WymaŻona

Modliłam się o dobrego męża, więc mam dobrego męża. On się nie modlił, więc ma co ma

Kiedyś jedna znajoma opowiadała o pewnym bliskim jej sercu małżeństwie, które właśnie się rozpadało. Mówi – tyle małżeństw rozpadło się na moich oczach, że w sumie mnie to nawet nie dziwi. Ale oni?! Przecież to była taka piękna, wspaniała para. Gdy porozmawiałyśmy chwilę dłużej okazało się, że ta piękna wspaniała para miała pewną rysę. Jedna osoba w tym związku dbała o relację – jak to czasem mocno podkreślamy – aż za bardzo, podczas gdy druga miała to trochę gdzieś.

To raczej bardzo typowy układ, choć w moich oczach nietypowym wówczas był fakt, że o związek walczył mężczyzna, nie kobieta. W każdym razie… wielu z nas tego typu sytuacje skomentuję: nie ma co tak skakać nad drugą osobą, bo od dobrobytu w dupie jej się poprzewraca. Trzeba trzymać krótko! Ścierą zdzielić po łbie jak trzeba… ;)

Mi blisko teorii, że to nie dobrobyt przewraca nam w głowach, tylko brak przygotowania do tego dobrobytu. Jeśli nie jesteś przygotowany na luksusy, istnieje duże prawdopodobieństwo, że dostając je, zaczniesz korzystać z nich zachłannie. W sposób nieprzemyślany. Niszcząc wszystkich i wszystko dokoła.
Jeżeli nie jesteś przygotowany na luksusowe traktowanie przez żonę albo męża, może się zdarzyć, że ten dobrobyt zacznie cię z czasem uwierać, drażnić, irytować. W najlepszym przypadku przestanie robić na tobie wrażenie.

W najgorszym – w końcu sam podświadomie zaczniesz robić wszystko, by z tego luksusu się wyswobodzić, rzucając ostentacyjnie dokoła, że twój facet (czy kobita) jest taki nudny… to małżeństwo jest takie przewidywalne…
Moim zdaniem życie ogólnie jest z lekka przewidywalne. Ale lepiej przewidywać fajne rzeczy, niż codzienne babranie się w życiowym gnoju, nie? Czy nie?

wymazona2

Gdy byłam mała, mama często powtarzała mi, żebym modliła się o dobrego męża. Nie bardzo rozumiejąc jakie to ma w ogóle znaczenie, modliłam się. Klepałam te paciorki rano i wieczorem i zagadywałam Boga, że jakby generalnie to jest taki plan, że mam mieć spoko męża. I jakby mógł mi w tym pomóc, to byłoby w ogóle super.

Nigdy jednak nikt nie podpowiedział mi, żebym modliła się o to, by mój przyszły mąż miał dobrą żonę. Swoją wymarzoną. Sama, wyobraźcie sobie, też na to nie wpadłam.

Wszystko miało dotyczyć mnie. Jechałam w autobusie, w uszach brzmiała piosenka My Immortal, Evanescence, a ja wyobrażałam sobie, że cały świat gra w moim teledysku. Że te wszystkie istnienia w ogóle nie mają znaczenia.
Co mnie wówczas miało obchodzić, czy będę kiedyś czyimś spełnieniem marzeń?

I niby spoko. Trochę creppy byłoby gdybym w wieku 15 lat rozkminiała takie rzeczy.

Więc nie, nie zachęcam do rozkminiania w wieku 15 lat czy jesteś na dobrej drodze, by być kiedyś wymaŻoną. Zachęcam do refleksji kobiety, które właśnie się do bycia żoną przygotowują. Może się okazać, że spotkają Cię w małżeństwie niezwykłe luksusy.

Jesteś na nie gotowa?

 

Wpis powstał w ramach miedzynarodowej akcji Małżeństwo Jest Fajne organizowanej przez Ewę Olborską z bloga Mocem.

489 total views, 13 views today