Rzeczy, które przeszkadzają mi w chrześcijanach

Mówi się, że najbardziej wkurza nas w innych ludziach to, czego sami w sobie nie lubimy. Nie wiem na ile to prawda, niewątpliwym jest jednak to, że każda z rzeczy, o których za chwilę przeczytasz to moje własne błędy sprzed lat.

Tłumaczenie się ze swojej wiary

Takie podkreślanie i zapewnianie wszystkich wokół, że nie jesteśmy jak Terlikowski i ogólnie to w ogóle z jego manifestowaniem wiary się nie utożsamiamy. No a tak swoją drogą, to przepraszam, że poruszam temat Boga, bo pewnie jesteś niewierzący i ja nie chcę Cię molestować swoimi poglądami. Ja jestem normalny katolik, raz pójdę do kościoła, raz nie, raz rzucę kurwą pod nosem, innym razem kogoś obgadam. Nie jakiś tam fanatyk. He he, fanatyk, dobre sobie!

Szczerze? Who cares? Jeśli nie jesteś drugim terlikowskim, to po co się z tego tak tłumaczysz? Jeżeli nie jesteś religijnym fanatykiem, to po kiego o tym trąbić? Wierz tam sobie po cichu i nie tłumacz się z wiary i ze swoich powodów. To jest Twoje. Nikomu nic do tego.

Bóg ma plan na wszystko, więc nie ma co Mu pomagać

Nie masz pracy? Pewnie Bóg tak chce. Nie masz faceta? Taka jest Jego wola. To nic, że w międzyczasie gnijesz w mieszkaniu i nie rozglądasz się za możliwościami.

Jestem osobą wierzącą i w całym swoim do bólu racjonalnym myśleniu, zakładam, że Bóg w istocie ma dla mnie plan. I że czasami warto w tym swoim analizowaniu odpuścić i zdać się na Jego wolę. Ale jednocześnie staram się tworzyć możliwości. Jeśli jednym z moich największych marzeń jest bycie prawnikiem (nie jest), to nawet jeśli dziś praca na tym stanowisku brzmi absurdalnie, to przecież mogę choć trochę w tym kierunku się zbliżać. Może Bóg dalej to jakoś pociągnie. Spojrzy na mnie z żałością i stwierdzi, że z tej mąki chleba nie będzie. Pomogę sierotce, bo w takim tempie to ona prawnikiem zostanie w swoje setne urodziny.

Jest taki żart: wiesz czym najbardziej rozśmieszyć Boga? Pokaż Mu swoje plany.
I gros wierzących ludzi podłapał, że Bóg może śmiać się z naszych marzeń, a w rzeczywistości szykuje nam coś absolutnie innego. Czyli co, najlepiej położyć się na kanapie, patrzeć w sufit i czekać, aż idealny partner zapuka do naszych drzwi, aż idealna oferta pracy znajdzie się na naszej wycieraczce? Brzmi to tak hardkorowo, że aż nie mogę, niestety wciąż jeszcze pełno jest wierzących, w podobny scenariusz, ludzi.

Najważniejsze jest wnętrze, facet powinien zakochać się właśnie w nim

Ale to jest głupie. I ja w to autentycznie wierzyłam. Chodziłam więc po tym świecie w długiej, okropnej spódnicy, włosy splatałam w koński ogon, a z kosmetyków znałam tylko krem Nivea.

Widziałam jak fajni chłopcy zwracają uwagę na ładne dziewczyny, z którymi się kumplowałam i tłumaczyłam sobie: jeśli nie zaintrygowało go moje wnętrze, to nie jest mnie wart. Kij tam, że nie miało prawa go to wnętrze zaintrygować, bo nie dałam mu takiej szansy. Bo jeśli facet ma do wyboru 3 dziewczyny, z czego tylko ja wyglądam jak opuszczone przez rodziców dziecko, to musiałby postradać zmysły, żeby zwrócić uwagę właśnie na mnie.

To bardzo krzywdzące myślenie, bo może się okazać, że minie wiele lat i wciąż nikt nie zakocha się w naszym wnętrzu. I będzie to nasza wina, skoro przez tyle lat to wnętrze zakrywaliśmy ciężkimi, znoszonymi spódnicami i szerokimi – nadającymi się wyłącznie na ścierę – bluzami.

Brak dialogu

Nie umiem dyskutować o Bogu z ludźmi, którzy w Niego nie wierzą. Nie potrafię powiedzieć dlaczego Bóg zgadza się na ból, cierpienie, na śmierć niewinnych osób. Mam swoją teorię, ale zdaję sobie sprawę, że jest ona daleka od tego, co w takich chwilach pragnie usłyszeć ktoś, kto mierzy się ze stratą kogoś bliskiego. Bardzo często więc z dialogu się wycofuję.

Są natomiast tacy, którzy nie mają problemu z mówieniem o Bożym planie w niezwykle trudnych sytuacjach. Zdaję sobie sprawę, że takie zachowanie nie wynika ze złośliwości, a raczej chęci pomocy, ale tę bardzo często łatwiej okazać gestem, a nie gadaniem. Tym określam brak dialogu. Bo dialog to nie tylko gadanie, to również bliskość wynikająca z obecności.

Bardzo wielu chrześcijan chce zagadać nas Biblijną wiedzą, zamiast po ludzku podejść, przytulić i powiedzieć: stary, nie mam pojęcia czemu Bóg zsyła nam takie gówno pod nogi. Wiedz jednak, że cokolwiek będzie się działo, jestem tu. Możesz na mnie liczyć.

 

No, a tak poza tym, to ja chrześcijan uwielbiam. Zwłaszcza tych najbardziej porąbanych. Nie takich jak Terlikowski, nie, nie… ja w ogóle z tym, co on mówi się nie identyfikuję… :D

Szczęśliwego nowego!
Buzi i do zobaczenia za rok!

3,829 total views, 11 views today

  • Mam bardzo podobnie! Zaskoczyłaś mnie! Też nie potrafię tłumaczyć innym dlaczego jest jak, a nie inaczej. Wierzę, staram się być dobrym człowiekiem i nie muszę o tym rozpowiadać wokoło. W tym przypadku właśnie sprawdza się powiedzenie, że krowa, która dużo muczy, daje mało mleka ;)

  • Wiele osób wciąż widzi typowego chrześcijanina jako osobę,która jest nietolerancyjna,ma na wszystko odpowiedź, nie akceptuje braku wiary i zamiast nastawienia na dialog chce „nawracać”. I pełno niestety takich osób. W wielu przypadkach takich osób ta wiara jest tylko teoretyczna. Ciężko mieć odpowiedź na każde pytanie i wszystko rozumieć jeśli sam Bóg jest nie do ogarnięcia,że tak to ujmę. Wiara nie idzie 100% w parze z rozumem. Nie wszystko możemy i musimy rozumieć.
    Nie wstydzić się wiary to jedno,ale to nie to samo co manifestować ją. Nie zawsze jest to potrzebne i nie zawsze ma większy sens.
    No i jeśli chodzi o miłość,związki… Wiara i praktyka przynoszą pewne ograniczenia – czystość i te sprawy. Ale nie oznacza to też,że chrześcijanin ma być oziębły seksualnie. To nie kwestia aseksualności tylko świadomego panowania nad sobą. Podobnie jak i z tym zakochaniem w samym wnętrzu. Znam pogląd,że grzechem jest makijaż,malowanie włosów itd jako,że jest to brak akceptacji tego jakimi stworzył nas Bóg i że chcemy po nim poprawiać. Osobiście uważam to jako szukanie grzechu na siłę. A to jest bardzo niebezpieczne zachowanie i paradoksalnie może przynieść więcej negatywnych efektów do życia duchowego ,formacji i rozwoju niż pozytywnych. Dobry post,dobry temat. Aż się rozpisałem :D Pozdraiwam.

    • Widzę również chrześcijan inspirujących i pokornych w swojej wierze. To akurat był inny temat, ale naprawdę jest mnóstwo ludzi, którzy w piękny sposób świadczą o Bogu… :)