I żyli długo i szczęśliwie…

Mamo, a co się dzieje jak już księżniczka poślubi księcia?
Piekło, Kochanie. Piekło.

W ankiecie, którą jakiś czas temu wypełnialiście, kilka osób napisało, że najchętniej czyta im się teksty związane ze związkem i pracą nad nim. Ten wpis szczególnie dedykuję właśnie Wam.
Bajki, na których się wychowałam, nauczyły mnie pięknych wartości. Że piękno ukryte jest głęboko w sercu i aby się do niego dostać, trzeba pracy i cierpliwości (Piękna i Bestia). Aby zrozumieć czym jest miłość, czasem trzeba ją stracić (nie zawsze dosłownie – Księżniczka Łabędzi). Piękno, które mamy w sercu, widać na twarzy (Królewna Śnieżka…). Albo to, że zawsze w końcu płacimy za nasze uczynki i odbieramy za nie nagrodę, jak w przypadku Kopciuszka.

i żyli długo i szczęśliwieTak się jednak składa, że żadna z tych bajek nie przekazuje nam (choćby namiastki) tego, co się dzieje po „… i żyli długo i szczęśliwie.”
A co się dzieje? Jedni powiedzą, że małżeństwo jest czymś niezwykłym. Z pasją opowiadać będą o tym, jak z żoną/mężem wspólnie spędzają czas i że życie po ślubie to dopiero początek. Inni manifestować będą, że małżeństwo to największa porażka świata i nikt o zdrowych zmysłach nie powinien się na nie decydować. Zależy komu zaufamy w tej materii.

Ja nauczyłam się nie opierać swojej wiary na tym, co mówią żony/mężowie, którzy zasilają szereg nieszczęśliwych małżeństw. Rozwodników nie słucham nigdy, bo to, co wiedzą, zaprowadziło ich do punktu, w którym ja nie chcę być.
Kiedyś poznałam dziewczynę – rozwódkę, która powiedziała mi, że nie ma uczciwych mężczyzn. Każdy z nich to krętacz i oszust. I ja – chociaż swój rozum mam – jak głupia dałam się podpuścić. Nie od razu i nie bezpośrednio. Musiał minąć czas, żebym uzmysłowiła sobie, że niechęć do mojego Melancholika ma swoje źródło w tej jednej (nic nie znaczącej;) rozmowie. Nie zweryfikowałam dokładnie życia kobiety, która udziela mi rad. To był ogromny błąd. To, co mówiła potraktowałam za coś pewnego. Hej, bo skoro ona ma 35 lat, była mężatką, a dziś jest rozwódką, to może o życiu wie nieco więcej niż ja…? Tak, jak mówię – te komunikaty pojawiały się bardzo subtelnie. Wydawały się niegroźne. A jednak gdyby nie ogrom cierpliwości, którymi wykazał się On, mogły narobić wiele szkód.
i żyli długo i szczęśliwieJaki jest więc złoty środek? Kogo powinnam słuchać?
Osobiście skłaniam się ku zasadzie, żeby myśleć samodzielnie, inspirację czerpać z udanych małżeństw (koniecznie z przynajmniej kilkunastoletnim stażem). W przypadku małżonków, których codzienne działanie bardziej przypomina pole walki aniżeli prawdziwą rodzinę, ograniczyć kontakt. Ja – jako panna niewiele im pomogę, bo nie mam bladego pojęcia czym tak NAPRAWDĘ jest małżeństwo. Oni z kolei jak te wampiry wyssą ze mnie całą energię. To nic, że często nieświadomie.
Kiedyś moja Mama spotkała koleżankę, której nie widziała latami. Mówiła, że była bardzo zadbana i elegancka i że prowadzi ciekawe życie. Pomyślałam wówczas, że być może, w czasach kiedy się znały, kobieta ów pracowała nad czymś intensywnie. Może nad sobą i swoimi cechami charakteru. Może nad mężem, by pragnął zapewnić jej jak najpiękniejsze życie <wink>
Tak, czy inaczej moje życie za lat 20, będzie odbiciem tego, jak wygląda dziś. W to wierzę. Jeżeli nie mam dziś szacunku do mojego Mężczyzny, jeżeli w kłótni wyzywam Go od najgorszych, oczerniam publicznie, albo niczego od Niego nie wymagam, to jestem niemal pewna, że będę nieszczęśliwą żoną, której życie skończy się po 30tce, a pochowają mnie 40 lat później.
Kilka lat temu poznałam pewną parę. Byli ze sobą mniej więcej rok. Oboje mieli ponad 20 lat. Ona właśnie zaczynała studia, on nigdy na nie nie poszedł. Wiem, że po maturze nie zaczął żadnej (normalnej pracy), nie miał więc doświadczenia w niczym. Wiem też, że to jego siedzenie u rodziców na głowie (jako darmozjad) trwa-ło (może dalej trwa) nieprzerwanie ok 2 lata. Tak więc, facet nie ma do zaproponowania swojej rzekomej miłości nic, całymi dniami gra na konsoli, a jedynym jego obowiązkiem jest sprzątnąć przed przyjściem dziewczyny.
Zastanawiam się kto w tym związku jest frajerem. I czy rzeczywiście on?

i żyli długo i szczęśliwie

Kobiety mogą bardzo dużo. To dla nas mężczyźni są skorzy do wielkich dowodów miłości. Stają niekiedy na rzęsach, by nam zaimponować i uszczęśliwić. A my – jak te głupie – przestajemy wymagać. Zaczynamy tłumaczyć ich zachowanie, a swoją przyszłość budujemy na NADZIEI, że w końcu coś się zmieni. Że on się zmieni. Kiedyś usłyszałam, że jest to jeden z głównych powodów frustracji, która dopada Żony. Mężczyzn natomiast rozczarowuje to, że ich idealna, piękna i urocza kobieta, zmienia się w skrzeczącą babę, której wszystko nie pasuje. Ta baba przestaje dbać o swój wygląd zewnętrzny i rozwój. Poddaje się natomiast temu, co przynosi codzienność.

Mój żonaty kolega mówi, że stanowi ogromną różnicę w postrzeganiu kobiety przez mężczyznę to, czy jest elegancka i zadbana, czy nie. Czy pachnie perfumami, czy baryszczem… (Aśka Kołaczkowska inspiruje).

Myślę, że jeżeli para przed ślubem nie zawalczy o to, by żyło im się długo i szczęśliwie przez długie lata, to nie ma prawa obarczać za swoje niepowodzenie mężczyzn/kobiet/Kościoła/wzorce…
Wszystkimi narzędziami dysponujemy w tej chwili. Odpowiedz sobie sam na pytanie – jak wiele wymagasz od partnera/partnerki? Czy dziś ona bardziej przypomina Kopciuszka, czy wredne i podstępne siostry? A kim jest on? Księciem na białym koniu? Gladiatorem? Williamem Wallacem? A może Lordem Farquaadem?
Dla Was,
*
Zdjęcie jest własnością: chiaralily

1,224 total views, 4 views today

  • Paulina Dybał

    Całkowicie się zgadzam z tym co napisałaś. Jeśli nie jest się szczęśliwym w związku przed ślubem, istnieją marne szanse, że po będzie lepiej. Trzeba się zastanowić, czy jesteśmy w stanie i przede wszystkim, czy chcemy zmienić w sobie coś co w nas partnerowi zdecydowanie przeszkadza. Nie rozumie ludzi, którzy zamiast pracować nad ulepszeniem więzi, upatrują ocieplenia wzajemnych relacji w posiadaniu potomstwa.

  • To prawda, dzieci wystawiają związek na wiele prób, jeśli nie jest dość mocny przed pojawieniem się potomstwa to później trzeba ze zdwojoną siłą pielęgnować go i walczyć o niego.

  • To prawda, dzieci wystawiają związek na wiele prób. Jeśli nie jest on dość silny przed pojawieniem się potomsta, to po trzeba pielęgnować go i walczyć o niego ze zdwojoną siłą.