Jak to się stało? – czyli o termitach w związku

Przyglądasz mi się od dłuższego czasu z tym swoim dziwnym i ostatnio częściej pojawiającym się wyrazem twarzy. Nie wiem co oznacza i szczerze mówiąc, boję się zapytać, bo możliwe, że znaczy coś szalenie niedobrego.

Kim ona jest? Jakim cudem dziś dzielimy małżeńskie łoże? Czy ja ją jeszcze w ogóle kocham, czy to coś, co do niej czuję jest choć w połowie zbliżone do miłości? Gapię się na nią trochę skołowany, chyba zauważyła, bo robi tę dziwną minę, po której zwykle zadaje moje ulubione pytanie.

– Tomek, czy Ty mnie słuchasz? Jesteś tu?
– Jestem, jestem, Kochanie. Pójdę poleżeć, miałem ciężki dzień.

Daje mi buziaka w czoło i już go nie ma. Choć w sumie nie ma go w tym domu już od kilkunastu miesięcy.

Jak to się stało?

Jak to się stało, że tak bardzo się od siebie odsunęliśmy? Jak to się stało, że kiedyś wskoczylibyśmy za sobą w ogień, a dziś co najwyżej do pociągu. I to nie za sobą, a przed sobą. Jak to się stało, że człowiek, któremu oddałam serce, dziś nic dla mnie nie znaczy, nie ma go w moim życiu, nie interesuje mnie co robi, gdzie robi i z kim robi? Jeszcze niedawno, paliłam się z podniecenia na myśl o tym, że spędzimy razem kilka godzin, że kupimy popcorn, colę i pooglądamy razem filmy, wtuleni siebie tak mocno, że byle łom nie byłby w stanie nas od siebie odciągnąć. A dzisiaj? Dzisiaj podobną radość odczuwam na jego: kochanie, jadę z Darkiem na ryby. Wrócę pod wieczór.
Gdzie popełniliśmy błąd? Kto jest temu winien?

Jeżeli nie wiesz o co chodzi, to chodzi o termity.

Termity, których prawdopodobnie trochę w związku wyhodowaliście, usadowiły się w bezpiecznym miejscu Waszego życia – takiego, z którego, zajęci bardzo ważnymi sprawami, szybko ich nie wykurzycie i zjadają to drewno, które w tym przypadku symbolizuje relację między Wami. Powolutku, konsekwentnie, niedostrzegalnie.
Aż w końcu budzicie się obok siebie, patrzycie na swoje twarze i zadajecie sobie to właśnie pytanie: jak to się stało?

Bardzo łatwo jest wpuścić do związku termity. Wystarczy tylko ulec złudzeniu, że w kontekście bieżących spraw, nie ma co zawracać sobie dupy randkami, spędzaniem czasu sam na sam, sprawianiem sobie drobnych przyjemności. Wystarczy wyjść z błędnego założenia, że te wszystkie dodatki do związku, o których wspomniałam są ważne, ale tylko, gdy ma się czas na ich celebrowanie. Jak się nie ma czasu, to druga połówka powinna to rozumieć i się nie wkurzać, że ostatni raz na randce była rok temu.

Tak? Tak właśnie myślisz?
A ja twierdzę, że przede wszystkim wtedy warto poświęcić chwilę na spędzenie czasu ze swoim partnerem. Właśnie wtedy, kiedy nie ma na to czasu; wtedy, kiedy mamy na głowie całe mnóstwo spraw do ogarnięcia. Warto, bo termity wtedy pracują na najwyższych obrotach. Człowieku, zasuwają tak, że pot by im stróżką po czole ciekł, gdyby miały czoło. Doskonale zdają sobie sprawę, że w natłoku tych ważnych codziennych obowiązków, nie zwrócisz na nie uwagi, więc pracują.
Dzień i noc. Dzień i noc.

I gdy dopada Was kryzys w związku, a Ty myślisz sobie, że to coś absolutnie normalnego i że sobie z nim poradzisz, w końcu kto jak nie ty, okazuje się, że tak naprawdę nie ma czego zbierać. Nie ma na to siły, motywacji i chęci.
I drewna.

Jak poradzić sobie z termitami w związku?

Nie chcę Cię zostawić z myślą, że jeżeli relacja między Tobą a Twoim partnerem/Twoją partnerką nie istnieje, to już nic z tym nie można zrobić, że nie można tego naprawić. Ja wierzę, że można, wierzę, że wystarczy tylko trochę bardziej się postarać. Wystarczy chęć. Ktoś powie – chęć musi być z dwóch stron. Niekoniecznie, znam kilka przypadków, kiedy jedno z dwojga zaczęło pracować nad relacją, zaczęło o nią walczyć, a po jakimś czasie drugie do walki dołączyło. O, o tym właściwie jest nawet film – „Próba ogniowa”. Bardzo polecam, swoją drogą.

Jak wykurzyć ze związku termity? Uważam, że warto wprowadzić w życie dwie zasady:

  1. Celebrowanie miłości jest ważniejsze od przytłaczającej codzienności.
    Musisz, po prostu MUSISZ znaleźć czas na to, żeby okazać miłość osobie, którą kochasz. Nie wykręcaj się obowiązkami, bo naprawdę jesteś w stanie z 8 godzin, które pozostają po odjęciu czasu na sen i pracę, wykrzesać 15 minut na rozmowę/wspólną kąpiel/wypicie herbaty w duecie. Chodzi o to, żebyś w ciągu tych 15 minut – jeżeli dysponujesz tylko taką ilością – naprawdę BYŁ/BYŁA w tym związku, bez uciekania myślami do tego, co jeszcze trzeba zrobić, ile jeszcze ogarnąć. I jak bardzo nie masz czasu na to, by sobie tak leżeć na kanapie, głaskać się po plecach i pić z mężem/żoną herbatę.
  2. Mów o tym, co Cię boli.
    Nie wmawiaj sobie, że Twoje uczucia nie są ważne, nie oszukuj się, że za jakiś czas wszystko wróci do normy. Tego typu przemyślenia są pożywką dla termitów. Tobie się wydaje, że jakiś problem jest nieistotny i milczysz, a potem – za wiele lat – zastanawiasz się jakim cudem leży koło Ciebie człowiek, którego chyba nawet nie kochasz.

    Każda wielka kłótnia powstała pod dywanem w Twoim salonie i nie miałaby miejsca, gdybyście na bieżąco się z nią rozprawili.
    Poświęć chwilę na to, by porozmawiać o tym, co jest dla Ciebie ważne, czego nie jesteś w stanie zaakceptować w relacji, czego Ci brakuje, co chciałbyś/chciałabyś do związku wprowadzić. 

 

Kropka nad i

Od początku stosujemy się z Melancholikiem do zasad, którymi się z Wami dzielę. Oczywiście, to nie znaczy, że w naszym związku nie zagościły nigdy termity. Było ich trochę, może nawet wciąż gdzieś się czają i czekają na odpowiedni moment, by zaatakować. O tym pewnie dowiem się za kilka lat.
Wiem jednak, że owady te to piekielnie niebezpieczne, trudne do wykurzenia bestie. Zwłaszcza wtedy, gdy na dobre zagnieżdżą się w naszym życiu. Jeżeli można sobie z nimi jakkolwiek poradzić, to naprawdę najlepiej robić to, gdy jest ich stosunkowo niewiele. Później może po prostu nie być czego zbierać.

To tak w ramach podsumowania.

Zdjęcie: Tuan Le

2,790 total views, 8 views today

  • Napisałaś: „Nie ma na to siły, motywacji i chęci. I drewna.”
    Gdy nie ma drewna, termity zdychają z głodu. Paradoksalnie, wtedy właśnie można odbudowywać i wstawiać nowe deski. Chociaż ja jednak wolę budowle murowane. Wtedy termity się nie zalęgają. :)

    • Dosłownie tak, choć pisząc ‚drewno’ miałam na myśli relacje między partnerami. :)

      • Wiem, że to miałaś na myśli :)
        I o to mi chodziło właśnie: Jak w terapii uzależnień mówi się, że trzeba dojść do dna, by się odbić, tak czasami w związku trzeba, żeby termity padły z głodu.

  • Celebrujemy. Rozmawiam, czy boli czynie. Czasem mam dość kiedy muszę po raz 5 powtarzać to samo. Ale ciągle pamiętam ten pierszy raz. Warto go powtarzać.

  • Urszula, od siebie dorzucić mogłabym też staż związku, bo po pewnym czasie niezadbane drzewo nawet bez termitów zaczyna umierać. Sama widzę zmiany w naszym związku, już nie jest tak jak kiedyś, już nie ma takich wybuchów namiętności. Jest fajnie, ale żeby ciągle było tak trzeba dbać o związek. Nie zapominać również o kontaktach intymnych, które sprawiają, że ta więź wzmacnia się. Dbajmy o naszych partnerów i związki. Pozdrawiam :)