7 największych utrapień okularników

Uwielbiam nosić okulary. Od zawsze. Od pierwszych, bez problemu przeczytanych, słów z odległości. Uwielbiam to, że można nimi upiększyć niejedną facjatę.
Poważnie. Czasami, gdy podchodzę do lustra bez okularów, to przez chwilę zastanawiam się co to za potwór z Loch Ness mi się przygląda po drugiej stronie.
Dopiero później dostrzegam za plecami mojego brata!
BANG!

Miałam krótki epizod z soczewkami. Nie był to kaprys, ani żadna ciekawość sprawdzenia jak wygląda świat z perspektywy bezokularników. Musiałam to zrobić w celach zawodowych.
I wspominam źle.
Bardzo często piekły mnie oczy, soczewki się wysuszały, a ich założenie było codziennym utrapieniem. Poza tym myślę, że wyglądałam wtedy po prostu źle.
Weźcie te fakty pod uwagę, podczas czytania moich narzekań.

To są jedyne ładne zdjęcia, które mam bez okularów, na wszystkich innych widać mojego zeza:

pageeee

To co? Ustaliliśmy, że okulary są super? I że je uwielbiam?

Świetnie!
To w takim razie, pozwólcie, że teraz trochę na nie ponarzekam.

1. „ZIMA” I „OKULARY” NIE POWINNY BYĆ UŻYWANE W JEDNYM ZDANIU


Nie wiem, czy nie lubię zimy bardziej ze względu na to, że jest mokra i zimna, czy dlatego, że w tym czasie przeżywam swój okularowy horror.
Chodzi oczywiście o parowanie szkieł. Wkurza mnie ten fakt, bo przez pierwszych kilka minut po wejściu do autobusu/mieszkania/kościoła/etc. jestem ślepa mimo, że mam na nosie okulary.
Czasem je zdejmuję i modlę się w duchu, by nie spotkać jakiegoś znajomego, którego a) nie rozpoznam, b) zobaczy mojego zeza, c) stwierdzi, że tak naprawdę wcale nie jestem ładna.
Chlip.

2. CAŁOWANIE W OKULARACH NIE JEST ZBYT KOMFORTOWE


Dokoła unosi się dzikie podniecenie, w brzuchu wariuje tysiąc motyli, Mężczyzna Twojego życia właśnie próbuje złożyć na Twoich ustach namiętny pocałunek, a wtem okulary postanawiają żyć własnym życiem.
Przekręcają się, wyginają, parują i robią wszystko, by zepsuć ten intymny klimat.

3. BRUD CZY ZARYSOWANIA?


Podobno są na rynku szkła odporne na oba – ja nie miałam przyjemności ich wypróbować, więc nie wiem jak się sprawdzają.
Natomiast te okulary, które do tej pory kupowałam – czyli łącznie jakieś 6-7 par – miały tę okropną wadę, że się brudziły. A skoro brudziły, to również w końcu zarysowywały.

I chociaż po kupnie nowej pary, ZAWSZE obiecuję sobie, że zestaw to ich czyszczenia będę miała absolutnie NON STOP pod ręką, to w końcu i tak prędzej, czy później pojawia się sytuacja, kiedy o tym zapominam.

Ale to specyfika mojego roztrzepania.

4. SPADAJĄ Z NOSA


Mój aktualny nabytek był tak dobrze dostosowany do twarzy, że przez pierwszy rok, naprawdę, nie miałam na co narzekać. I chociaż zauszniki na początku wbijały mi się w skórę głowy, to miałam ten komfort, że niezależnie od tego, co robiłam, one ciągle były na swoim miejscu.

Pamiętam natomiast sytuację, kiedy dwa lata temu wybraliśmy się z Melancholikem do Thorpe Parku w Chertsey. Ja wiem – okulary na nosie podczas jazdy rollercoasterem to nie jest najlepszy pomysł. No, ale miałam do wyboru – widzieć i ryzykować, że mi spadną, albo skupić się wyłącznie na samej jeździe.

Wybrałam to pierwsze i przyznam, że niemal za każdym razem udawało mi się okulary przytrzymywać ręką. Co dodatkowo podnosiło poziom adrenaliny, bo wtedy zostawała mi tylko jedna ręka, którą mogłam trzymać się pasów bezpieczeństwa.

Niemniej, na jednym z rollercoasterów – SAW – zapomniałam o tym, że mam na nosie okulary (swoją drogą często zapominam) i jak gdyby nigdy nic oddałam się przyjemności jazdy.
Złapałam je w chwili, kiedy odlatywały z mojego nosa.
Co to była za adrenalina!

DSC00944

A tak mniej hardkorowo – bo nie co dzień okularnikom zdarza się śmigać na rollercoastery, to odnotowałam, że mniej więcej po roku użytkowania, okulary zaczynają stopniowo osuwać się z nosa. I tutaj nie ma znaczenia, czy to są okulary z wyższej czy niższej półki cenowej. Bo miałam przyjemność korzystać z różnych.
Tak po prostu jest.
Albo ja mam tak asymetryczną twarz, że w końcu wszystkie oprawki wymiękają i się luzują.

5. OKULARY PRZECIWSŁONECZNE? ZAPOMNIJ!


Nie jest to problem nie do rozwiązania.
Można kupić korekcyjne okulary przeciwsłoneczne. One chyba nie są też jakoś wybitnie drogie (choć nie wiem).
Ale – jeżeli wziąć pod uwagę trendy okularowe, które zmieniają się co jakiś czas i pogarszającą się wadę wzroku – bo w ostatnich latach moja całkiem nieźle postępuje –  to na razie nie korzystam z tego udogodnienia.
Kiedyś. Może.

Na dzień dzisiejszy radzę sobie z tym problemem, jak mogę. Na plażę – mimo wszystko zabieram ze sobą okulary przeciwsłoneczne i na te krótkie chwile jestem po prostu ślepa.

A w innych, codziennych, sytuacjach mrużę oczy w nadziei, że moje kremy przeciwzmarszczkowe naprawdę działają cuda.
I żyję.

6. ZMARSZCZKI MIMICZNE


Ten punkt jest chyba logiczny. Więc nie wiem czy warto go komentować.
W dalszym ciągu liczę na cudowną moc moich kremów.

7.
— I JAK? KTÓRE OKULARY PODOBAJĄ SIĘ PANI NAJBARDZIEJ?
— NIE WIEM. NIE WIDZĘ.


Szczęście, że okulary kupuję średnio raz na dwa lata i mam kochanych przyjaciół, którzy ZAWSZE chętnie doradzają mi w kwestii doboru oprawek. Bo, serio, inaczej bym sfiksowała.
Wybór okularów to jeden z trudniejszych/najgorszych/najcięższych zakupów w moim życiu. Nie lubię tego robić, bo nigdy nie jestem w 100% pewna, że wyglądam w nich dobrze.

No bo, wyobraź sobie, że kupujesz jeansy.
Nie masz pojęcia jak w nich wyglądasz – bo dokoła nie ma żadnych luster. Jedyne, na czym opierasz swój wybór, to fotki, które zrobił Ci znajomy albo jego własna opinia.

Super, jeżeli doradza Ci ktoś, komu ufasz, ale mimo wszystko to wciąż jest mega niekomfortowa sytuacja jak dla mnie.



OK.
Ponarzekałam i czuję się lżej.

Ps. Ja absolutnie zdaję sobie sprawę z tego, że każdy z tych punktów jest do wyeliminowania. Można przecież zaplanować spontaniczny pocałunek, okulary przeciwsłoneczne zakładać na te normalne i coby zmniejszyć prawdopodobieństwo ich osuwania się z nosa, można je przywiązać na gumkę.
No przeca.

Niezależnie od rangi tych punktów i od tego, jak bardzo utrudniają mi życie, nigdy nie przejdę na soczewki.
Bo ja po prostu uwielbiam okulary.

» 5 plusów bycia okularnicą

 

***

Jeżeli nie chcesz, żeby umknął Ci jakikolwiek tekst, który publikuję, polub mnie na fejsie – zaznaczając opcję: „otrzymuj powiadomienia”.

3,197 total views, 16 views today

  • Odkąd pamiętam, chciałem nosić okulary, traf chciał, że do niedawna miałem sokoli wzrok i widziałem lepiej niż większość śmiertelników. Ostatnio zdiagnozowano mi rozjazd w oczach w związku z tym przypisano okulary. I po tym miesiącu noszenia, dodam coś nie coś do Twoich pktów ;)

    ad 1. Nie wiem jak okulary zachowują się zimą, wiem, że jest „zabawnie” jak otwieram świeżo ukończoną zmywarkę (buch parą w twarz), albo spróbuję się napić jeszcze ciepłej kawy/herbaty… ugh…

    ad 2. Okej, to przemilczę, choć tak właściwie każda rzecz może tu zawadzać…;) Światło słoneczne, długie włosy, co-kol-wiek ;)

    ad 3. Najgorsza rzecz to chyba zabrudzenia na szkłach. Nie wadzą do momentu jak zauważę jakąś mgiełkę w polu widzenia… a potem czyszczenie czasem i po 15min by nie było smug i takich tam. Na szczęście zestaw do czyszczenia (szpraj i mikrofibrę) mam zawsze w torbie. Polecam 1razówki do czyszczenia szkieł z Lidla, 5PL = 50 sztuk i można schować kilka do kieszeni spodni/torby/czegokolwiek ;)

    ad 4. Jak spadają z nosa to robisz palcem wskazującym gest puknięcia się w czoło, tylko nieco niżej i… brudzisz szkła! Patrz pkt 3.

    ad 5. Posiadam fotochromy, czyli takie które przyciemniają się w momencie gdy obrywają promieniami UV emitowanymi przez słońce. Wygodne to, nawet nie inwazyjne. Jeden mankament to zostawianie okularów na parapecie okna przed snem.

    I to chyba tyle w tej kwestii, ciekaw jestem kolejnych wpisów „z cyklu” ;)

    • Ha! Masz rację! Każdy buch parą po oczach zawsze spoko ! :D
      No właśnie te fotochromy to niekoniecznie mi się podobają.

      #dalejliczęnacudotwórczedziałaniamoichkremów :)

      • Serio, na ulicy zauważam, że mi zaciemniło dopiero jak zobaczę się w odbiciu a w pomieszczeniach oczy mi się przestawiają na większy pobór światła (night mode – w sensie źrenice się rozszerzają ;)) i nie zauważam „ciemności” ;)

        Co prawda w pracy się ze mnie śmieją, że przychodzę z brudnymi okularami no aaaleee, cena warta nie robienia z siebie Azjaty na ulicy ;)

  • W brudnych okularach to gorzej niż bez okularów.
    Co do pocałunków, czasem z jeszcze nie mężem się zderzymy oprawkami ;)
    A tak po za tym uwielbiam swoje okulary ponad wszystko. Na szczęście moja wada wzroku jest malutka więc wybieranie okularów, to była dla mnie przyjemność, no i zimą po prostu nie zakładam ich na dworze, mamy przy sobie na wypadek jakbym miała coś czytać.

  • Haha, rewelacyjny post :) Ja mam wiecznie brudne okulary! Dodałabym jeszcze jeden punkt – pytanie fryzjerki „może być? Odpowiednia długość?”, kiedy okulary leżą sobie na stoliku przede mną. :D

    • Rzeczywiście! :D
      W ogóle te wyjścia do fryzjerów są straszne. Praktycznie cały „zabieg” trzeba siedzieć bez okularów, a potem człowiek zdziwiony, że fryzura nie ta, kolor nie ten…:P

      • Tak, i nie wiadomo, gdzie podziać wzrok – gapić się na siebie (taką rozmazaną plamę), czy gdzie, skoro i tak nic się nie widzi? :P

  • Ja nie mogę nosić soczewek…. Raz próbowałam je założyć ale najwidoczniej mam tak małe oczy, że nawet przy rozchyleniu powiek soczewka wadzi mi o rzęsy. Więc nie narzekam, bo w dowodzie mogłabym mieć wpisany kolor oczu „niebieski ze smugami i tęczą”.

  • Nie miałam pojęcia o istnieniu tego wpisu. Jest świetny! :) Ja u siebie wypisałam praktycznie te same spostrzeżenia, chociaż o spadaniu z nosa mi się zapomniało.
    Pozdrawiam!

  • Bardzo ciekawy wpis! Podpisuję się pod większością punktów. Może kiedyś spróbuję soczewek, ale póki co nie odczuwam takiej potrzeby. Już się przyzywczaiłam, że okulary są pierwszą rzeczą którą zakładam po wstaniu i ostatnią którą przed snem zdejmuję :)

  • Ja przestałam nosić okulary właśnie przez parowanie … to była chyba wiosna, było mokro padał deszcz, wchodzę na pocztę… i nagle biało … Straciłam wzrok całe szczęście na chwilę ;).

    • To nie była prawdziwa miłość! :P

  • Parowanie okularów… dla mnie, jako nałogowej herbaciary, ten punkt jest ogromnym utrapieniem. Na całe szczęście nie muszę nosić ich cały czas, więc da się żyć. Przy wyborze oprawek na całe szczęście miałam lustro, ale i tak przez pół godziny nie mogłam się zdecydować ;)

  • Co do okularów słonecznych śmiało biegnij do optyka, można zamówić szkła barwione z polaryzacja z wadą, sama zaniedlugo będę miec, ale mam takie zwykle oprawki w których mam szkła barwione i są mega. Co do soczewek na rynku jest mnóstwo i trzeba znaleźć swoje, na początek najlepsze są jednodniowe, ponieważ są mięciutkie:) wszystko naprawdę zależy, ja przebyłam drogę juz przez masę soczewek, każde się od siebie różniły, były takie ktore mnie uwierały albo zamazywały obraz, ale znalazłam tez takie, ktore po noszeniu cały dzień były dalej wygodne, najlepsze do chodzenia sa takie tez z funkcja spania, jednak spac nie polecam. Moja mama jest optykiem więc troszkę na ten temat wiem… Nie namawiam do zmiany, ale zawsze można spróbować :) a z minusów to dodałabym jeszcze ograniczone pole widzenia, bo trzeba przekręcać cała głowę by cos zobaczyc :)

  • Moja największa udręka to smugi – nie nadaję się do tego zawsze jakoś upaćkam okulary i milion razy dziennie muszę je pucować, ale mam tak kochanego faceta, że na wspólne wypady/seanse to on mi dopieszcza szkiełka :) Tak, tak Ulu też nosze okulary jak chcę widzieć numer autobusu lub poznać męża z daleka :D

  • Pingback: 5 plusów bycia okularnicą • Okularnica()

  • Pingback: Zagubieni w sieci - ludzie z Google#1 | Okularnica()