Co mi dał chrześcijański kurs Alfa?

Kurs Alfa wspominam dziś trochę jak przez mgłę. Pamiętam, że poznałam wielu fantastycznych ludzi. Pamiętam formułę spotkań, smaczne jedzenie w trakcie i ciekawe rozmowy przy stole. Pamiętam niezwykłą serdeczność bijącą z oczu animatorów, posługujących i innych uczestników.

Mam jednak trudność z przypomnieniem sobie uczuć, które mi wówczas towarzyszyły. Przełomowy weekend w Hermanówce to w mojej pamięci zlepka zaledwie kilku wydarzeń, których teraz nie potrafię nawet do końca odtworzyć w pamięci. Plączą mi się i mieszają.  

A jednak kurs Alfa, mimo że dziś trochę po omacku szukam Boga, odmienił moje życie.

Początek

Nie mam pojęcia jak znalazłam się na wieczorze podsumowującym poprzednią edycję kursu i otwierającym kolejną. Pamiętam natomiast, że było bardzo dużo ludzi, którzy wyglądali jakby znali się od lat. Intrygowało mnie to z jednej strony, z drugiej – wprowadzało w zakłopotanie. Siedziałam gdzieś tam sobie w kątku, zajadając przepyszne ciasto i owoce i obserwując te wybuchy entuzjazmu co jakiś czas. Czekałam aż ktoś w końcu wyjaśni co tu się dzieje. 

  • Ula! Fantastycznie, że jesteś – usłyszałam nagle wesoły głos znajomej za plecami. 
  • Magda, o co chodzi, co się tu dzieje? – zapytałam.
  • Och, zobaczysz – odpowiedziała równie wesoło, po czym zmieniła temat, a chwilę później odeszła, życząc miłego czasu. 

Nie jestem w stanie dziś odtworzyć klatka po klatce tego, co działo się później. Możliwe, że ktoś wyszedł na środek i odpowiedział na pytanie, które zadałam koleżance. Jedno natomiast jest pewne – podczas tego wieczoru usłyszałam coś, co zmusiło mnie do przyjścia na spotkanie po raz kolejny i kolejny, i kolejny. I tak przez dziesięć tygodni. Tydzień w tydzień.

To było moje zdanie. To był ten bakcyl, który nie dawał mi spokoju po powrocie do domu. Drażnił mnie jak Księżniczkę drażniło ziarenko grochu w baśni Andersena. Wstałam rano okrutnie wymęczona tym zdaniem i postanowiłam poznać ciąg dalszy. 

 

Stoję na twojej drodze

Oceniamy pewne wydarzenia, które miały miejsce w naszej przeszłości po kątem tego, jaki wpływ wywarło to na NASZE obecne życie. Bywa, że z perspektywy czasu, mówimy o czymś: strata czasu. Niewarte zachodu. Dopiero niedawno pisałam tekst o MLM-ie, w którym przyznałam, że nie udało mi się zarobić fortuny i że poległam. Aż się prosi, żeby skomentować: 3 lata w plecy. Mogłaś w tym czasie zrobić milion innych rzeczy.

Podobnie można pomyśleć na temat tego, jak pod kątem wiary wygląda moje życie 4 lata po uczestnictwie w kursie. Dziś mam bardzo trudną relację z Panem Bogiem. Mało rozmawiamy, często w Niego wątpię. Nie proszę Go o prowadzenie i zapominam o tym, że jest. Nigdy nie byłam tak daleko Boga, jak teraz. Nawet przed kursem.
Więc co dał mi kurs Alfa? Czy, w kontekście tego o czym piszę, dał cokolwiek?

 

Gdybym 4 lata temu nie poszła na pierwsze spotkanie, nie usłyszałabym słów chłopaka, który podzielił się wówczas doświadczeniem Boga w swoim życiu. Pan Bóg nie poruszyłby wtedy mojego serca i nie miałabym trudności z zaśnięciem kolejnej nocy. Nie obudziłabym się obolała i nie zapragnęłabym pójść na kolejne spotkanie. Mój ówczesny chłopak i obecny mąż prawdopodobnie nigdy nie trafiłby na kurs Alfa i możliwe, że Pan Bóg nie wlałby tyle dobra w naszą relację. 

Nie uzdrowiłby jej i nie ocalił.

Gdybym wtedy nie poszła na to spotkanie, możliwe, że moja siostra nigdy nie zainteresowałaby się kursem Alfa i dziś, nie prowadziłaby spotkań w odległej Belgii. Wielce prawdopodobne jest również to, że nie poznałaby tylu fantastycznych ludzi, którzy wnieśli w jej życie na emigracji odrobinę światła. 

Więc w sumie duży wpływ na życie moje i bliskich wywarła ta jedna decyzja 4 lata temu. Myślę sobie, że być może Bóg posłużył się mną, by dotrzeć do innych. Może byłam łącznikiem w tej sprawie. Może poza mną, moim mężem i siostrą są jeszcze inni, którzy trafili na kurs Alfa i wpuścili trochę Boga w swoje życie, pośrednio dzięki tamtemu zdaniu, które nie pozwoliło mi zasnąć. 

Jak dłużej o tym pomyślę, to naprawdę duża sprawa. 

Coś Ci powiem, jeśli kiedykolwiek trafisz na wzmiankę na temat kursu Alfa w swoim mieście, wybierz się na pierwsze spotkanie. Być może zdarzy się wówczas coś podobnego do tego, co sama przeżyłam. Możliwe, że nie. Bo przecież Bóg to nie studnia życzeń. Ale wiesz, zaryzykuj i daj Mu szansę. 

Może kolejnego dnia obudzisz się obolały i zapragniesz poznać ciąg dalszy. 

1,995 total views, 6 views today

  • Cudowny tekst! Ja często analizuje historię swojego życia właśnie poprzez takie ciągi przyczynowo-skutkowe. To pokazuje też, że nic nie dzieje się bez przyczyny, że we wszystkim jest sens, nad wszystkim czuwa Pan Bóg. Dzięki za to świadectwo :)