Roczny kurs językowy z Empik School – czy warto?

Pamiętacie tekst – ucz się, idioto, angielskiego? Co ciekawe to jeden z najczęściej odwiedzanych, przez “Ludzi Googla”, tekstów na tym blogu. Zaraz obok niego jest “Czego nauczył mnie wyjazd do Anglii?” Przypadek?
Nie sądzę. Pomyślałam więc, że to dobry czas i miejsce na podzielenie się z Wami wrażeniami na temat tego, co mi dał roczny kurs językowy z empik school.

W opublikowanym, przed rokiem, tekście pisałam o tym, jak z perspektywy czasu żałuję, że podczas edukacji poświęcałam tak niewiele czasu na naukę angielskiego. Nauczyciele mówili, tłumaczyli, że w przyszłości za to, co wówczas miałam za darmo, będę płaciła gruby hajs. Kiwałam głową w geście zrozumienia i robiłam swoje. Czyli wiecie co.
Od publikacji tekstu do teraz minął niecały rok. W międzyczasie brałam udział w wakacyjnym kursie językowym z AIESEC, a później w “rocznym” (październik – czerwiec) z Empik School.

I teraz – chcę, żeby było jasne – wrażenia i refleksje, którymi się z Wami dzielę na temat Empik School są poparte wyłącznie moim doświadczeniem. Gdybyście zapytali Melancholika albo moją przyjaciółkę – którzy kurs angielskiego w tej szkole zaczęli równolegle ze mną (każde z nas jest w innej grupie), prawdopodobnie powiedzieliby coś zupełnie różnego niż ja. Dlatego weźcie, kochani, poprawkę na to, co napiszę. 

Na jedne z zajęć, gdzieś w połowie trwania kursu, przyszła pewna pani z prośbą o wypełnienie króciutkiej ankiety nt. tego, co uważamy o Empik School. Trafiła z ankietą w bardzo złym momencie, pomyślałam wówczas, bo nie ma ani jednej rzeczy, którą mogłabym wskazać na plus w tej szkole. Ani, kurkawodna, jednej.

Wiele miesięcy później zrozumiałam, że niezależnie od tego, w którym momencie by do nas wpadła owa pani, byłby to zły moment. Bo dziś, gdy mój kurs zmierza ku końcowi, wciąż nie mogę powiedzieć o tej szkole za wiele dobrego.
Dobra, prowadzący to spoko ziomek. Serio, bardzo stara się urozmaicać nasze zajęcia poprzez różne gry, prowokuje tematy do dyskusji i ogólnie zawsze jest mega pozytywny.
To by było na tyle. Reszta mi się nie podoba.
Nie podoba mi się na przykład:

Określanie poziomu

W tym punkcie akurat cała nasza trójka jest raczej zgodna. Określanie przez szkołę poziomu, na którym się znajdujesz jest, mówiąc kolokwialnie – do dupy. Dostajesz test. Po wypełnieniu i późniejszym oszacowaniu wyniku trafiasz na rozmowę z lektorem, który zamieniając z tobą kilka zdań określa, do której konkretnie grupy powinieneś trafić.

W moim przypadku stwierdzono, że nadaję się do grupy B2+ (czyli takiej pośredniej między B2 a C1). Ucieszyłam się, bo mówiąc szczerze, byłam przekonana, że poziom B1 to maks, na który mogę liczyć. Wszystko do tej pory wydaje się grać i tańczyć.
Do czasu aż trafiam do grupy. Przewinęło się przez nią sporo osób. Były takie, które po kilku zajęciach przestały chodzić oraz takie, które dołączyły do nas w trakcie trwania kursu. W tej chwili, poza mną, jest ok 6 stałych osób.
Dwie, które po angielsku mówią prawie tak samo dobrze jak po polsku, 3 (w tym ja) których poziom jest poprawny, u jednej osoby poziom jest średni i ostatniej – beznadziejny.

Opisałam Wam rozbieżność w poziomie grupy, bo uważam, że takie rzeczy nie powinny mieć miejsca. Jeżeli zdaniem prowadzącego mój poziom angielskiego jest za słaby w stosunku do reszty słuchaczy, to powinien mi o tym powiedzieć. Zaproponować inną grupę. Byłoby to w porządku do tych z uczestników, którzy nie mają problemu ze zrozumieniem treści poleceń i nie trzeba powtarzać im wszystkiego po polsku.

Rozbieżność wiekowa

Najmłodsze dziewczyny (3) mają po 16-17 lat, 2 osoby (w tym ja) 24-26, 2 osoby po 30. Podaj cel, dla którego zaczęliśmy ten kurs. Nie no, jasne, że wszyscy mamy inny cel, nawet jeżeli znajdujemy się w podobnym przedziale wiekowym, ale wierzę, że mimo wszystko można nieco dokładniej określić co kieruje 30-latkiem, a co 15-latkiem. Moim motywatorem może być pragnienie wyjazdu za granicę, niekoniecznie na szmatę, ich – presja rodziców albo/i społeczeństwa. Mnie np. dużo bardziej niż gramatyka, interesuje słownictwo czy rozumienie wypowiadanych słów, młodzież z kolei skupia się na wszystkim, bo w szkole muszą zaliczyć każdy dział po kolei.

Uważam, że takie rzeczy powinno brać się pod uwagę. Zajęcia dla osób, które okres edukacji mają za sobą, powinny przebiegać inaczej, a zajęcia dla uczniów/studentów inaczej. 
Szkoda, że Empik School jest innego zdania.

“In english, please”

To, co bardzo podobało mi się w kursie językowym z AIESEC to fakt, że uczyła nas Marokanka z Casablanki. Podobało mi się to, bo wiedziałam, że jeżeli nie będę potrafiła jej czegoś wytłumaczyć po angielsku, nie zacznę tego robić w języku polskim. Uwaga! To zupełnie jak za granicą – jeżeli masz trudność z komunikacją, mówisz naokoło, może nieporadnie, ale wciąż w języku angielskim. Swojego nie używasz, bo to przecież nie miałoby sensu.

Bardzo mi brakowało na zajęciach w Empik School poczucia, że jedynym językiem, który mogę wykorzystać w celu komunikacji jest właśnie angielski. Nauczyciel starał się tłumaczyć nam wszystko w tym języku, ale niestety bardzo często musiał posługiwać się również polskim. Uważam, że nie byłoby takiej potrzeby, gdyby precyzyjniej określono poziom umiejętności człowieka zainteresowanego kursem. Ci, którzy trafiliby do słabszej grupy, nie mieliby absolutnie żadnego problemu z używaniem rodzimego języka podczas zajęć, w przypadku osób, które radzą sobie lepiej – nie byłoby potrzeby korzystać z dodatkowego tłumaczenia.
Wszyscy byliby happy.

Nie jestem zadowolona z tego, jak wygląda kurs językowy w Empik School. Męczą mnie zajęcia w tym miejscu, bo ciągle mam wrażenie, jakbym była w szkole. Zupełnie inaczej czułam się natomiast na zajęciach z AIESEC, podczas których nie korzystaliśmy z żadnych książek, prowadząca nie zadawała nam prac domowych. Po prostu sobie gadaliśmy. Na różne tematy. Tak, jak odbywa się to za granicą. Gdy dodamy do tego informację nt. opłat, to Empik School odpada w przedbiegach.

PS W trakcie pisania tego tekstu otrzymałam na skrzynkę informację o kolejnych zapisach na kurs z AIESEC. Zaczyna się on 9 maja i trwa do początku lipca. (2x 1,5h w tygodniu). Ja niestety skorzystać nie mogę, bo wciąż uczęszczam na zajęcia do Empiku, poza tym mam w tym czasie za dużo rzeczy na głowie, ale może Wam oferta przypadnie do gustu.

Koszt: 200 zł/2 miesiące.
Link do zapisu: tuta-jo!
Miejsce: Białystok

Trochę ponarzekałam, ale może Wy macie inne doświadczenia z tego typu kursami? Może ktoś z Was uczęszcza do Empik School i jest zadowolony. Opowiadajcie!

 

738 total views, 4 views today

  • Urszulo,

    Przeczytałem uważnie od początku do końca ten tekst i ten, który przytoczyłaś we wstępie. I tak jak Ty zaznaczam – to jest tylko moje doświadczenie i ocena, a ponadto niewykluczonym jest, że każdy inny w mojej grupie miał nieznacznie lub w całości odmienne doświadczenie.

    Moje doświadczenie było takie – chodziłem do szkoły prywatnej 7 lat od IV klasy podstawówki do I klasy liceum. Miałem 3 nauczycieli i jednego goszczącego anglika (dosłownie ze 3 razy gościł). Zacząłem zatem mając 11 lat.

    Jeśli chodzi o nierówność poziomu (także w swobodzie gadania i rozumienia poleceń) – zakładam ja i założyli najpewniej oni, że masz predyspozycje, aby nadgonić i dobić do poziomu tych, pewnie poniekąd subiektywnie, lepszych. Nie tylko za fakt, że jesteś tam z własnej woli i najpewniej wydajesz własne pieniądze (to motywuje, szczególnie w odróżnieniu od młodziaków, którzy uczęszczają z przymusu i najpewniej rodzice płacą), ale także za fakt predyspozycji (to wyszło z testu). Analogicznie dzieje się ze studiami zaocznymi (pod warunkiem, że nie chodzi o dyplom, a rozumienie i wiedzę). Nie daj argumentu, że do szkoły poszłaś z poczucia nierówności lub z poczucia obowiązku rozwijania siebie samej bez faktycznego przekonania, tylko z pragnienia poznania języka i używania go dla własnej satysfakcji i korzyści.

    Miałem podobne doświadczenie – nawet jak nie znało się słowa to kazano opisywać je po angielsku tak długo, aż słuchacz się domyślił i ewentualnie podpowiedział. Od początku do końca w uczonym języku. Herbata? That something, in glass, or cup, in morning, You drink, not coffee. I wszystko jasne. Różnica względem postaw mojej i Twojej mogła wynikać z faktu, że byłem dzieciakiem i jeszcze nie poznałem wstydu za fakt nierozumienia rzeczy. Dla uczniaka była to ciekawość i/lub odwaga, ale dla dorosłego byłaby to arogancja. Jednocześnie przez cały czas miałem wrażenie, że nie dobijam do poziomu wszystkich w grupie. Oceny też o tym świadczyły, ale nie przejmowałem się nimi (ta sama odwaga decydowała o wielu, niekiedy głupich, pytaniach).

    Gorąco polecam odważać się bardziej i gadać więcej. To jest trudne i sprzeczne z przekonaniem ludzi, którzy już coś wiedzą i umieją w wielu dziedzinach, aby postawić się w roli uczniaka. Pominąć dyskredytujące w głowie własnej ryzyko bycia postrzeganym, jako nierozumiejącego kwestii, ale zamiast tego, jako brnącego w zrozumienie kwestii. Z odwagą, a może nawet buńczucznością. Pomóc w tym może przekonanie, że znajomych z grupy nie spotka się w dalszym życiu (odmienne przekonanie względem półbliskich niekiedy aktywuje wyuczony u ludzi refleksyjnych i świadomych siebie wstyd).

    Do dorosłego, refleksyjnego siebie człowieka by się powiedziało: arogancko każ nauczycielowi uwzględniać siebie w zajęciach tak abyś, nie koniecznie będąc w centrum uwagi, nie traciła nic z tego, na czym Ci zależy i za co płacisz, bo nauczyciel wie w jakiej roli występujesz i rozumie komercyjną atrakcyjność zajęć.

    Gdybyś miała 10 lat użyć należałoby argumentu: dając z siebie dużo, brnij. Odważnie każ się słuchać na każdych zajęciach zadając każde pytanie. Jesteś tam, tak samo jak inni, nie przez przypadek.

    Oba te stwierdzenia znaczą to samo, tylko stanowiłyby argument do różnych odbiorców. Łatwo gadać takie mądrości. Mając jednak duże, choć łatwiej zdobyte, doświadczenie w roli ucznia oraz skromne doświadczenie nauczyciela ryzykuję przekonanie, że takie podejście byłoby słuszne. W związku, z czym bardzo zachęcam do tego abyś uznała, że jesteś uczniem na poziomie tych nastolatek. Niemal aroganckim uczniakiem pozbawionym wstydu. Jeszcze inaczej – zapomnij, że jesteś dorosłą i mądrą kobietą, a zagraj rolę aroganckiej 17-latki. :) Po drodze uzasadniając obecność i postawę własną faktyczną, zasadną motywacją (materialną i zgodną z przekonaniem).

    P.S. Sam mam wątpliwości, co do sieciówek takich jak Empik, ale nadal uważam, że zaproponowana postawa dałaby więcej satysfakcji i efektów, a może nawet odwróciłaby ocenę zajęć o kilka stopni.

    • Zagrać arogancką nastolatkę, mówisz? :D Hm, przemyślę sprawę!
      Jeśli chodzi o gadanie na zajęciach, to ja staram się to robić często i dużo. Nasz prowadzący prowokuje rozmowy w grupach, wymienianie się poglądami, przekonaniami i takie tam, dzięki temu mówienia na zajęciach nie jest mało. A już na pewno więcej, niż gramatyki! (yeah!) Więc tak – staram się mówić, z tym raczej nie ma większego problemu.
      Chodzi o to, że trudno jest mówić z kimś, kto mówi duuuuużo lepiej i duuuuuużo gorzej od Ciebie. W każdej z tych sytuacji czujesz się niekomfortowo. Wiesz, dla tego, który mówi gorzej to nawet nieźle jak przebywa w grupie lepszych od siebie. Zresztą już o tym kiedyś pisałam (http://www.okularnica.com/wsrod-najlepszych/) i szczęście, że w większości przypadków (dopóki ticzer nie zrobi roszady) właśnie z takimi sobie gadam. Myślę, że znacznie gorzej czuje się ten, który co chwilę musi powtarzać zdanie, bo jego rozmówca go nie zrozumiał. W szkole takie rzeczy mogą mieć miejsce, na prywatnym kursie absolutnie nie.

      • Tylko z ostatnim zdaniem jeszcze pozwolę sobie polemizować, bo wszystkie poprzednie rozumiem, popieram i się z nimi zgadzam. :)

        Pamiętaj, że od ucznia szkoły odróżnia Cię to, że zależy Ci na tej lekcji, masz własną, a nie narzuconą motywację oraz płacisz własnym pieniądzem. Uważam, że te takie rzeczy mogłyby, a już na pewno powinny bardziej mieć miejsce na kursie, a niżeli w szkole. I dlatego przemyśl pomysł zagrania bezwstydnego, odważnego i ściągającego na siebie uwagę uczniaka. :)

        Niezależnie jednak życzę satysfakcji i poprawienia oceny doświadczeń. :)

  • Adam Mocarski

    Ja mam inne doświadczenia z Empik School. Nauczyciel jest rewelacyjny! Na każde zajęcia przychodzi przygotowany. Za przygotowanie nie uważam tylko materiały, ale cały temat zajęć, smaczki, nawiązania do różnych ciekawych historii, aktualnych wydarzeń.

    Bardzo dobrze tłumaczy materiał, sprawdza nas czy go umiemy i rozumiemy. Sporo też żartujemy na zajęciach, jest luźna atmosfera. Prowadzi statystykę naszego progresu i jeśli z czymś grupa radzi sobie gorzej, to ćwiczymy to częściej. Na zajęciach mówi prawie cały czas po angielsku, czasem już po prostu z uwagi na czas, czy też brak jakichś odpowiedników językowych, albo po prostu nie zrozumienie zagadnienia przez grupę wtrąca na szybko jakąś wstawkę po polsku, ale ogólnie używa tego z takim wyczuciem i rozwagą. Przekazuje nam też wiedzę na temat ‚jak się uczyć’ i ‚skąd’. Dzięki temu motywuje do nauki po zajęciach. Na każdych zajęciach powtarza o tym, że trzeba w domu się uczyć i na zajęciach to za mało. Może się wydawać, że zapomina, że nam o tym powiedział. Jednak uważam, że to jest zamierzone. Sto razy powtarzana mądrość w końcu zapada do głowy i staje się regułą. Zacząłem czytać książki i oglądać seriale po angielsku. Uporządkował mi dużo rzeczy w głowie.

    Żeby nie było tak słodko, to nie od razu trafiłem do tej grupy. Na studiach chodziłem na B1, ale nie czułem żebym wszystko wiedział. W empiku zostałem przyporządkowany na B2. Poszedłem do pierwszej grupy – nastolatki, jakaś nauczycielka, która puszczała muzykę na zajęciach w tle i kazała pisać wiersze. Było słabo, drażniąco i młoda grupa (ucząca się pewnie z obowiązku, a nie chęci).
    Poszedłem do innej na B2. Nauczycielka miła i spokojna, ale miała taki ‚pieszczący’ się stosunek, no i oczywiście nastolatki przygotowujący się do matury. Poza tym poziom za słaby jak dla mnie. Uznałem, że nie może tak być.

    Poszedłem na recepcje i powiedziałem, że może ja pójdę do grupy o poziom wyżej, bo dla mnie poziom jest za słaby. Poszedłem do grupy B2+ przygotowawczej do egzaminu FC. Na pierwszych zajęciach od razu widziałem różnicę. Poziom wyraźnie wyższy, sposób nauczania też, grupa starsza – sami dorośli – doktoranci, osoby pracujące. Atmosfera jest świetna. Zostałem tam i czuję się tam bardzo dobrze.
    W kwestii formalności, to podpisałem umowę, zapłaciłem i tyle. Wszystko szybko, łatwo i przyjemnie. Jak nie ma zajęć dostaję smsa dużo wcześniej, także kontakt jest świetny.

    Jestem bardzo zadowolony z tego kursu. Od czasu kiedy się zapisałem uczyniłem ogromne postępy! Rewelacja! Nawet więcej, nabrałem pozytywnych nawyków do nauki angielskiego na własną rękę.

  • Nie uczęszczałam do Empik School, ale znam osobę, która tam pracuje i cóż, skoro ją przyjęli, to niestety nie skorzystam. Czasami po prostu ktoś jest świetnym anglistą, ale nie ma drygu jako nauczyciel- szkoda, że nie wszyscy to rozumieją i przyjmą na stanowisko jak popadnie…