób, które po angielsku mówią zupełnie nieźle, ale ich językowi często brakuje ogłady i zasad (tak jak napisałam wcześniej: pasuje mi taki zwrot, to używam. Nie pytaj mnie jednak dlaczego, bo nie mam zielonego pojęcia).

Ciekawi mnie jaka część z Was sięgnęła (albo sięgnęłaby po Gramę). Jeżeli nie z książki do gramatyki, to w jaki inny sposób uczycie się angielskiej gramatyki?

*

Książkę możecie kupić na stronie: arlena.altenberg.pl

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go swoim znajomym :-)

537 total views, 9 views today