Nie zdobywaj mnie za szybko

Kojarzysz taką scenę ze swojego życia? Umawiasz się z w miarę fajnym gościem, który nie dość, że całkiem inteligentny i błyskotliwy, to jeszcze niebrzydki. A będąc zupełnie szczerym – no ideał, twój, na maksa, typ. Nie możesz doczekać się randki z nim, czego dowodem jest fakt, że kreację na tę okoliczność przygotowałaś sobie tydzień wcześniej. Wisi na wieszaku i czeka.

Cały dzień planujesz spotkanie z nim: o czym będziecie rozmawiać, jak się zachować: czy zgrywać głupiutką i nieporadną czy nie? Wyobrażasz sobie różne, również przede wszystkim te pikantne sceny w jego mieszkaniu, zastanawiając się jak to wszystko się potoczy.
I marzysz o tym, żeby było jak z bajki. Albo przynajmniej jak z Greya.

A potem, gdy jest już po wszystkim – czyli po niczym – wracasz przygnębiona do domu i jedyna myśl, która obija się w Twojej głowie niczym pijany żul pod sklepem jest taka: dobrze, że już po wszystkim.

Spotkanie przebiegło w miarę okej. Koleś, tak jak przypuszczałaś na początku, okazał się inteligentny, błyskotliwy i – co kilkakrotnie dowiódł w trakcie randki – całkiem zabawny. No wszystko niby gra i tańczy, więc jak to się stało, że wracasz do domu i nie masz ochoty na ciąg dalszy? Jak to mozliwe, że mimo wielu, naprawdę wielu atutów, które w tym krótkim czasie dostrzegłaś w jego zachowaniu, łapiesz się na tym, że zamiast dzikiego podniecenia w okolicach żołądka, przekonujesz się w myślach, że może nie było aż tak źle, może przesadzasz, może warto umówić się po raz kolejny. Dać mu szansę.

To, co na spotkaniu poszło nie tak, to jego zbyt oczywiste zainteresowanie tobą. Od razu bowiem powiedział, że jesteś spełnieniem jego snów, a taką kobietę jak ty mógłby do końca życia nosić na rękach. Kilkakrotnie powtórzył, że nie może doczekać się kolejnej randki, że absolutnie jest tobą oczarowany oraz przekonany o tym, ze będziecie mieli ładne dzieci. To ostatnie powiedział niby w formie żartu, ale zabrzmiało serio i całkiem creepy.

Coś ci mówi, że powinnaś czuć się jak w niebie. Bo oto twój własny ideał, mężczyzna, za którym niewątpliwie ugania się ogromna ilość kobiet, mówi że jedyną, z którą wiąże przyszłość jesteś ty. Miłe. Powinno być miłe.

Ale nie jest. Czar prysł. Jedyne o czym marzysz po spotkaniu z tym niezwykłym mężczyzną, to zakopać się pod gruby koc, wziąć do ręki kubek z ciepłą herbatą i obejrzeć Breaking Bada.

ZIMNA GORĄCA – (NIE) ZDOBYWAJ MNIE (ZA) SZYBKO

zimna goraca

Krążą różne mity na temat preferencji uczuciowo-seksualnych dzisiejszych kobiet. Jedni twierdzą, że żyjemy w czasach, kiedy wszystkie karty od razu należy wykładać na stół. Jak się sobie podobamy, to nie ma co udawać, że nie i najlepiej od razu chodźmy razem do łóżka, coby nie tracić czasu na niepotrzebne, ewentualne rozczarowania. Inni mówią: najlepiej udawać. Jak ci się podoba, udawaj, że masz go gdzieś. Absolutnie nie pisz/nie dzwoń do niego pierwsza, okazuj jak najmniej uczuć. Bądź chłodna i nieprzenikniona.

Ja padłam ofiarą drugiego podejścia. Chłopak, z którym spotykałam się w czasach technikum kilkakrotnie okazywał inicjatywę spotkania, co ja – sugerując się mądrymi radami Czarnookiej – odpierałam słowami: jutro akurat nie mogę, mam już plany. W sobotę też nie, bo ciocia ma imieniny. Na chłopaku zależało mi okrutnie, byłam totalnie nim zauroczona, nie mogłam spać, jeść i ogólnie funkcjonować, bo spotkałam mężczyznę – jak wówczas myślałam – swojego życia. Straciłam kilka miesięcy, które mogliśmy fajnie razem spędzić, bo on moje odmawianie spotkań zrozumiał tak, jak każdy w miarę inteligentny facet zrozumieć powinien: mam go gdzieś. Później oczywiście kontakt odnowiliśmy i spędziliśmy kolejnych wiele miesięcy razem, ale co straciłam przez głupotę, to tylko ja wiem.

Prawda na temat tego, jak w dzisiejszych czasach zabiegać o kobietę zawsze leży gdzieś po środku. Fajnie jak wszystko jest w miarę oczywiste – a więc nie ma co udawać, że się sobie nie podobamy i zgrywać niedostępnych, jeśli oboje ewidentnie mamy się ku sobie, ale z drugiej strony dobrze też jest zachować coś na później. Po co od razu rzucać sobie w twarz wielkimi słowami? Dlaczego, skoro ewidentnie jest chemia i obopólne zainteresowanie, nie dawkować sobie doznań?

DESPERACKIE AJLOWJU

zdobywać za szybko

Nie mam pojęcia z czego wynika ta paniczna potrzeba powiedzenia wszystkiego od razu. Może ze strachu przed tym, że nie będzie kolejnego spotkania, może z powodu kompleksów osoby wyznającej wielkie uczucia, może decyduje o tym coś jeszcze innego. Jedno jest jednak dla mnie oczywiste – jeśli facet mówi wszystko od razu, jeśli nie zachowuje sobie choćby odrobiny tajemnicy i niedopowiedzenia, odbieram go jako desperata, który podobne słowa kieruje do większości lasek, z którymi się umawia. To raz.

Dwa – jeśli wiele ważnych słów wyrzuca z siebie na początku, co zachowuje dla kobiety, która kiedyś będzie jego żoną, matką jego dzieci? Poza tym, dlaczego przystojny, zabawny i inteligentny facet tak bardzo walczy o moje zainteresowanie? W sensie, nie wydaje się Wam to trochę dziwne, nietypowe? Gdzie ukryty jest haczyk, ja się pytam.

Nie twierdzę, że nie mylę się co do tych zarzutów. W końcu naprawdę mogę być tą jedyną, może mężczyzna poczuł ze mną niezwykłą nić porozumienia i nie był w stanie tego ukryć, zachować na potem. Tylko, że takie zachowanie bywa ryzykowne i może na zawsze przekreślić szansę na kolejne spotkania. Trzeba się z tym liczyć.

Gdy rozmawiam z koleżankami na ten temat, większość z nas wychodzi z podobnego założenia: fajnie jak facet nie kryje zainteresowania, jak adoruje i zabiega. Ale istnieje bardzo cienka granica między zabieganiem a natarczywością i o ile to pierwsze może wywoływać w nas te wszystkie około-zakochaniowe symptomy, to już to drugie sprawia, że same mamy ochotę zbiec z miejsca zdarzenia.

Wiecie dlaczego to wszystko? Bo kobiety też lubią zabiegać i czuć się nie do końca pewnie w tych pierwszych fazach związku. Bo lubimy zasypiać z wątpliwością: czy na pewno mu się podobam, czy jest mną zainteresowany, czy zadzwoni by umówić się po raz kolejny?

I wreszcie – czy on też zasypia dziś z podobnymi wątpliwościami?

Cho na facebook!

1,517 total views, 3 views today

  • Dobrze mówisz z tą cienką granicą. Bo z tymi związkami i relacjami to jest tak, że często w sieci i gdziekolwiek indziej istnieje sporo madrych tekstow, a wiele z nich jednocześnie wydaje się ze sobą kłócić. A to wszystko dlatego, że własnie prawda najczęściej leży gdzieś pośrodku i myślę, że potrzeba trochę czasu, łez i relacji, żeby ten środek umieć zbalansować – choć to nadal nie gwarancja. :)

    Piszą „bądź niedostępna”. Ale piszą też „nie świruj, powiedz, że Ci się podoba”. No bo… tak. Zrób te dwie rzeczy. Tylko zrób je tak, by nie był pewny żadnej z nich i by robiąc pierwszą, jednocześnie nie zabrać mu całkowicie nadziei na drugą. ;)

  • Może niektórym w tym totalnym zauroczeniu trudno panować nad emocjami? :) Zgadzam się z Tobą, najważniejsze jest odpowiednie wyważenie. Nie chciałabym usłyszeć wielkich słów od razu, jeśli ja nie jestem gotowa, żeby takie wypowiedzieć. Jeśli ktoś obdarza mnie uczuciem, czuję się za nie odpowiedzialna, a nie chcę brać odpowiedzialności za kogoś, kto po prostu mi się podoba i jeszcze nie wiadomo, co będzie dalej. Bardzo ciekawy temat, dałaś mi do myślenia. :)