Przemyślenia na szóstą rocznicę związku

Zamykam oczy i widzę jak zmierza w moim kierunku z uśmiechem, od którego miękną mi kolana, a który nawet w połowie nie działa na mnie tak, jak ten dzisiejszy.
– poznaliśmy się dokładnie 3 miesiące temu – mówi. A ja myślę: “cholera, już?”

Obraz się zmienia i widzę miejsce, w którym świętujemy naszą pierwszą rocznicę. Miejsce, w którym za nieco ponad sześć lat, będziemy celebrować resztę wspólnego życia – wtedy oczywiście nie mamy o tym pojęcia.
Stoimy w altance i robimy sobie wspólne selfie. Potem on całuje mnie w szyję, a ja pytam Boga, czy nie dał mi tego szczęścia przez pomyłkę.

Niedługo minie sześć lat odkąd jesteśmy razem.  To bardzo, bardzo długo. Dlatego pomyślałam, że podzielę się z Wami pewnymi przemyśleniami, które z perspektywy czasu wydają mi się bardzo istotne. To pierwszy powód wpisu. Drugim jest myśl, że fajnie byłoby przed rozpoczęciem związku z Melancholikiem usłyszeć przynajmniej połowę tych mądrości – to zaoszczędziłoby mnóstwa niepotrzebnych spięć i nieporozumień więc może jest wśród Was ktoś, komu ten tekst na etapie życia, w którym się znajduje okaże się pomocny. Trzeci powód wiąże się z faktem, że to ostatnia rocznica, którą przeżywamy jako panna i kawaler. Chcę więc ten czas jakoś podsumować.
Oto rady, które skierowałabym do 20-letniej Uli. 

Drużyna pierścienia

Magia minie
Dajcie czasowi czas

Związek nie może być ciężką pracą

Faceta nie zmienisz
Przepraszanie to siła, a nie słabość

Nie czyń siebie klatką

Wyszczególniając konkretnie te punkty, chciałam pokazać co, wg mnie, jest niezwykle w związku ważne. To nie są jedyne przemyślenia/rady, które przekazałabym swojej młodszej wersji. Ale te, bez wątpienia są najistotniejsze.

Co na ten temat myślicie, co Wy przekazalibyście młodszej, o długość trwania związku, wersji siebie?

2,347 total views, 14 views today

  • ad.

    Siemka, jeszcze nigdy nic nie skomentowałam na Twoim blogu ale tutaj sobie pozwolę, o ile Ty pozwolisz:)
    Dużo tu prawdy w tym co mówisz, choć powiem Ci, że gdybym ja nie postawiła sprawy twardo „przyjeżdżasz do Polski albo to koniec bo mam dość bycia na odległość” i pozwoliłabym na to by „jeszcze trochę zarobił, popracuje, posiedzi i za jakiś czas może zjechał na stałe” to teraz byłabym sama. On się bał, bronił rękami i nogami, bał się braku pracy, biedy i świadomości że będzie tu miał jedynie mnie. Jak tu przyjechał było koszmarnie. Na prawdę to była katastrofa, nie potrafiliśmy się odnaleźć, dogadać. Ciągle wszystko porównywał do Anglii, jak to tam było cudownie a tu źle, ja to odbierałam strasznie personalnie. Musiało przejść mnóstwo awantur, burz, wylanych łez i wrzasków typu „jeśli tak to ja wracam!” albo „chcesz to jedz, mam to gdzieś!” żebyśmy znaleźli to co ważne. Co prawda znów wyjechał, ale czas jaki był tu pozwolił nam się zbliżyć na tyle, że „puściłam go” na kilka miesięcy ze względów tylko ekonomicznych i to on teraz bardziej płacze,, że chce już wracać, bo przy mnie ma swój dom. Ufam mu, wiem że do mnie wróci, wiem że mamy wspólną przyszłość przed sobą. Ale to ja musiałam „zamknąć go w klatce” a przynajmniej na chwilę to zrobić. Pomiędzy jego przyjazdem do Polski a teraz wyjazdem kilka razy mówił mi, że pojedzie zarobić i wróci. Ale nie pozwalałam. Mówiłam i tłumaczyłam, że to będzie dla nas złe, że to nie ten czas. Posłuchał i dlatego teraz z czystym sumieniem mogliśmy sobie pozwolić na rozłąkę.
    A tak swoją drogą ciężką opcją jest „przyjaciółka” faceta, ale jeszcze gorszą zazdrosna zawistna laska zabraniająca kontaktów. A ze wszystkiego wszystkiego najgorszego jest przyjaciółka, która jednocześnie jest byłą…

    • Ja Twojej sytuacji nie oceniałabym w kategoriach klatki. Zobacz, czułaś jakiś czas temu, że to nie jest ODPOWIEDNI moment na rozłąkę, obawiałaś się, że konkretnie na tamtym etapie związku, mogłoby Wam to zaszkodzić. Mi się wydaje, że to mądrość, a nie klatka. Ja będąc, powiedzmy, w podobnej sytuacji przed laty, nie przekonywałam do zostania, nie walczyłam o ten związek. Powiedziałam: jedź. Czy gdyby podobna sytuacja przytrafiła się mi i Melancholikowi, zachowałabym się podobnie? Nie sądzę. Pewnie bliżej byłoby mi do Twojej postawy. Albo – tak jak pisałam – wyjechałabym z nim.
      To, że teraz pozwoliłaś mu jechać, bo – jak powiedziałaś – mu ufasz, osobiście wydaje mi się doskonałym argumentem za tym, że jednak nie czynisz siebie klatką.

      Temat przyjaciółek jest trudny. I osobiście mam takie podejście, że jak jesteś w związku, to lepiej nie utrzymywać bliskich relacji z osobnikiem przeciwnej płci, bo mam wrażenie, że to zawsze kończy się źle. Byłych lasek, które po rozstaniu uchodzą za przyjaciółki nigdy nie zaakceptuję. Może powinnam była dodać to w tekście. ;)

      Ps. Wpadaj częściej. ;)

  • Ja osobiście uważam, że związek jest ciężką pracą… Bo jeśli się odpuści, to w pewnym momencie wspólny obrany kurs zacznie się rozjeżdżać… O relacje międzyludzkie trzeba dbać cały czas. Łatwo jest się zatracić we własnych sprawach, własnych myślach, własnych planach. Z natury jesteśmy egoistyczni, może nie wszyscy, ale zdecydowana większość nas.
    Poza tym świetne rady dla młodszej Uli :) Ale kto by musiał Ci je przekazać, abyś je wprowadziła w życie? Chyba nie ma takiej Mądrej Głowy :) Wszystkiego musiałaś doświadczyć sama. I o ile mądrzejsza jesteś teraz :)

    • Moja starsza wersja, która cofnęłaby się w czasie :)

  • Zazdroszczę prowadzenia dziennika. I to przez dwa lata! Wszystko, co jest tam opisane musi być bezcenne. Ja takiego nie posiadam, teraz też nie zawsze potrafię się zmobilizować chociażby do uzupełnienia albumu na zdjęcia, odkładam na później i ciągle wydaje mi się, że pamięć jest niezawodna, za pół roku, rok, dwa lata, wszystko będę pamiętać tak samo. Nie będę i tak wiele dobrych chwil mi umknie.

    • Te dzienniki to najwartościowsza rzecz, którą mam w mieszkaniu. Bardzo się cieszę, że je prowadziłam. Aktualnie prowadzę miesięczniki, albo nawet roczniki, ale pracuję nad motywacją.. ;)

  • Pingback: Jeżeli masz wątpliwości, już dawno przestałeś kochać | Okularnica()