Małżeństwo – przejaw odwagi czy tchórzostwa?

Było o ślubach – Ślub – co dla Ciebie znaczy?, więc korzystając z klimatu, w którym Was zostawiłam, pokuszę się o postawienie jeszcze jednego kroku. Czy małżeństwo jest przejawem odwagi czy tchórzostwa?
Pomysł napisania o fenomenie małżeństw pojawił się jeszcze zanim powstał ten blog. Wiedziałam, że chcę poruszyć ten temat na nieco większą skalę. No więc poruszam. Zapraszam.

***
Pewnie każdy z Was po przeczytaniu tytułu tego wpisu, pomyślał – oho! znowu będzie zgrywać mądralińską i udawać, że w temacie małżeństw coś wie. Otóż – nie wiem nic.
Poza tym, że jak każda, albo prawie każda, dziewczyna zawsze marzyłam o pięknym „białym” ślubie. O sukni, o przygotowaniach, o tym momencie, kiedy idę z Ukochanym w stronę ołtarza, a wszyscy dokoła patrzą się na mnie i zazdroszczą. Tyle wiem. Resztę sobie dopisuję, dopowiadam. Do-wyobrażam.

I to „dopisuję”, „dopowiadam” i „do-wyobrażam” odbywa się na przestrzeni pewnych doświadczeń, obserwacji, a w konsekwencji wniosków, które wyciągam.

Zastanawiam się czy dziś o małżeństwie można mówić, że jest „szaleństwem”. Tak sobie wyobrażam małżeństwa w wykonaniu naszych rodziców. Ludzie spotykali się ze sobą kilka miesięcy i się pobierali.
Czy zawsze były to przemyślane i mądre decyzje? Pewnie nie. Czasami pewnie nazbyt lekkomyślne.
Ale na pewno były podejmowane w pewnym szaleństwie, za którym poniekąd tęsknię.
Bo gdyby dziś się zastanowić to ślub po półrocznej znajomości to oznaka ogromnej odwagi i… (dopowiedzcie sobie czego jeszcze:)

Nie jest tak, że to popieram. Albo inaczej – nie zdecydowałabym się pewnie na taki krok. Bo wcale nie uważam, że wszystkie małżeństwa pokolenia naszych rodziców są szczęśliwe. Wiem, że niejedna para chciałaby się rozwieźć i nie robi tego z tylko sobie znanych powodów.
Ale na pewno znakomita część pomimo prozy życia, która ich dopadła, wciąż o siebie walczy i zabiega.

Obserwując współczesne małżeństwa trochę się gubię. Bo sugerując się czasem trwania ich zwiazków (często po 5-7-10 lat), to decyzja ślubu na pewno musi być przemyślana.
A może nie jest? Może biorąc pod uwagę zegar biologiczny, który tyka, perspektywę trwania w jednym związku przez lata i myśl o tym, że prawdopodobnie już nikogo lepszego nie znajdziemy, decydujemy się na ten ślub właśnie.
Mamy nadzieję, że będzie lepiej, że pojawi się dziecko, które w tym małżeństwie nas tylko umocni.

A ono wcale nie umacnia, tylko różni rodziców. Skupia ich uwagę na sobie – co jest do pewnego stopnia normalne, a nie na miłości, którą powinni darzyć siebie nawzajem.

Moi Drodzy – co uważacie o małżeństwach tego pokolenia. Odwaga? Tchórzostwo? Wygoda? Strefa komfortu? Zapraszam jak co notkę do wypowiadania się w komentarzach i ankiecie, którą specjalnie dla Was przygotowałam. Link do ANKIETY

2,483 total views, 4 views today

  • Ja uważam, że małżeństwo to powinna być przemyślana ale to bardzo przemyślana decyzja, bo to zobowiązuje nas jednak do końca życia :)

  • Trochę nie rozumiem, jak można podchodzić do małżeństwa w sposób lekkomyślny… Może jestem w mniejszości, ale dla mnie małżeństwo to sprawa na całe życie. Decyzja, której nie można podjąć pod wpływem impulsu, chwili uniesienia, na przekór komukolwiek, czy „bo chce mi się pobawić na weselu”. Jak widzę takie argumenty to krew mnie zalewa. Jestem osobą wierzącą. Dla mnie ślub to przysięga przed Bogiem. Obietnica miłości, wierności, danie słowa tej ukochanej, jedynej osobie. Uważam, że trzeba się dobrze poznać przed ślubem, nawet zamieszkać, (wbrew temu co głosi religia, ale myślę, że lepiej zamieszkać i upewnić się, że to właśnie ta osoba, niż po ślubie dopiero zamieszkać i po pół roku się rozwieść bo okaże się, że nie jesteśmy w stanie ze sobą wytrzymać). Jasne, że każda dziewczyna marzy o białej sukni, pięknej weselnej sali i tysiącach innych bajerów, ale to wszystko dodatki. Ślub to ten w kościele, cała otoczka jest tylko dodatkiem. Reasumując również uważam, że decyzja o ślubie musi być przemyślana. Nie rozumiem na przykład ludzi, którzy biorą ślub tylko dlatego, że wpadli. Tak, jakby uważali, że wtedy anuluje im się grzech… Skoro dziecko już i tak jest w drodze to tym bardziej nie można brać ślubu „na odwal” a potem za parę lat rozwodzić „bo to jednak nie ten”. Przecież takie rozwody dzieci przeżywają jeszcze bardziej… No ale każdy ma inne podejście do sprawy… ile ludzi, tyle opinii :)
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie:
    http://www.takamojaparanoja.blogspot.com

  • znam już kilku rozwodników po trzydziestce. ślub był kiedyś wymogiem społeczeństwa, bez niego było się wyklętym i wytykanym palcami przez wszystkie sąsiadki, teraz już nie jest, wiele par żyje razem i wychowuje dzieci bez ślubu, więc nie wiem po co go brać? dla tej białej sukni? można chyba zrobić bal na swoją cześć i wydać 30 tysięcy nie biorąc ślubu, i nie trzeba wtedy zapraszać nielubianych ciotek. dla korzyści ekonomicznych i prawnych? chyba wyłącznie. bo romantyczne to dla mnie nie jest. to publiczne uroczyste podpisanie kontraktu, obudowane pięknymi tradycjami i obietnicami miłości, od strony psychologicznej często zabija miłość, i z moich obserwacji wynika, że coś w tym jest, znam już kilka par którym bez ślubu latami świetnie się razem żyło, a teraz są już po rozwodzie i nie mogą na siebie patrzeć. dodam, że nie mówię o ślubie kościelnym. dla osób religijnych to pewnie inna bajka. pozdrawiam:)

  • Przeraża mnie chęć brania ślubu tylko dlatego, że zegar biologiczny tyka i ‚ojoj jak ja później dojdę do macierzyństwa’. To moim zdaniem żałosne. Lepiej wtedy adoptować dziecko, albo już zamiast szaleć z takimi ślubami zaszaleć z in vitro. Może dość skrajna opinia, ale po co brać ślub, w przyszłości się rozwodzić, skoro można zrobić wszystko hmm na własną rękę?

  • Plaga rozwodów nastapiła włąsnie wsrod moich znajomyc (srednia wieku 25-35lat!) i to mnie własnie przeraza…. Na co? Na co brali? Wiem, ze wielu z nich, zeby się pochwalic ….. No to się pochwalili ;/

  • Pamiętam jak na naszym ślubie znajomy kapłan na kazaniu mówił o tym, że w dzisiejszych czasach świadomie brać ślub to odwaga i szaleństwo. Ślub z podejściem, że to decyzja na całe życie, że choćby nie wiem, co będziemy wierni. Odważne jest to, jak się nie czeka „na odpowiednią chwilę” – stabilną posadkę, super auto i wybudowany dom, tylko bierze ślub dlatego, bo to jest sposób, w jaki chce się żyć i to żyć jak najszybciej, żeby żyć tym życiem razem.
    Moim zdaniem wiele małżeństw obecnie zawieranych jest nie do końca świadome. Ludzie zostawiają sobie furtkę ewakuacyjną, przymykają oczy na „dopóki śmierć nas nie rozłączy”, dopowiadając, że zawsze możemy się rozwieść. Myślę, że wiele osób nie podchodzi do małżeństwa poważnie albo zupełnie się do niego nie przygotowuje, a jedynie organizuje piękny ślub.
    Tchórzostwem jest dla mnie jedynie ślub „z byle kim”, bo latka lecą, a smutno być samemu na starość.