Życie to składowa przypadków


Bardzo by ich zdziwiło, że od dłuższego już czasu
bawił się nimi przypadek.
Jeszcze nie całkiem gotów
zamienić się dla nich w los,
zbliżał ich i oddalał, zabiegał im drogę
i tłumiąc chichot, odskakiwał w bok.'Miłość od pierwszego wejrzenia', Wisława Szymborska

Poszukiwania pracy na wyspie marzeń – luty 2013 

Muszę przyznać, że trochę się boję. Nie, nie tego, że mnie nie zatrudnią, choć przed wyjazdem parę razy usłyszałam, że nie mam tam czego szukać, że już nie ma pracy i więcej zarobię w Polsce.
Boję się tego, że ich nie zrozumiem albo że potraktują mnie jak stereotypowego Polaczka, który przyjechał na szmatę. Nie chcę przyczynić się do tego stereotypu, choć prawdę mówiąc nie liczę na ciepłą posadkę. Liczę na cokolwiek.

Wolverhampton nie jest dużym miastem, a jednak od kilkunastu minut krąże wokół ulicy, przy której znajduje się agencja i nie mogę jej dostrzec. To znak – myślę – powinnam wrócić do domu i temat poszukiwania pracy uznać za zamknięty.
Jest. Agencja stoi jak wół tuż przed moimi oczami. To znak! Powinnam zmienić okulary.

– Łi łant łork. Łe łork in fabrik iljer. – słyszę znajomy słowiański akcent, w chwili, gdy przekraczam próg drzwi. Dziewczyna pracująca w agencji odpowiada coś szybko grupce chłopaków stojących nieopodal mnie i podaje formularz do wypełnienia. Odwraca się w moim kierunku i posyła leniwy uśmiech. Chce, bym wiedziała, że ma mnie gdzieś. Widzę to w jej oczach.
– How can I help you?
– Hello, I’m looking for a job. – świetnie Sherlocku! Bo przecież do agencji pracy przychodzi się po świeże bułeczki. Chyba przewidziała, że odpowiem coś równie głupiego, bo obdarzyła mnie tym samym leniwym i żałosnym uśmiechem, co na początku.
– In which industry?
– Um… in restaurant or shop… Here are my references.
– Sorry, we cooperate only with production industry.
– That’s awesome, because I have just finished study in Poland in engineering of production. I have no experience, but… you know…
ehe… tak jak w języku – prawdopodobnie pomyślała. Ale poprosiła o wypełnienie formularza, wyrobienie NIN-u i kilka dni później miałam już pracę.

Kwiecień plecień bo przeplata – kwiecień 2010

Ona: Nie chcę nigdzie wychodzić. Zrobię Ci fryzurę i pójdziecie beze mnie. Dziś mam nastrój nostalgiczno-filmowy, zostanę w domu.
Joanna: Daj spokój, przecież obie wiemy, że będziesz rozmyślała o tym kretynie. Ubieraj się, wychodzimy.
Ona: Ale…
Joanna: Wychodzimy, powiedziałam!

***

On: Ty, dajmy sobie spokój z tą imprezą. Wolałbym nigdzie nie wychodzić.
Antoni: Nie no stary, nie rób mi tego, na tej imprezie ma być Marta z zarządzania. Chcę ją poznać. Poza tym słyszałem, że ma dobre koleżanki.

Oboje są przekonani, że połączyło ich uczucie nagłe – grudzień 2010

– Posłuchaj, wpadnij do mnie dziś wieczorem, poznam Cię ze starszym. – robię w głowie dokładną analizę tego, jak wyglądają moje plany na kolejny tydzień. Dopiero wróciłam do Belgii, ledwo rozpakowałam walizki. Jaki dziś jest w ogóle dzień?
– Ok – odpowiadam za chwilę.

– Poznajcie się. Dorota – Tomek; Tomek – Dorota. – wow, jakie ciacho! Mam nadzieję, że moja twarz nie zdradza myśli, które kłębią się właśnie w mojej głowie. Boże, kretynko, czemu nie zrobiłaś makijażu?! A te dżinsy? Wyglądasz jak jakiś obwieś!
– Cześć, jestem Tomek. – chłopak wyciąga do mnie rękę i uśmiecha się wesoło. Jestem pod wrażeniem wszystkiego, co maluje się przed moimi oczami.

Tego dnia oboje oszaleliśmy na swoim punkcie. Poznaliśmy się za granicą, mimo że pochodzimy z tego samego kraju, urodziliśmy się w tym samym mieście i wychowaliśmy się na sąsiednich osiedlach. Dziś jesteśmy małżeństwem, mamy cudowne dziecko.

Najważniejsze jest pierwsze wrażenie – czerwiec 2014

– Dzień dobry – słyszę w słuchawce przemiły, kobiecy głos – dzwonię do Pani z firmy XYZ, wysłała do nas Pani CV jakiś czas temu na asystenta działu logistyki. Chciałabym zaprosić Panią na rozmowę kwalifikacyjną w dniu jutrzejszym na godzinę 11.
Gdzie jest ten pieprzony grafik? Rozglądam się nerwowo, by ocenić, czy to jest fizycznie możliwe. Pracuję, szkoda.
– No niestety w tym czasie pracuję – jełopie! Kto normalny szukając pracy mówi, że pracuje? – może mogłybyśmy spotkać się później? – tak, kurwa, o 12 w sobotę.
– Wie Pani co, to ja się zorientuję i najwyżej do Pani oddzwonię.

Pozamiatane, myślę kilka godzin później, spoglądając tępo w swój stupidphone, który tego dnia jest zdecydowanie mniej stupid niż jego właścicielka. Pewnie kogoś znaleźli.

– Dzień dobry – słyszę w słuchawce przemiły, znajomy kobiecy głos – rozmawiałyśmy tydzień temu w sprawie wysłanego przez Panią CV do naszej firmy.
– Ach tak, pamiętam – odpowiadam nienaturalnie spokojnie.
– Przepraszam, że nie oddzwoniłam tego dnia. Czy istnieje szansa, byśmy spotkały się we wtorek bądź środę o 9?
– W takim razie proponuję środę – kurwa, będę musiała się zamienić. Trudno, jakoś to ogarnę.
– Do zobaczenia.

Nie oddzwonili za pierwszym razem, bo pojawił się lepszy kandydat. Lepsze kwalifikacje i doświadczenie zawodowe. Tylko, że ostatecznie chłopak zrezygnował.

Americam Dream – lipiec 2011

Jesteśmy z Kasią w centrum Chicago. Za chwilę ma dołączyć do nas jej koleżanka i pójdziemy razem na disco. Cieszę się, bo do mojego wyjazdu zostało raptem kilka dni, a wciąż odczuwam imprezowy niedosyt.
– to mówisz, że wracasz już do Polski – dopytuje Tatiana, koleżanka Kasi.
– no niestety, niedługo zaczynam praktyki w jednej z Gazet w Białymstoku.
– o widzisz, to jesteśmy koleżankami po fachu, bo ja jestem redaktorem naczelnym w Magazynie Polonia.

***

– świetnie się bawiłam! – mówię, gdy dojeżdżamy do domku mojej ciotki – aha! Kasia, a co z tą wystawą, o której mówiłaś podczas wesela? Kiedy się wybierzemy?
– ajć… przepraszam Cię bardzo, ale mam sporo na głowie teraz, nie uda mi się tego ogarnąć.
– jedź sama – odzywa się nagle Tatiana. – no, serio – dodaje z uśmiechem widząc moje zakłopotanie – normalnie, pojedziesz na miejsce, zrobisz kilka zdjęć, napiszesz reportaż. Ta wystawa to naprawdę dobry temat, jeżeli przygotujesz ciekawy materiał, pojawi się w wersji papierowej w kolejnym wydaniu mojego magazynu.

Przypadki chodzą po ludziach – lipiec 2013

Czuję ciężar łez spływających po moich policzkach. Jest mi przykro, jest mi tak piekielnie przykro, bo po raz kolejny wrócę do domu z podkulonym ogonem. Przypominam sobie poranną kłótnie z matką i jej, ostre jak brzytwa słowa: „nic nie osiągniesz w życiu!”
Nie chce mi się wracać do domu, nie chcę patrzeć na jej triumfującą twarz, gdy oznajmiam, że nie udało mi się dostać pracy. Znowu.
– Przepraszam, wybija mnie z zadumy jakiś męski głos w oddali, czy wszystko w porządku?
– Hmmm… tak. Nie. Mam po prostu gorszy dzień, wie pan.
– Proszę mi wybaczyć wścibstwo, ale usłyszałem fragment Pani rozmowy z przyjaciółką. Czy dobrze zrozumiałem, szuka Pani pracy?
– Yyy… tak – próbuję sobie przypomnieć przebieg rozmowy telefonicznej. Skomlałam jak nieszczęśliwy pies, musiałam wyglądać i brzmieć żałośnie.
Mężczyzna w wieku mojego ojca podchodzi bliżej i wręcza mi wizytówkę.
– Proszę zadzwonić – uśmiecha się łagodnie – może uda mi się coś dla Pani znaleźć.

Kłania się elegancko i odchodzi, a ja rozglądam się dokoła w poszukiwaniu ukrytej kamery. Takie rzeczy nie dzieją się naprawdę. Nie w Polsce.

– Zadzwonię jutro, postanawiam, niech nie myślą, że jestem desperatką.

*

Życie to suma przypadków (i okazji – lubi dopowiadać Melancholik). Codziennie dzieją się rzeczy, na które nie mamy absolutnie żadnego wpływu. Każdego dnia tworzą się historie, do których po latach wracamy, twierdząc że to one nakreśliły kierunek naszego życia. Że je niejako odmieniły.

Doskonale pamiętam moment, kiedy poznałam mojego przyszłego męża. Gdy wszedł do sklepu, w którym pracowałam, nie mogłam się na niczym skupić, drżał mi głos i trzęsły się ręce. Do dziś zadziwia mnie fakt, że tego nie dostrzegł, podczas, gdy ja cała byłam kłębkiem nerwów.
Nie wiem dlaczego, ale gdy tylko wyszedł ze sklepu, schowałam się na zaplecze i nasmarowałam przyjaciółce sms-a o tym, że właśnie poznałam swojego przyszłego męża.
Co było absolutną nieprawdą. Wtedy tylko go spotkałam, poznałam natomiast pół roku później w jednym z białostockich klubów. Na imprezie, na którą oboje nie mieliśmy ochoty iść.

Nie wszystkie opisane historie należą do mnie, ale wszystkie są prawdziwe.

Zdarzyły się w Waszym życiu przypadki, o których lubicie mówić, że były pierwszym dniem reszty waszego życia? Jeżeli macie ochotę, podzielcie się nimi w komentarzach pod tekstem.

2,125 total views, 6 views today

  • No jasne! Głownym przypadkiem mojego życia było poznanie Męża, a to już pociągnęło mój świat dalej i wywróciło go do góry nogami. Od pewnego momentu wierzę jednak, że nic nie dzieje się bez przyczyny – to, że gdzieś się spóźnisz, oblejesz kawą albo wsiądziesz w inny tramwaj niż zwykle, ma ukryty sens, który nie koniecznie musisz od razu znać ;-)

  • Nie przychodzą mi teraz do głowy konkretne sytuacje, ale często towarzyszy mi takie poczucie – tak, poczucie to właściwe słowo, że coś kieruje moim życiem.

  • Moje życie to takie przeplatające się przypadki. Gdy w 2006 jechałam na obóz harcerski, na którym nasza drużyna zaprzyjaźniła się z chłopakami z Mińska, przez myśl mi (ani nikomu innemu) by nie przeszło, że 9 lat (kiedy to minęło!) później zostanę drużynową żeńskiej drużyny z Mińska, która powstała z zastępu przy moim starym środowisku. Ba, nie zostałabym ta drużynową, gdybym w czerwcu tego roku zdecydowała, że jadę na obóz z kimś innym (bo i inne propozycje były, dla wolnego strzelca z papierami wychowawcy ;))
    Ale lubię też te przypadki bez dalszego ciągu: gdy wpadnę na kogoś ciekawego w pociągu, a ta osoba opowie mi o swoim życiu. A potem się rozejdziemy :)

  • Renata Garbacz

    „Życie to suma przypadków” (i jak lubi dopowiadac Melancholik okazji) a ja bym chyba dodała, że raczej to przede wszystkim podjęte decyzje… Dajmy na to np. Zrządzenie losu, Bóg, Przypadek ktokolwiek lub cokolwiek w co wierzysz stworzy Ci pewną szansę, okazję i co? Możesz tysiąc razy to olać, możesz nawet nie zwrócić na to uwagi, możesz celowo odkładać to na nieistniejące potem itd. Decyzja… To Ty przede wszystkim decydujesz w jaki sposób dostosujesz się do warunków jakie stawia Ci przypadek tworząc okazję :) cała reszta zależy już od Ciebie, bo chcąc nie chcąc zawsze masz wybór nawet w sytuacjach, które z pozoru wyglądają na te bez wyjścia…

    • Ale bardzo często stając przed jakąś sytuacją nie masz pojęcia, że wpłynie ona na resztę Twojego życia. Ot choćby – mogłam nie pójść na imprezę, na której poznałam mojego faceta i w mojej rzeczywistości nic by się nie zmieniło – nie miałabym pojęcia, że tego dnia miałam poznać przyszłego męża. Więc trudno tu mówić o szansy czy okazji.

      Inaczej, gdy np. masz ambicje żeby wspinać się po szczeblach kariery i w którymś momencie trafia Ci się okazja, by wyjechać na rok do Stanów na płatny staż. Możesz wówczas podjąć świadomą decyzję, żeby wyjechać i liczysz się z konsekwencjami tego, co ten wybór zmieni.

      Chodzi o to, że nie zawsze wystarczy być odpowiednią osobą. Bardzo często potrzeba jeszcze być w odpowiednim czasie i miejscu. A na to nie zawsze ma wpływ wyłącznie Twój świadomy wybór.

  • Pingback: Nie startujemy z tego samego poziomu • Okularnica()

  • Pingback: To nie prawda, że każdy może odnieść w życiu sukces • Okularnica()