Tu. Teraz.

Walczę ze sobą. Piszę tekst, po czym zaraz go kasuję. Kilka tekstów. Dużo tekstów. Nie mogę ich czytać. Są nie dość dobre. Właściwie są okropne strasznie. Zupełnie nie oddają tego, co czuję. A przecież czuję tyle, że mogłabym tym czuciem obdarować przynajmniej taką Warszawę.
Tę sławną Warszawę. Tę z Pałacem Kultury.

Piszę. W międzyczasie wstaję. Na herbatę. Kątem oka widzę jak ten mój Mąż najdroższy (najnowszy) siedzi w pokoju obok, w komputer – te śmieszne znaczki, które tylko programista widzi jako ciąg jakichś sensownych poleceń – się wpatruje. Przyglądam się temu, jak mruży oczy, jak przeciąga się co jakiś czas, po czym wstaje kości rozprostować.

To takie migawki z codzienności. Żadne tam wielkie rzeczy i niezwykłe doznania. Patrzę tak na mojego męża od czasu do czasu i przypominam sobie te śmieszne słowa, które przed ślubem słyszałam częściej niż klasyczne „okurwajakgorąco”: „Hajtaj się hajtaj. Co masz mieć lepiej niż ja?”

W sobotę napisałam Wam o tym długaśny tekst, w którym słowem ‚kurwa’ zastąpiłam praktycznie wszystkie przecinki. Nie opublikowałam. I wiem, że tego nie zrobię. Bo wiecie… przestało mi zależeć na tej walce o słuszność ideałów. Nie chce mi się przekonywać, że to co tam sobie myślę o życiu, o małżeństwie, o moich poglądach jest słuszne i właściwe. Nie chce mi się walczyć z kolejnym: po miesiącu też tak czułam. Przejdzie Ci.

Jakiś czas temu ktoś zapytał mnie, czy JUŻ zrozumiałam czym małżeństwo jest w istocie. Wiecie, że pranie, gotowanie i sprzątanie TAK NAPRAWDĘ wcale nie są dodatkiem do seksu. Czy nie zabija mnie ta codzienność, w której wszystko jest takie przewidywalne, takie mało podniecające. Wiecie co było najzabawniejsze w całej tej rozmowie? Nie to, że mój rozmówca tak właśnie uważał. Nie to, że wiele małżeństw w ten sposób funkcjonuje – że wszystko kręci się wokół obowiązków. Nie, bo ostatecznie nic mi do tego jak ludzie układają swoje życie. Może im taki sposób odpowiada.

Najzabawniejsze było to, że ta osoba, po zadaniu pytania, nie czekała na – (o czym przekonałam się chwilę później) sprzeczną z jej wizją – odpowiedź. Gdy zaczęłam mówić: jak jest fajnie, że życie jako mężatka jest cudowne i że uwielbiam tę rolę, przerwała mi twierdząc, że to minie. Żebym poczekała rok. A jak nie, to dwa. Po pięciu już na pewno zrozumiem o czym ta mówiła.

I pomyślałam sobie wtedy: pierdol się głupia flądro. I odeszłam.
To taki w sumie skrót tego, co naskrobałam Wam w sobotę.

 

Jeszcze niedawno zastanawiało mnie, co się dzieje z ludźmi po ślubie? Mam takie doświadczenie, że większa część znajomych, którzy niedawno stanęli przed ślubnym kobiercem, po prostu gdzieś przepadła. Nie ma ich, nie ujawniają na facebooku tego, jak wygląda ten ich happy (never)end(ing story). Więc sobie dopowiadasz – albo jest tak zajebiście, że nie mają czasu wrzucać zdjęć na fejsa, albo nie ma czego wrzucać i wtedy zwykle udostępniają zdjęcia biednych zwierząt z prośbą o cudotwórczy lajk.

Żart taki. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego.

Dziś, stojąc po drugiej stronie barykady, widzę jak to wszystko wygląda. I chcę Wam tylko powiedzieć, że istnieje życie po ślubie. I jest wprost niewiarygodne. Cudowne. 

Tylko tyle chciałam. Nie wiem nawet czy ten tekst ma sens. 

Na mnie już czas. Koszulę mężowi trzeba wyprasować. W sobotę idziemy na wesele mojej przyjaciółki! 

Ach, Ach, Ach!

2,570 total views, 4 views today

  • Ma sens :-)

  • Dobrze wiedzieć, że po tej drugiej stronie tęczy ktoś jednak znajduje garnczek złota ..

  • Dorota

    Życie po ślubie jest bardzo dobre :) życie „po dziecku” to doooopieerooo.. Hue hue hue ;) a serio mysle, ze życie po ślubie szybko weryfikuje dobranie partnerów, bo nagle spedza sie ze sobą nie kilka godzin dziennie (tygodniowo?) a kilkanaście, nie odwola sie spotkania bo boli głowa, bo łamie grypa etc związek zbudowany na słabych podstawach, związek w ktorym niewiele sie rozmawialo (ale tak prawdziwie rozmawialo) szybko zacznie sie „wypalać”. I to od takich osób możesz usłyszeć tego typu słowa, nie wyobrażam sobie, ze codzienność z ukochana osobą może męczyć, nużyć, przeszkadzać..

    • Dorotka, jak ja uwielbiam Twój sposób rozumowania. Bardzo jest mi z nim po drodze! :)

  • Gdy zaczęłam być z Wojtkiem i miałam takie motyle w brzuchu poganiane przez entuzjastyczne kapibary, to mówili mi, że poczekaj, minie, za miesiąc, dwa, skończy się miesiąc miodowy, przyjdzie rzeczywistość i uderzy obuchem w głowę. Ta rzeczywistość chyba taka leniwa jak ja, bo przez kolejne trzy lata nie przyszła, aż do zaręczyn, które mnie super podjarały na nowo, ale to nie szkodzi, bo i tak mi mówili, że poczekaj, minie, skończy się podjara pierścionkiem i przyjdzie dzień powszedni i uderzy obuchem w głowę, ale okazało się, że dzień powszedni to jest rownie leniwy jak rzeczywistosc. I tak całe życie; przed ślubem, po ślubie, już za chwilę, już za moment ma się skończyć, bo ludzie tak sobie wymyślili, bo – być może – im się skończyło, bo lubią pogadać. Może gdyby zatrzymali się na chwilę, to by skminili, że dbanie o to, by się nie skończyło jest w sumie bardzo proste i polega na tym, by na przykład w wolnych chwilach iść na spacer, trzymając się za ręce, zamiast tracić czas na udzielaniu innym idiotycznych rad.

  • I dobrze. Niech nadal będzie cudownie.
    Udanego wesela!

  • W tym roku przypada 10 rocznica spotkania mojego męża i 6 rocznica naszego ślubu. Chyba mogę wiedzieć o czym piszesz. Wciąż nie wiem co znaczy, że mi przejdzie.
    Mój komentarz był o wiele dłuższy, rozpisałam się, że hej. Ale zostawię tylko to co na górze.

  • Mnie też strasznie wkurza to gadanie. Przejdzie Ci, zobaczysz, poczekaj, stracisz swoje ideały, nie będzie Ci się chcieć…
    A ja wiem że będzie mi się chcieć, że gdyby mój Ukochany miał mi się znudzić i spowszednieć do by się to już dawno stało w ciągu tych 5 lat znajomości. Ja wiem że po ślubie będzie lepiej, i nie zamierzam słuchać głupiego gadania. Bycie żoną to moje wielkie marzenie, moja rola, moje powołanie. I już za tydzień się przekonam jak to jest, po drugiej stronie barykady. A na razie pozdrawiam, i cieszę się że ktoś potwierdza moje przypuszczenia że bycie żoną jest cudowne :)

  • A ja bym bardzo chciała poczytać te pokasowane teksty. Czekałam na nowe wpisy z wielką niecierpliwością. I tak jak Ty, myślę sobie, że musi być cudownie. I chcę tę cudowność już. Moje rówieśniczki – niektóre – mówią, że za wcześnie, bez sensu. A czasem wszystko jest tak proste, spotykasz odpowiednią osobę i nie potrzeba już szukać innej. Ula, dziękuję, że jesteś.

    • Jaki ładny komentarz. Dziękuję, Hania! :)

    • Żaneta Mucha

      @hannakozicka:disqus Spotykasz tę odpowiednią osobę, jesteś pewien, że to ten jedyny i uwierz, pojawiają się wątpliwości, poajwia się ktoś, jakiś dawny znajomy i zastanawiasz się czy chcesz ślubu. Czy to jest to. Czy nie lepiej nadal życ beztrosko z znajomymi, spotykać się kiedy chcesz. Całe te marzenia są cudwone, ale jednak, wątpliwości dopadają chyba każdego .

      • Prawda, tak na pewno jest. Ale zwycięża rozum :)

        • Żaneta Mucha

          Zwycięża uczucie, sam rozum to za mało. :) Wiem coś o tym, z własnego doświadczenia. ;)