Kim będę w przyszłości? – nie taki „brak odpowiedzi” straszny, jak go malują

Z wizją pracy w przyszłości jest trochę tak jak z marzeniami -na początku dzielisz się nią ze wszystkimi. Opowiadasz, że będziesz tancerką, jak ta pani z telewizora. Rodzice wtedy być może głaszczą cie z miłością po głowie, mówiąc wesoło: będziesz znacznie lepszą tancerką niż ona, kochanie. Przez ileś lat PIELĘGNUJESZ w sobie to dziecinne postanowienie. By w końcu zapomnieć.

Któregoś dnia usiądziesz z rodzicami przed ekranem telewizora, zobaczysz 5- może 6-letnią dziewczynkę wywijającą niezwykłe piruety na scenie. Jeden z jurorów po występie zapyta ją: „Księżniczko, jak długo już tańczysz?” „-3 lata” – odpowie odważnie dziewczynka. Możliwe, że właśnie wtedy wrócisz do swojego marzenia sprzed lat i ze smutkiem stwierdzisz w myślach: Boże, gdybym zaczęła rozwijać swoje marzenie w tym wieku, w którym dziś jest ta dziewczynka, miałabym w tej chwili 20 lat doświadczenia. Być może będzie to moment, w którym raz na zawsze pożegnasz się z marzeniem sprzed lat przekonany, że już za późno.

I może latami będziesz trwał w tym przekonaniu. A w międzyczasie tego trwania, spełnisz swoje prawdziwe marzenie.

Wiem, że wśród nas jest wielu, którym wydaje się, że są za starzy na zmianę. Że to już nie ich czas. Myślimy: gdybym poszedł na inne studia, albo choć trochę bardziej angażował się w jakieś dodatkowe projekty w tamtym czasie. Gdybym miał więcej pieniędzy, wyjechałbym do innego miasta. Na pewno byłoby mi wtedy łatwiej. Gdybym zdał lepiej maturę, założył wcześniej kanał na YouTube, rozkręcił jakiś biznes…

Miałam być modelką, ale…

Wciąż mówimy sobie, że jest za późno. W liceum było na coś za późno. Na studiach było na coś za późno. Po ślubie jest na coś za późno i po trzydziestce jest na coś za późno. Gdy będziesz miał 50 lat, spojrzysz w lustro zawiedziony, że gdy nie było za późno, ty nic nie zrobiłeś.

chłopakWiecie, kiedyś myślałam, że będę modelką. Potem urosły mi cycki, a sadełko leniwie rozłożyło się na moich udach, pupie i brzuchu. Spojrzałam na siebie w lustrze i stwierdziłam, że z tej mąki chleba nie będzie. Potem pojawiła się w mojej głowie myśl, że może warto rozważyć wizję bycia psychologiem. W końcu lubię gadać z ludźmi i nierzadko słyszę, że moje słowa komuś pomogły coś zrozumieć, coś uświadomiły. Ale potem zauważyłam, że nie radzę sobie z ponownym tłumaczeniem tego samego. Że mój racjonalny sposób myślenia nijak ma się do emocji, które szarpią sercem ludzi, z którymi rozmawiam. Potem pomyślałam: może będę bizneswoman? W końcu kasa będzie się zgadzała, a jeszcze jaki prestiż! Ale okazało się, że pasuję do biznesu jak pięść do oka.

Ale wiecie, to wszystko, co napisałam powyżej mogłoby się spełnić. Nie wiem czy byłabym modelką, ale mogłabym spróbować nią być. Przynajmniej nie poddawać się po pierwszym: nie nadajesz się. Mogłabym pracować nad cierpliwością i rozwijać się w kierunku psychologii, albo poskromić trochę swoje nieokrzesanie i zostać, hehe, bizneswoman. Tylko, że tak naprawdę wcale tego nie chciałam. Bo gdybym chciała, każda z tych przeszkód nie stanowiłaby większego problemu.

Pamiętacie? Pisałam kiedyś o tym – wmawiamy sobie, że ludzie wyrastają z marzeń. A co, jeśli tak naprawdę do marzeń dorastamy?

Z drugiej strony – nawet jeśli każde z tych marzeń było prawdziwe, to trudno. Czas minął… nie spełniłam ich, who, tak naprawdę, cares? Nie każdy rodzi się w odpowiednim czasie i odpowiednim miejscu. Nie każdy ma identyczny start w życiu. No ale trudno, trzeba iść dalej. Na każdym etapie życia pojawiają się nowe wyzwania i nowe możliwości. Ja wiem, że trudno w to uwierzyć, ale tak jest.

W międzyczasie spełniania marzeń, spełniam marzenia

W międzyczasie tych zawodowych porażek, ciągle pisałam. Wypluwałam z siebie słowa z szybkością karabinu maszynowego. Nigdy przez te wszystkie lata nie zakładałam, że pisanie mogłoby być moim marzeniem.
Ja pisałam o marzeniach. Absolutnie nie marzyłam o pisaniu.

Może to i dobrze. Gdybym o tym marzyła, ktoś mógłby wyprowadzić mnie z błędu, w którym od lat tkwię – błędu, że potrafię pisać. Gdybym w gimnazjum podzieliła się z moją polonistką tym, że swoją przyszłość wiążę z pisaniem, być może powiedziałaby wtedy: Ulka, ty się lepiej naucz przecinki stawiać w odpowiednich miejscach i zdania krótsze tworzyć. Wtedy pogadamy. I te przecinki i krótsze zdania mogłyby stanowić dla mnie mur nie do przeskoczenia. Niepotrzebnie skupiłabym się wówczas nie na tym, jak pisać, a na tym, by pisać poprawnie.

meryl streepfoto: SONY PICTURES ENTERTAINMENT INC.

Pisanie wtargnęło w moje życie od tak. Niepostrzeżenie. Bo choć od dawna chodziła za mną myśl, by tworzyć coś w sieci, to założenie bloga było impulsem. Średnio przemyślaną decyzją, która zaprowadziła mnie w kilka fajnych miejsc i otworzyła trochę możliwości. Dziś wiem, że wiele rzeczy nie wydarzyłoby się w moim życiu, gdybym trochę bardziej przemyślała decyzję o otworzeniu bloga.

Przez te – już niedługo – trzy lata tworzenia, wielokrotnie miałam pokusę by zamknąć bloga. Widziałam jak robili to inni, znacznie lepsi twórcy niż ja. Widziałam również jak szybko rozwijali się blogerzy, którzy otworzyli swoje strony prawie równorzędnie ze mną i jakie dziś mają fantastyczne efekty. To zawsze trochę boli. Podważa myśl, że w istocie potrafię pisać.

I co prawda dalej nie rozwijam się w wybitnie szybkim tempie, to muszę przyznać, że przestałam się na tym fokusować. Wiesz dlaczego?

Bo marzenia lubią płatać figle i często pojawiają się w naszym życiu nie jako cel sam w sobie, a jego efekt uboczny. Możliwe, że nie traktując ich tak do końca serio, wyświadczamy sobie z przyszłości ogromną przysługę.

Co o tym myślisz?

/słuchając Michael Giacchino – Moving On

Cho na facebook!

1,630 total views, 6 views today